Rewolucja na Granicie

Jesienią 1990 r. w sowieckim jeszcze Kijowie studenci zorganizowali strajk głodowy. Gdyby zrealizowano ich marzenia, być może dalsza historia Ukrainy potoczyłaby się lepiej.

19.10.2020

Czyta się kilka minut

„Głoduję przeciw rządowi”: studencki protest w Kijowie, październik 1990 r. Na plakacie widoczny symbol radioaktywności – nawiązanie do katastrofy w Czarnobylu, która miała miejsce cztery lata wcześniej(elektrownię dzieli od Kijowa tylko 90 km). / DMYTRO KŁOCZKO
„Głoduję przeciw rządowi”: studencki protest w Kijowie, październik 1990 r. Na plakacie widoczny symbol radioaktywności – nawiązanie do katastrofy w Czarnobylu, która miała miejsce cztery lata wcześniej(elektrownię dzieli od Kijowa tylko 90 km). / DMYTRO KŁOCZKO

Trzydzieści lat temu – centralny plac Kijowa wygląda inaczej. Obecny plac Niepodległości – miejsce wszystkich współczesnych ukraińskich protestów – nazywa się placem Rewolucji Październikowej, a z monumentu patrzy Lenin.

W Związku Sowieckim od kilku lat buzuje – trwa pierestrojka. Ale odgórna przebudowa, zainicjowana przez Michaiła Gorbaczowa, uruchamia procesy, których komunistyczny lider nie przewidywał. W poszczególnych republikach dokonuje się przebudzenie narodowe. Wybuchają też pierwsze konflikty, jak w Górskim Karabachu.

Młodzi chcą więcej

Także w Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej jest niespokojnie. W 1988 r. odradza się Ukraińska Grupa Helsińska (wcześniej działała już w drugiej połowie lat 70.). Rok później powstaje największa niezależna organizacja polityczna: Ruch Ludowy na rzecz Przebudowy.

W marcu 1990 r. w całym Związku Sowieckim odbywają się pierwsze wybory z udziałem niezależnych kandydatów. W Radzie Najwyższej (odpowiednik parlamentu) ukraińskiej republiki pojawia się frakcja opozycyjna. Liczy niemało, bo 126 deputowanych, ale komuniści wciąż mają większość. Mimo to nastroje są takie, że 16 lipca 1990 r. Rada Najwyższa przyjmuje Deklarację Suwerenności Państwa Ukrainy.

To ważny krok ku niepodległości. Jednak liderzy studenckich organizacji uważają, że trzeba przyspieszyć ten proces i pójść drogą podobną do polskiej.

W tym czasie działają już różne niezależne organizacje młodzieżowe. Na zachodzie kraju od 1989 r. wpływy wśród studentów zdobywa Bractwo Studenckie Lwowa na czele z Markijanem Iwaszczyszynem, a w Kijowie powstaje Ukraiński Związek Studentów. Lider tej drugiej organizacji, Ołeksandr Donij, uważa, że demokraci powinni zdobyć większość w parlamencie, bo tylko tak uda się szybko uzyskać pełną niepodległość i zbudować demokratyczne państwo.

– Pozycjonowaliśmy się jako organizacja polityczna z cechami związku zawodowego, chcieliśmy wpływać na studenckie masy. Do Ruchu Ludowego odnosiliśmy się sceptycznie. Uważaliśmy, że jest zbyt bierny. Znalazło to zresztą potem odzwierciedlenie w naszych żądaniach – wspomina dziś Ołeksandr, z którym rozmawiam na placu Niepodległości. Czyli w miejscu, gdzie wtedy wszystko się zaczęło.

Planowanie

Organizacje studenckie ze Lwowa i Kijowa współpracują – i to ich liderzy podejmują decyzję o proteście. Pomysł akcji i konkretne działania Ołeksandr rozplanowuje już na pół roku przed jej rozpoczęciem. Pomaga mu Wjaczesław Kyryłenko (później wicepremier). Wszystko w ścisłej konspiracji. Studenci mają już doświadczenie w prowadzeniu protestów – niekiedy nawet dużych, ale nie zawsze udanych.

