Reklama

Rekonstrukcja sumienia

Rekonstrukcja sumienia

29.09.2009
Czyta się kilka minut
To książka kiczowata - na szczęście kicz to zamierzony i precyzyjnie kontrolowany. Tylko od nas zależy, czy zobaczymy w niej scenariusz taniego serialu kryminalnego, czy autoironiczny moralitet w stylu "Fargo".
T

Ta recenzja mogłaby być złośliwa, wyrozumiała, pozytywna lub na klęczkach. Potrafiłbym uzasadnić zarówno swój zachwyt, jak i rozczarowanie "Ciemną materią" Juli Zeh. Decydujące jest, którego siebie dopuszczę do głosu, którego siebie zaangażuję w ocenianie.

Zresztą, istnieją już wszystkie negatywne, umiarkowane i entuzjastyczne recenzje tej książki, napisane przez innych mnie oraz ludzi jeszcze bardziej mi obcych. Gdzie? - zapyta czytelnik. W równoległych wszechświatach - odpowiem, zgodnie ze stanowiskiem Sebastiana, głównego, a raczej jednego z głównych bohaterów powieści, w której - jak w szachach - jest wielu rozgrywających i czasem głupi pion radykalnie wpływa na tok zdarzeń.

Hipoteza równoległych wszechświatów - szeroko w ostatnim półwieczu dyskutowana teoria kosmologiczna - stanowi przeciwieństwo teorii Wielkiego Wybuchu, zakładającej pewien początek, a w każdym razie przyczynowość: wszechświat się rozszerza, gwiazdy rodzą się i umierają, materia dokądś zmierza pod wpływem sił fizycznych i pod okiem nieobecnego Boga. Granic takiego wszechświata wprawdzie nie znamy, przyjmujemy jednak, że jest jeden. Nawet jeśli rządzi nim przypadek, fizycy zamkną go w równaniach i nazwą koniecznością. Co innego zawieszone w bezczasie wszechświaty równoległe, one nie mają początku ani końca, tutaj "wszystko, co jest możliwe, wydarza się"; istnieję równocześnie jako dziecko, nastolatek i starzec, egzemplarz zdrowy i chory, zbrodniarz i ofiara, recenzent złośliwy i spolegliwy, choć jeden o drugim nic nie wie.

Oskar - wieloletni przyjaciel Sebastiana - jest materialistą i pozytywistą, wierzy w czasoprzestrzeń, w siłę empirii, w nieomylność naukowego instrumentarium. Fizyka nadaje ich relacji wymiar niemal fizyczny, mężczyźni kochają się i nienawidzą, przyciągają i odpychają, jak proton i elektron, jak gwiazdy podwójne. Od studiów wciąż rywalizują, chociaż to piekielnie przenikliwy i arogancki Oskar robi wielką karierę. Obaj w głębi duszy nawzajem sobie zazdroszczą: Oskar Sebastianowi - życia rodzinnego (które przekornie nazywa ucieczką) i sceptycyzmu poznawczego, Sebastian Oskarowi - determinacji i pewności, że świat jest dotykalny, obliczalny, jedyny. Są jak dwa samce papugi z galerii sztuki prowadzonej przez żonę Sebastiana, które "całują się dla pobudzenia mózgów i gruczołów płciowych".

Osią fabularną "Ciemnej materii" jest wątek kryminalny - historia morderstwa, którego dopuszcza się Sebastian na znanym fryburskim kardiologu Dabbelingu. Zabija, bo taka jest cena za odzyskanie syna, porwanego dwa dni wcześniej w drodze na obóz harcerski przez tajemniczą Verę Wagenfort. Porwanego i nieporwanego, bo tuż po morderstwie okazuje się, że chłopiec jest na obozie i o uprowadzeniu nie ma najmniejszego pojęcia. "Ciemna materia" - groteskowy, chwilami tragikomiczny kryminał - to, podobnie jak wcześniejsza powieść Zeh "Instynkt gry", głęboka analiza kondycji duchowej i mentalnej, chciałoby się rzec: antropologia mieszkańca współczesności, poruszającego się między nihilizmem a materializmem, racjonalizmem zawiedzionym i racjonalizmem oświeceniowym - optymistycznym i konstruktywnym. Jest to rzeczywistość, z której wyrugowano poczucie winy, dla której przestrzeń sumienia nie jest nawet równoległym wszechświatem.

