W stulecie swojej przedwczesnej śmierci przesunął się przez sceny, ekrany, media, sale wystawowe i odczytowe jeden z największych i najoryginalniejszych polskich artystów - Stanisław Wyspiański. Sięgający po tematy uniwersalne, zaczarowany jednym tylko miastem, zabłąkany w gąszczu swoich pasteli, dziecięcych główek, kwiatów, wizjonerskich witraży, scenicznych notatek i wielkich dramatów. Niektóre z nich już przyprószone siwizną, inne - z genialnym "Weselem" na czele - błyszczące wciąż tym samym blaskiem.
A swoją drogą, mamy jakiś specjalny dar do celebrowania rocznic. Bywają tak przeładowane, że jakby uginają się i klęsną pod własnym ciężarem. Cenimy widocznie przesyt, po którym zjawia się zmęczenie, a lekceważymy niedosyt, po którym zjawia się tęsknota.?h
Od redakcji:
W poprzednim numerze opublikowaliśmy felieton Ewy Szumańskiej, opuszczając ostatni akapit tekstu pt. "Rocznica".
Dziś publikujemy go we właściwym kształcie. Autorkę i Czytelników przepraszamy za pomyłkę.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