– Zaproponowałem, aby postawić namioty na placu, zająć uniwersytet, zablokować komunikację miejską – wspomina Ołeksandr.

Każdy z planowanych elementów akcji ma korzenie. Ołeksandr: – Składane łóżka turystyczne widziałem w telewizji na placu Tiananmen w Pekinie. Zajęcie uniwersytetu: słyszałem o strajkach okupacyjnych w Polsce, choć nie wiedziałem, jak to wygląda w praktyce. Masowe akcje protestu: w telewizji widzieliśmy demonstracje w NRD i jak potem pada mur berliński. Opaski na głowach uczestników: to z historii, uczyłem się o powstaniach w Chinach, a na Tiananmen też to próbowali wykorzystać.

Jego dziadek, który ukończył sowiecką Akademię Sztabu Generalnego, uczył Ołeksandra wojskowej taktyki. W fazie opracowania akcja nie różniła się więc od wojskowego planowania: to była analiza sił przeciwnika, szukanie jego najsłabszych punktów, przygotowanie rezerw i wykorzystanie momentu zaskoczenia. Wszystko rozpisane, włączając możliwe reakcje władz.

Detonatorem, który – jak wierzyli – wywoła ogólnoukraiński protest, miał być strajk głodowy.

Ze względów konspiracyjnych kontakty między Kijowem i Lwowem były ograniczone. Zakładano, że telefony są na podsłuchu sowieckiego KGB, i wykorzystywano je tylko do umawiania się na spotkania.

Kompromis

Na kilka miesięcy przed akcją jej organizatorzy spotkali się w Wilnie. Omawiali formę protestu. A ta, czyli strajk głodowy, budziła spory. Dla wielu studentów była zbyt radykalna. Jednak decyzja zapadła.

Pierwsze postulaty Ołeksandr Donij spisał sam. Nie konsultował ich ze Lwowem, żeby, jak mówi, nie doprowadzić do wycieku. Wspomina: – Pierwszy postulat: powtórne wybory do Rady Najwyższej. To było dla mnie kluczowe, aby znieść władzę komunistyczną i zamienić ją na demokratyczną. Wybory powinny być równe, czyli potrzebna była też nacjonalizacja majątku partii komunistycznej. Dalej: odmowa podpisania nowego układu związkowego, czyli uniezależnienie Ukrainy od Moskwy. Ideę takiego nowego układu promował Gorbaczow.

– Żaden z tych postulatów nie był postulatem Ruchu Ludowego – zaznacza dziś.

Za to postulaty Ruchu przywieźli na spotkanie przedstawiciele lwowskiego Bractwa, które współpracowało z Ruchem. Były to: dymisja premiera ukraińskiej republiki Witalija Masoła i przyjęcie zasady, że mieszkańcy Ukrainy odbywają obowiązkową służbę w armii sowieckiej tylko na terytorium tej republiki.

Dla Ołeksandra postulat dymisji premiera zmieniał charakter ich żądań. W końcu chodziło nie tylko o roszadę personalną, ale o to, by nowe wybory doprowadziły do utworzenia demokratycznego rządu. Wspomina: – Ustąpiliśmy. Gdybyśmy pogrążyli się w sporze, byłaby to śmierć dla akcji. Połączyliśmy nasze postulaty i przez dwa tygodnie trwania strajku głodowego od nich nie odstępowaliśmy.

Kompromisowo uzgodniono też kierownictwo protestu: liderów miało być kilku. Aby podkreślić jedność kraju, do Donija i Iwaszczyszyna dołączył Ołeh Barkow z ówczesnego Dnieprodzierżyńska (dziś Kamieńskie, na wschodzie kraju).