Tak jak teoria względności odmieniła oblicze humanistyki, tak działająca na wyobraźnię hipoteza wielości światów w zubożałej i spłaszczonej formie dociera do umysłów filozofów, psychologów, artystów i znudzonych konsumentów popkultury. A gdy już dotrze, zachęca do multiplikowania własnej egzystencji. Wszak w świecie bez czasu prawda i kreacja są nierozróżnialne. W ucieczce przed odpowiedzialnością oraz ze strachu przed śmiercią człowiek dzisiejszy - sugeruje Zeh - zamienia nieosiągalną wieczność na kilka, kilkanaście żyć.

Gdy wszystko dzieje się jednocześnie, zdefiniowanie zbrodni staje się niemożliwe, bo kim innym jest ten, który ją zaplanował, i ten, który jej dokonał. W takim ujęciu policyjne śledztwo to nie tyle rekonstrukcja faktów, co proces produkcji sprawcy i ofiary. Juli Zeh usiłuje zachwiać naszym poczuciem czasu: nagle wspomina o zdarzeniach rozgrywających się w tej samej chwili (?) na drugim krańcu Ziemi, skupia się na spadającym liściu, gąsienicy atakowanej przez mrówki (pytając nas milcząco, jaki jest czas drzewa, a jaki owada), dynamizuje i ukonkretnia opis, by za chwilę leniwie kontemplować krajobraz, wreszcie rozbudowuje metaforykę temporalną, przez co traci się pewność, czy język próbuje nadążyć za czasem akcji, czy może czas ów jest wyłącznie wytworem języka. A wszystko to, by postawić nas przed następującym problemem: czy poza czasem - albo w czasie, będącym tylko wytworem psychiki - możliwe są spójna tożsamość i obiektywne, nienaruszalne zasady moralne?

Nowa powieść Zeh jest, w przeciwieństwie do "Instynktu gry", książką kiczowatą. Na szczęście kicz to zamierzony i precyzyjnie kontrolowany. Obie powieści łączy szkatułkowa konstrukcja i tylko od nas zależy, czy pod pstrokacizną "Ciemnej materii" odkryjemy sens. Czy zobaczymy w niej scenariusz taniego serialu kryminalnego, czy autoironiczny moralitet w stylu "Fargo". Gdzie ten kicz? W przesłodzonych opisach Fryburga i okolicznych pejzaży, widzianych z lotu (i perspektywy) ptaka, w stereotypowej konstrukcji bohaterów: naukowców i policjantów, w banalnej ikonografii ("Sebastian słyszy krzyki, strzały i nerwowy lament amerykańskich syren policyjnych"), w epatowaniu kreskówkową brutalnością (komisarz nosi ze sobą odciętą głowę ofiary), wreszcie w nieprawdopodobieństwie narracji, w której wszyscy pojawiają się we właściwym momencie, w której nie ma miejsca na pomyłkę.

Jako złośliwy recenzent nazwałbym "Ciemną materię" czytadłem, mizdrzącym się do szerokiego odbiorcy. Ale pozwolę mówić recenzentowi, który się przekonał do tej literatury, obśmiewającej własną literackość, przeczącej tezom większości pisarzy, że dobra proza polega na opowiadaniu ciekawych i wiarygodnych historii. Powieść Zeh nie chce podobać się lub nie, ona w swej najgłębszej warstwie pragnie czytelnika zmienić, a przynajmniej uświadomić mu, kim jest. Estetycznie kiczowata, wydaje się być ambitnym eksperymentem etycznym. Jak w każdym eksperymencie, warunki są tutaj ściśle kontrolowane. Nabór osób polskojęzycznych do grupy eksperymentalnej właśnie się rozpoczyna.

Juli Zeh, Ciemna materia tłum. Sława Lisiecka, Warszawa 2009, Wydawnictwo W.A.B.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]