Rozdarte współczucie

Weselić się z weselącymi - płakać z płaczącymi. Żyć i czuć nie tylko w swojej osobności, lecz ze światem, razem z innymi. Ze spotkanymi po drodze i z przywiedzionymi nam przed oczy przez media. Raz radość, raz żałoba. Więcej jednego albo więcej drugiego - ale po kolei.
Czyta się kilka minut

Co począć ze współczuciem naraz z obiema przeciwnymi sobie stronami? Tym łatwiej może się taka konieczność zdarzyć, im bardziej stanowczo odmawiamy dehumanizacji, odczłowieczenia nawet winnych zbrodni, kogokolwiek.

Płacz z płaczącymi przychodzi mi łatwiej niż dzielenie radości zwycięstwa. Może dlatego, że takiej radości niezmąconej nie znam, a każdy triumf budzi we mnie drgnienie podejrzliwości. Kto, czym za ten triumf płaci, i czym jutro zapłacą dzisiejsi triumfatorzy?

Ból osadników żydowskich, którzy muszą opuścić Strefę Gazy, miejsce, które stało się ich domem. Miejsce, którego zamieszkanie niektórzy uznali za urzeczywistnienie obietnicy samego Boga. Radość Palestyńczyków zajmujących teren dla nich “odzyskany". Radość w obliczu cudzego bólu. Przecież ją znam! Nie jest niezmącona, choć ma wielką siłę. Powinna nieść w sobie zobowiązanie, by nie zmarnować szansy pokoju, dla siebie i dla tamtych.

Odpowiedzialność świata, nasza, moja za to, by ból nie był przeżywany na próżno i zarazem - by znów nie powstała grupa wygnańców bez perspektywy zakorzenienia gdzie indziej, wręcz opodal, przeżywających bez końca fakt, że poświęcili czy zostali poświęceni na próżno i jakby z własnej winy, bo buntowali się nieskutecznie.

Takie myśli się we mnie rodzą. Ze współczucia? Żalu nad istotami ludzkimi wplątanymi w dramaty ponad siły? Im silniej współczuję, tym bardziej jestem pewna, że rozpamiętywanie wypędzeń - wszelkich, jakie się zdarzyły i jeszcze zdarzą - musi się odbywać wspólnie, z jednoczesnością żalu nad wszystkimi przekraczającymi własny próg po raz ostatni. Póki to niemożliwe, lepiej budować razem miejsca, w których wspólnie będzie się leczyć sieroctwo, depresję, HIV czy trąd.

Zastanawiam się też nad przypomnieniem biblijnej myśli, że Ziemia taka, jaka jest, jest tak czy owak miejscem wygnania. Cała, poza Ogrodem, który przecież z niej też zniknął.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2005