Zakładali, że mogą zostać od razu aresztowani, dlatego na akcji mieli się pojawiać po kolei, pojedynczo, przez pierwsze trzy dni. A gdyby ich zatrzymano, na plac powinni wyjść ich zastępcy. Liczyli, że milicja nie będzie w stanie wszystkich aresztować, a informacja o ewentualnych represjach wzburzy rzesze studentów i kolejni chętni dołączą do protestu.

Początek

W 1990 r. Dmytro Kłoczko miał 17 lat i nie był jeszcze studentem, za to należał do niezależnej organizacji Szczere Bractwo. – To była organizacja kulturalna, powstała pod koniec 1989 r., jej celem było badanie historii Kozactwa i ukraińskiego folkloru. Ale wtedy wszystko, co dotyczyło ukraińskości, było polityką – tłumaczy dziś Dmytro.

Informację o akcji przekazywano łańcuszkiem, od człowieka do człowieka, ustnie lub pod postacią notatek. Dziś, w epoce smartfonów, trudno w to uwierzyć. Ale Dmytro potwierdza, że odbywało się to sprawnie.

2 października 1990 r. przed godziną dziesiątą rano na dzisiejszy plac Niepodległości przybyło kilkudziesięciu studentów. Wyjęli plakaty i ogłosili początek protestu. Milicji wokół było dużo, trwała wojna nerwów. Władza się wahała. O dwudziestej w ciągu kilku minut rozstawiono namioty. O północy władze miejskie zezwoliły na prowadzenie akcji. To oznaczało faktyczną legitymizację protestu i neutralizowało zagrożenie ze strony milicji.

Pierwszego dnia głodówkę zaczęło 108 studentów, sześć dni później było ich 158. Łącznie w ciągu następnych dwóch tygodni przez protest przewinąć miało się ok. 400 osób.

Oksana Kozenko-Kłoczko studiowała wtedy prawo na uniwersytecie we Lwowie. Początkowo uczestniczyła w proteście na swojej uczelni – na znak solidarności z głodującymi w Kijowie – a po kilku dniach przyjechała do Kijowa. Tam pierwszy raz spotkała Dmytra.

Miasteczko

Namiotów było ok. 50, może trochę więcej. Spośród uczestników akcji ci głodujący nosili białe opaski na głowie, a ci stanowiący ochronę – czarne. Ci ze służb pomocniczych (medycznej, prasowej) powinni nosić błękitne, ale rzadko je zakładali.

Rytm codzienności miasteczka namiotowego wyznaczał zegar na sąsiednim budynku związków zawodowych (zachował się do dziś, tylko wtedy godzina wyświetlała się na czerwono, a dziś ekran jest kolorowy). O siódmej rano dźwięk zegara budził miasteczko. Dzień zaczynał się prozaicznie, od toalety. Głodujący nie jedli, ale dużo pili. Najbliższa darmowa toaleta była w przejściu podziemnym na przeciwnym końcu placu, a to oznaczało kilka zejść i wejść po schodach. – W pierwsze dni to nie było problemem, ale po kilku poczułem, że pokonanie tej drogi jest coraz cięższe. Na szczęście któregoś dnia zaczęli nas wpuszczać za darmo do toalety, która była bliżej – wspomina Dmytro.

W ciągu dnia w miasteczku było dużo rozmów. Można było też „wyjść na skraj”: przed odgradzającą obóz linką stał rząd łóżek. – Można było się tam opalać – śmieją się Oksana i Dmytro. I dodają: – Ludzie podchodzili, rozmawialiśmy z nimi.

Dmytro wspomina, że rozmawiano swobodnie, na wszelkie tematy – taki Hyde Park.

Przychodzili też politycy. Bywał Stepan Chmara, jeden z nielicznych deputowanych opozycji, który popierał studentów. Zjawił się Leonid Krawczuk, przewodniczący parlamentu i główny zwierzchnik ukraińskiej nomenklatury partyjnej.

