Płyta R.E.M. to tradycyjna kompilacja utworów, nie pierwsza zresztą w karierze zespołu, w przeciwieństwie do poprzednich skupiająca się jednak na drugim, barwniejszym okresie w historii grupy, obejmującym 7 ostatnich albumów - począwszy od wydanego w 1988 r. “Green", aż po ostatni “Reveal" z 2001 r. Propozycja raczej dla pobieżnego znawcy twórczości grupy Michaela Stipe niż dla fana. Na “The Best of R.E.M." znalazły się zaledwie dwa premierowe utwory, “Bad Day" i “Animal", nawiązujące muzyczną stylistyką do ich college’rockowych i punkrockowych korzeni scenicznych, z rarytasów ponadto napisany w 1979 r., nagrany następnie do filmu “Vanilla Sky", “All The Right Friends". Niedobór utworów z płyty “Monster", dosyć przez muzyków lekceważonej, jest do usprawiedliwienia, niewytłumaczalny jest natomiast brak jednej z ich sztandarowych piosenek - “Drive" (najlepszy moment ubiegłorocznego koncertu w Warszawie).
Niemniej składanka R.E.M. tworzy całkiem zgrabny zestaw, co niekoniecznie można rzec o dosyć chaotycznej i niepełnej kompilacji Red Hot Chilli Peppers. Podobnie jak album R.E.M.-u, “Greatest Hits" Red Hot’ów ogranicza się do drugiego, również bardziej udanego 10-lecia ich kariery, a cezura owa nie jest jedynie wynikiem różnic muzycznych, ale przede wszystkim rozbieżności marketingowych: pierwsze płyty zespołu wydawał EMI, ostatnie 4 zaś Warner. Zespół ogranicza się też właściwie do dokonań obecnego składu. Zaledwie jeden utwór (“My Friends") pochodzi z nagranego z gitarzystą Dave’m Navarro albumu “One Hot Minute". Przebojowy “Aeroplane" zignorowano. Są i dwie premiery: dynamiczny, gitarowy “Fortune Faded", jakby żywcem wyjęty z ostatniej studyjnej płyty kalifornijskiej supergrupy “By The Way"; kończący płytę “Save The Poulation" brzmi raczej jak sesyjny odrzut.

Zupełnie odmienny jest materiał zebrany na albumie “Lost Dogs" przez klasyków grunge’owej sceny z Seattle. Dwupłytowe wydanie zawiera utwory, które nie zmieściły się na 7 studyjnych płytach grupy, ukazały na stronach B singli, składankach, na bożonarodzeniowych EP-kach dostępnych dla członków oficjalnego fanklubu grupy (np. country’owa kolęda “Drifting") bądź na ścieżkach dźwiękowych filmów (utwór Veddera z “Dead Man Walking"). Wbrew pozorom to propozycja nie tylko dla zagorzałych fanów zespołu. Kawałki takie, jak “Wash", “Yellow Ledbetter" czy “Footsteps" (część słynnego tryptyku z “Alive" i “Once") z powodzeniem mogłyby zmieścić się na którejś z płyt grupy. Obok znanych choćby z koncertów “Alone", “U" czy “Leavin’ Here", po raz pierwszy oficjalnie nagrane zostały takie perełki, jak rewelacyjny, szybki “Sad", instrumentalny “Brother" czy zaśpiewany przez basistę Amenta “Sweet Lew" (brzmi jak zaginiony utwór Stones’ów!).

I genialna niespodzianka. Ukryta za ostatnim utworem na drugiej płycie nerwowo rozdygotana kompozycja “4/20/02" jest hołdem złożonym tragicznie zmarłemu wokaliście Alice In Chains - Layne’owi Staley’owi. Brakło niestety miejsca dla przebojowej “Crazy Mary", “State Of Love And Trust" z filmu “Singles" i najpiękniejszego chyba ich utworu, lirycznego “Long Road", jednak mimo to “Lost Dogs" jest świetnym materiałem i dalszym ciągiem drogi, którą Pearl Jam brnie od lat na przekór nurtowi muzycznej komercji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















