Rosyjscy szpiedzy do Trumpa: Europa naszym wspólnym wrogiem

Wojna przeciw Ukrainie to kontynuacja tamtej wojny sprzed 80 lat: to przekaz rosyjskiej propagandy. Kreml po raz kolejny traktuje instrumentalnie II wojnę światową – teraz dodatkowo z ukłonem w stronę Donalda Trumpa.
Czyta się kilka minut
Mural upamiętniający 80. rocznicę zwycięstwa w II wojnie światowej na ścianie budynku mieszkalnego. Krasnojarsk, Rosja, 23 kwietnia 2025 r. // Fot. Ilya Naymushin / East News
Mural upamiętniający 80. rocznicę zwycięstwa w II wojnie światowej na ścianie budynku mieszkalnego. Krasnojarsk, Rosja, 23 kwietnia 2025 r. // Fot. Ilya Naymushin / East News

Wśród ruin okupowanych ukraińskich miast, doszczętnie zniszczonych przez rosyjską armię, w tych dniach stawiane są billboardy z hasłem „80-lecie Zwycięstwa”. To przygotowania do obchodów zakończenia II wojny światowej – kluczowego punktu w propagandzie Kremla.

Władimir Putin już dawno sprywatyzował Pobiedę w wielkiej wojnie ojczyźnianej – jak w Rosji nazywa się II wojnę światową, datując jej początek na rok 1941 – i uczynił z niej oręż w walce z wrogami zewnętrznymi. Teraz próbuje podpiąć tamto zwycięstwo pod wojnę z Ukrainą i „kolektywnym Zachodem”. Choć już nie całym Zachodem – Ameryka pod rządami Donalda Trumpa zostaje z niego wyłączona.

Rosyjska propaganda sięga po hasło Mołotowa

Jednym z naczelnych haseł, używanych przez stalinowską propagandę ponad 80 lat temu podczas II wojny światowej, było zawołanie „Zwycięstwo będzie nasze”. 

Słowa te wypowiedział wówczas jako pierwszy Wiaczesław Mołotow, ówczesny minister spraw zagranicznych (i współtwórca umowy Hitler-Stalin, na mocy której we wrześniu 1939 r. oba państwa podzieliły między siebie Polskę). Padły w radiowym wystąpieniu, które Mołotow wygłosił zaraz na początku wojny niemiecko-sowieckiej, kiedy wróg rozwijał Blitzkrieg, a Armia Czerwona szła w rozsypkę. Miały dodać otuchy.

Dziś hasło to zostało wmontowane przez współczesnych rosyjskich propagandystów w oprawę ideologiczną wojny z Ukrainą. Podobnie jak wiele innych elementów, które mają dowieść, że Rosja cały czas prowadzi szlachetną wojnę z wrogami czyhającymi na jej prawość. Przekaz brzmi: wtedy w wielkiej wojnie ojczyźnianej Rosja w pojedynkę walczyła z nazizmem – i teraz także musi walczyć z nazizmem.

Kto jest dziś „wspólnym wrogiem” Rosji i USA?

Putin i członkowie jego ekipy przy każdej okazji powtarzają, że Ukrainą rządzi pozbawiona legitymacji władzy „nazistowska klika”, którą należy wypędzić z Kijowa. „Ukronaziści” mają, jak twierdzi propaganda, wsparcie Europy, ponieważ tam również podnosi dziś głowę „hydra nazizmu”. Toteż i Europę należy oczyścić z nazistowskich naleciałości. 

„Eurofaszyzm – podobnie jak 80 lat temu – jest dziś wspólnym wrogiem Rosji i USA” - tytuł materiału Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji

Idąc tym torem, Służba Wywiadu Zagranicznego Rosji zamieściła na swojej stronie internetowej karykaturę przewodniczącej Unii Europejskiej Ursuli von der Leyen. Rysunek utrzymany jest w stylu sowieckich karykatur czasu II wojny światowej: wpisana w kształt swastyki, von der Leyen wymachuje skrwawionymi szponami, aby unicestwić Rosję i Amerykę, jedyne ostoje wartości humanitarnych (tak, również Amerykę – tę pod rządami Trumpa). Materiał opatrzono tytułem: „Eurofaszyzm – podobnie jak 80 lat temu – jest dziś wspólnym wrogiem Rosji i USA”.