Protestujący otrzymywali wsparcie z różnych miejsc świata. W pobliżu jest Poczta Główna, tu trafiały telegramy adresowane do protestujących. Do dziś jeden z uczestników zachował telegram wysłany z Mongolii.

Oksana: – Wieczorami śpiewaliśmy. Nasz repertuar wystarczał, żeby śpiewać niemal bez powtórek całą noc. Przychodzili też profesjonalni artyści, by nas wspierać.

Dmytro wspomina, że wiele osób chodziło na msze ekumeniczne.

Kryzys

Siódmego-ósmego dnia niektórymi uczestnikami zaczęły targać wątpliwości: oni głodują, a ogólnoukraiński strajk nie wybucha…

– W rozmowach pojawiało się pytanie: jak długo mamy głodować? Do śmierci? Ktoś był na to gotowy, ktoś inny nie. Oczekiwaliśmy, że studenci z tego samego roku, z innych uczelni, wesprą nas, a tu cisza. Niektórzy zaczęli rezygnować z głodówki – opowiada Ołeksandr.

Przed akcją ustalono, że kierownictwo protestu nie będzie głodować, ale Iwaszczyszyn przyłączył się do głodujących już pierwszego dnia. Gdy teraz pojawiło się zwątpienie, do głodówki dołączył też Donij.

Ponadto, aby zmobilizować innych studentów i przerwać blokadę informacyjną, Ołeksandr zdecydował o zablokowaniu ruchu na Chreszczatyku, głównej ulicy stolicy. Wspomina: – Za tym pomysłem również stała wojskowa taktyka. Jak działać, gdy nie masz wystarczających sił? Rozkładanych łóżek nie potrzebujesz wiele, w przeciwieństwie do ludzi. A kierowcy bali się uszkodzić zderzaki. Dziesięciu ludzi z jednej strony z czterema łóżkami, dziesięciu z drugiej z czterema łóżkami: to wystarczyło, by zablokować całą ulicę.

Transport stanął. Wieść, że centrum Kijowa jest sparaliżowane, rozeszła się szybko. Czegoś takiego jeszcze tu nie widziano. Protestowało dwustu studentów, ale wrażenie było takie, jakby odbywała się ogromna akcja.

Władza ustępuje

15 października delegację studentów zapraszają do parlamentu. Ale zamiast odczytywania postulatów Donij żąda godziny na żywo na antenie ukraińskiej telewizji. Żeby przyspieszyć decyzję deputowanych, kolumna studentów pod jego przywództwem zajmuje Uniwersytet im. Szewczenki.

Władze ustępują i jeszcze tego samego dnia studenci odczytują swoje żądania na antenie oraz apelują o przyłączanie się do ogólnoukraińskiego strajku studenckiego.

– Występ w Radzie Najwyższej nic nie znaczył, a godzina w telewizji na żywo to było coś. Wtedy były dwa kanały moskiewskie i dwa ukraińskie. Jeden nasz występ i informacja poszła na cały kraj – podkreśla Ołeksandr.

Do strajku przyłączyły się kolejne uczelnie z Kijowa, Lwowa i innych miast. W stolicy protestowali nawet kadeci szkół wojskowych. Do strajku gotowi byli dołączyć robotnicy.

Zwycięstwo i kara

17 października studenci kończą protest z poczuciem zwycięstwa: władza zgadza się z (prawie) wszystkimi postulatami. Podjęta zostaje decyzja o odmowie podpisania nowej umowy związkowej, a także o tym, by ukraińscy poborowi nie służyli poza Ukrainą. Odchodzi premier Masoł. Pozostałe postulaty zrealizowano tylko częściowo: nacjonalizacja majątku Komunistycznej Partii Ukrainy nie następuje (powstaje komisja w tej sprawie), natomiast o tym, czy odbędą się nowe wybory, ma w ciągu roku zdecydować referendum.

