Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rozmowy z Arcybiskupem

Rozmowy z Arcybiskupem

13.04.2011
Czyta się kilka minut
Na okładce Józef Życiński na tle ciemnej zieleni w ponurym świetle, jakby przed burzą. Zamyślony, spojrzenie nieobecne. W lewej ręce jakiś tajemniczy przedmiot.
Z

Zaskoczony odkrywam, że to już trzecie wydanie książki, która umknęła mojej uwadze. Kiedy się ukazała po raz pierwszy (1998), nie mieszkałem w Polsce, ale drugie? Jako "zmienione i uzupełnione" ukazało się w 2003 r. Musiało nie być przedmiotem szerszej dyskusji, skoro je przeoczyłem. Tak więc egzemplarz edycji trzeciej kupiłem jako nowość, z wdzięcznością, że Znak zdążył przygotować ten wywiad rzekę. Dopiero w domu odkryłem, że jest to kolejne wznowienie, tym razem już ani nie zmienione, ani nie uzupełnione, niemal reprint, bez żadnej przedmowy, której teraz, po śmierci Arcybiskupa czytelnik miałby prawo oczekiwać.

Jednak mimo braku wstępu o zmarłym, mimo że Jaś Gawroński nadal, jak w poprzednim wydaniu, pozostał "Stasiem" (str. 197), mimo że kiedy mowa o wydarzeniach z czasu pierwszego wydania, nie ma żadnego przypisu informującego, co się działo dalej, jak np. wtedy, gdy mowa o pierwszym (wtedy jeszcze jedynym) Kongresie Kultury Chrześcijańskiej, godzi się podziękować wydawnictwu. Rozmowa z Życińskim staje się dla czytelnika przedłużoną jego obecnością, fascynującym spotkaniem z jego myślą, miażdżącą odpowiedzią tym, którzy konsekwentnie go napadali i obrażali.

Dziś tę książkę czyta się inaczej niż wtedy, kiedy się ukazywały pierwsze dwa wydania. Wtedy, jak sądzę, była przede wszystkim fascynującą rozmową o wierze i Kościele, o Polsce, o języku komunikowania wartości, polityce, papieżu (żyjącym jeszcze Janie Pawle II), o relacjach między nauką a wiarą, jednym słowem - o sprawach ważnych. Rozmówcy nie oszczędzali Arcybiskupa. Po krótkim rozdziale dotyczącym dzieciństwa i młodości przeszli do pytań, które z pewnością tłuką się po głowie każdemu, kto ma okazję do rozmowy z mądrym księdzem. Tak więc książka była niejako przewodnikiem po współczesnym świecie i Kościele.

Dziś, po śmierci Józefa Życińskiego, czyta się ją inaczej. W czasie lektury towarzyszyło mi pytanie: kim był Józef? Chociaż znałem go, to chyba nigdy z taką uwagą nie słuchałem jak teraz, czytając te rozmowy. Bo niestety, często z pewnym roztargnieniem traktujemy żyjących, nawet jeśli są nam bliscy, nawet jeśli ich podziwiamy. I dopiero ich śmierć wyostrza naszą uwagę.

Rozmowy z Józefem Życińskim podzielono na pięć części. Ich tytuły dobrze sygnalizują zawartość. Człowiek i Bóg, PRL, Polska po komunizmie, filozofia i kultura, pytania na nowy wiek. Jaki Życiński wyłania się z tych rozmów? Nade wszystko człowiek poważnej wiary. Jego pasje: filozofia, fizyka, nauki przyrodnicze - tę wiarę pogłębiały. Spokojnie wyznaje: "nie, nigdy nie przeżywałem kryzysu wiary... Bywały momenty, kiedy Bóg był bliższy, i takie, kiedy był dalszy (...) ale nie przeżywałem żadnego buntu, protestu czy zasadniczych znaków zapytania".

Rozmówcy wypytują Arcybiskupa o przyczyny współczesnej niewiary. Oto dość zaskakujący i niemal brutalny fragment jego diagnozy. Na pytanie, czy rozwój nauki nie przyczynił się do erozji wrażliwości religijnej, odpowiada: "Dotyczy to wrażliwości człowieka w ogóle. Ci, którzy się fascynują poziomem wyrafinowania produktów, mogą mieć problemy z dostrzeganiem poetyckiego wymiaru świata czy utracić poczucie metafizyczności zdarzeń, które jest tak wyraźne u Miłosza... Wtedy czymś naturalnym może stać się Hawkingowska interpretacja rzeczywistości - szybkie wyjaśnienie wszystkich problemów metafizycznych na stu kilkudziesięciu stronach książki. Kiedy pytamy potem Hawkinga, dlaczego świat nie zadziwia go jak Einsteina, dlaczego pozbawiony jest wrażliwości na piękno matematycznych równań pola, on odpowiada: »Mnie ta wrażliwość nie jest do niczego potrzebna«. Mówi tak być może dlatego, że cierpi na nieuleczalną chorobę zwaną stwardnieniem bocznym zanikowym. Jego walka o przetrwanie biologiczne sprawia, że nie dostrzega już poezji kosmosu. Pojawia się jednak pytanie, czy fakt, że tak wielu z nas podziela jego wizję rzeczywistości, nie wskazuje, że i my cierpimy na groźną chorobę - tyle że chorobę ducha...".

Z tego, co Życiński mówi o wierze, można co najwyżej się domyślać, jak bardzo był człowiekiem modlitwy, o czym dzisiaj wiemy od jego bliskich. Nie otwiera przed pytającymi stronic swego "Dziennika duszy" (wspomina, że takowy prowadzi). Ta rozmowa, bardzo spontaniczna i szczera, nie przekracza granic pewnej intymności. Zbyt dobrze znał Życiński media, aby wiedzieć, że są granice otwartości. A jednak opowiada siebie. Mnóstwo opowiedzianych wydarzeń z własnego życia, opowieści o doświadczeniach duszpasterskich ujawniają nie tylko człowieka wiary, ale też człowieka niezwykle wrażliwego na biedy bliźnich. Tak jest, gdy mówi o lubelskim ośrodku pomocy osobom homoseksualnym, o sytuacji na wsi, o problemach społecznych.

Jest realistą, wie, że szybko i łatwo sytuacji się nie zmieni. Z wielką surowością ocenia komunizm jako system totalitarny, a przecież jest przeciwny wsadzaniu wszystkich do jednego worka ("Chrześcijaninowi nie wolno pałać żądzą rewanżu i nie wolno mu traktować marksistów tak, jak oni traktowali jego"). Za dobry wzór uważa doświadczenie niemieckie: "można by dopracować się wyważonego projektu lustracji", pochwala rozwiązanie przyjęte w Czechach, "gdzie parlament uznał komunizm za system ludobójczy".

Z książki wreszcie wyłania się człowiek, który wierzy w siłę dobra. Wiele razy pytania wskazujące na zło (w Polsce, w Kościele) równoważy wskazaniem na dobro. Wie, że "ze złem spotykamy się na co dzień", nie ma złudzeń, jednak rozmowę zamyka pięknym cytatem z Eliota, który Bogu składa dziękczynienie "za nasze małe światło, przemieszane z cieniem".

Taki był Józef Życiński - odkrywał "nasze małe światło i nim się radował". To Jego przesłanie: "niech ciemność przypomina nam o świetle!".

Niewidzialne światło. Z arcybiskupem Józefem Życińskim rozmawiają, Dorota Zańko i Jarosław Gowin, Kraków 2011, Wydawnictwo Znak

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]