Propaganda próbuje zmontować sztafetę pokoleń

Płukanie mózgów pod 80. rocznicę Pobiedy odbywa się na wielu poziomach. Pracują nad tym nie tylko politycy i urzędnicy wszystkich szczebli, powtarzający zadane treści, ale też rzesze quasi-ekspertów, artystów estrady, filmowców, nauczycieli itd. Utrwalany jest mit czynu Armii Czerwonej, która rzekomo bezinteresownie przyniosła ludom Europy wolność. Całkowicie pomijana jest druga strona tego medalu: zniewolenie podbitych krajów i popełniane przez Sowietów zbrodnie (przemilczana jest rola paktu Hitler-Stalin, zbrodnia katyńska, mordowanie członków antykomunistycznego oporu, deportacje itd.). 

Armia rosyjska, walcząca teraz o zniewolenie Ukrainy, jest przedstawiana jako spadkobierczyni zwycięskiej Armii Czerwonej, a obecna wojna (w oficjalnej nomenklaturze „specjalna operacja wojskowa”) to kontynuacja dzieła wielkiej Pobiedy.

Propaganda próbuje na siłę zmontować sztafetę pokoleń: dziadkowie zwyciężyli w wojnie z faszyzmem, a dziś generacja wnuków przejmuje w swoje ręce ich sztandar i znów niesie światu wyzwolenie spod jarzma nazizmu

Ten element propagandy jest bodaj najbardziej oderwany od rzeczywistości. Do rosyjskiej armii wstępują dziś bowiem głównie ci, którzy chcą zarobić, a ideologia – o ile w ogóle ma znaczenie – uplasowana jest w ich systemie motywacyjnym na odległym planie. 

Dla Kremla każdy, kto krytykuje dziś Rosję, to rusofob

Jednym z rosyjskich rytuałów pamięci, rozpowszechnionych w ostatnich latach, był „Nieśmiertelny pułk” – upamiętnienie weteranów wojny z odwołaniem do historii rodzinnej. Początkowo był to uliczny marsz, którego uczestnicy nieśli portrety przodków walczących na froncie; w tej manifestacji osobiście udział wziął Putin, idąc ze zdjęciem swojego ojca. 

Pandemia, a potem wojna przeciw Ukrainie pomieszały szyki twórcom tego rytuału – wpierw z obawy przed wirusem, potem z obawy przed antywojennymi protestami zmieniono jego format na internetowy. 

Jednak rosyjska agentura wpływu, działająca pod patronatem Kremla, promuje dziś akcję „Nieśmiertelny pułk” w jej pierwotnej wersji poza granicami Rosji. Jedna z urzędniczek za to odpowiedzialnych zapewnia, że marsze w Europie odbędą się mimo panujących w wielu krajach „nastrojów rusofobicznych” (wyjaśnijmy tu, że wszelka krytyka agresywnej polityki Moskwy jest definiowana przez rosyjską propagandę jako rusofobia). 

W tym kłamliwym przekazie propagandowym Kremla, zbudowanym wokół wojennych mitów, nic nie składa się w logiczną całość. Ale przecież propaganda nie żywi się logiką, lecz emocjami. Skoro ktoś na świecie wskazuje na Rosję jako na agresora, realizującego zbrodnicze cele, zostaje okrzyknięty „rusofobem” i „nazistą”.

***

Jak na razie jednak w trwającej wojnie – tej, która miała być „trzydniową wyprawą na Kijów” – do zwycięstwa wciąż jest daleko.

Tymczasem kolejną swoją cegiełkę do mitu Pobiedy dołożył właśnie patriarcha Cyryl – ten, pod którego przewodem Rosyjska Cerkiew Prawosławna od początku błogosławi zbrodniczą wojnę: w świątecznym kazaniu Cyryl kilkakrotnie nazwał Wielkanoc „Dniem Zwycięstwa”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pobieda na nowo