– W tej sprawie zabrakło wsparcia ze strony naszych sojuszników. Utworzono komisję, w której wraz z opozycyjnymi deputowanymi mieliśmy większość. Ale Ruch Ludowy nie chciał wyborów. Dlatego dla nas to było kolosalne zwycięstwo, ale dla Ukrainy stracona szansa – mówi Ołeksandr.

Pytam Dmytra i Oksanę, czy odczuli wtedy, że wygrali.

– Tak. Niestety – odpowiadają po chwili milczenia. – Niestety, bo wszyscy pomyśleli, że się udało, że teraz zajmą się tym dalej politycy. Sądziliśmy, że teraz wszystko pójdzie do przodu jak w Polsce – tłumaczy Oksana.

Stanie się inaczej. Ukraina ogłosi niepodległość dopiero za niemal rok, 24 sierpnia 1991 r., i nie w taki sposób, jak chcieli studenci. Postulat niepodległości przejęła bowiem nomenklatura na czele z Krawczukiem, który został pierwszym prezydentem. Komunistyczna Partii Ukrainy została wprawdzie rozwiązana, ale był to tylko manewr, który ułatwił komunistom zachowanie władzy. Działacze Ruchu Ludowego poparli Krawczuka: uważali, że taka cena jest do przyjęcia, byle tylko zaistniało niepodległe państwo. Ale z punktu widzenia studentów miało być inaczej.

Dziś można tylko spekulować: jak potoczyłaby się ukraińska historia ostatnich 30 lat – a zwłaszcza transformacja polityki i modelu gospodarczo-społecznego – gdyby już wtedy (post)komunistyczna nomenklatura przestała pełnić dominującą rolę w kraju? Czy Ukraina byłaby krajem bardziej demokratycznym, nowoczesnym? To pytania bez odpowiedzi.

– Wtedy oczekiwaliśmy lepszego rezultatu – mówi Oksana.

Ołeksandr nie ma wątpliwości, że po ich akcji jesienią 1990 r. starsi dysydenci z Ruchu Ludowego zaczęli wręcz obawiać się aktywności młodego pokolenia. – Zobaczyliśmy w niedługim czasie zmowę komunistów i Ruchu: podnieśli cenzus wieku dla kandydatów do parlamentu z 21 do 25 lat, żebyśmy nie mogli wziąć udziału w kolejnych wyborach. Oni się nas przestraszyli – uważa Ołeksandr. – A potem było już za późno. Polityka się zmieniła, uzależniła się od pieniędzy i ideowi romantycy z niej wypadli.

Pokłosie

Studencka głodówka z 1990 r. przeszła do historii jako Rewolucja na Granicie (plac pokrywały granitowe płyty, stąd nazwa). Moi rozmówcy podkreślają, że protest „zukrainizował” Kijów – dzięki niemu mieszkańcy stolicy poparli postulat niepodległości. Ołeksandr uważa, że akcja stworzyła też mit ukraińskiego ruchu studenckiego, który mobilizował potem młodzież. A namiot stał się symbolem wszystkich kolejnych ukraińskich akcji protestu.

Dmytro i Oksana spotkali się ponownie na akcji „Ukraina bez Kuczmy”. Trwała ona od grudnia 2000 do marca 2001 r., a jej celem (niezrealizowanym) było odsunięcie prezydenta Leonida Kuczmy – kolejnego byłego komunistycznego aparatczyka na tym stanowisku. To wtedy zdecydowali, że będą razem. Później uczestniczyli w kolejnych dwóch rewolucjach, w 2004 i 2014 r. Oksana została wolontariuszką, Dmytro ratownikiem medycznym.

Ołeksandr także uczestniczył we wszystkich kolejnych protestach. Przez siedem lat był parlamentarzystą, dziś zajmuje się edukacją obywatelską.

Podczas protestu w 1990 r. po raz pierwszy padła publicznie propozycja nazwania centralnego placu stolicy placem Niepodległości. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2020