Putin zatwierdził zmiany w doktrynie użycia broni jądrowej. Dlaczego jednak nie pokazuje się publicznie?

Rosja rozszerzyła katalog zagrożeń, w obliczu których może sięgnąć po głowice nuklearne. Tymczasem sam Putin zniknął z radarów – ostatnio był widziany „na żywo” 7 listopada.
w cyklu ROSYJSKA RULETKA
Czyta się kilka minut
Władimir Putin w Soczi podczas forum Klubu Wałdajskiego. 7 Listopada 2024 r. // Fot. Maxim Shipenkov / AFP / East News
Władimir Putin w Soczi podczas forum Klubu Wałdajskiego. 7 Listopada 2024 r. // Fot. Maxim Shipenkov / AFP / East News

19 listopada służba prasowa Kremla poinformowała o tym, że nowelizacja doktryny „powstrzymywania jądrowego” weszła w życie. Putin ogłaszał zamiar wprowadzenia poprawek we wrześniu, po czym dokument przeszedł żwawo przez obie izby parlamentu i wylądował na biurku prezydenta. Okazję do ogłoszenia doktryny wybrano zapewne nieprzypadkowo: stało się to dzień po nagłośnieniu decyzji państw zachodnich o użyciu przez Ukrainę przeciwko celom w Rosji amerykańskich rakiet balistycznych ATACMS, a także brytyjskich i francuskich pocisków manewrujących Storm Shadow/SCALP.

Broń jądrowa w rosyjskiej propagandzie

Sekretarz prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow zaznaczył, że Rosja potraktuje ataki na swoje terytorium przy użyciu rakiet (niekoniecznie niosących ładunki nuklearne, a tylko konwencjonalne) dostarczonych przez mocarstwa jądrowe jako wystarczający powód do możliwego użycia broni atomowej. Nowe zapisy w doktrynie obniżają próg zastosowania tej broni przez Rosję. Federacja Rosyjska przypisała sobie prawo do odpalenia rakiet z ładunkami jądrowymi w razie „zaistnienia krytycznego zagrożenia dla suwerenności lub terytorialnej integralności Rosji i Białorusi” (wcześniej mowa była o reakcji na „zagrożenie dla istnienia państwa”). To ciekawy passus wobec faktu, że część obwodu kurskiego od wielu tygodni znajduje się pod kontrolą armii ukraińskiej.

W rosyjskiej propagandzie możliwość użycia broni jądrowej wobec Ukrainy i państw ją wspierających w wojnie z Rosją jest na porządku dziennym od 2022 roku. Kapłani telewizyjnych seansów nienawiści miotają groźby atomowe nieustannie – pokazują widzom mapy Europy z zaznaczonymi punktami możliwych ataków, wzdychają: „Lubię zapach atomowego popiołu w Waszyngtonie o poranku”, i grzmią, że sami niczego się nie ulękną. Wszak Putin kiedyś zapowiedział, że ich wrogowie „wszyscy zdechną, a my trafimy do raju”. Były prezydent, a obecnie zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew w swoich mediach społecznościowych wprawia się co tydzień w nowych formach literackich, zapowiadając unicestwienie zachodniego świata bronią ostateczną (nie wspominając, rzecz jasna, o ewentualnych konsekwencjach, które by przy tym poniosła Rosja).

Ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Marek Menkiszak przypomina: „Rosjanie grozili [zastosowaniem broni atomowej] wielokrotnie, m.in. wiosną i jesienią 2022 r., żeby powstrzymać wsparcie zachodnie dla Ukrainy i ataki na jej anektowane obwody. (…) O użyciu broni jądrowej nie decydują zapisy w rosyjskich doktrynach (które są narzędziem, a nie podstawą polityki), tylko polityczne decyzje Putina. On się na to nie zdecyduje, bo nie ma takiej potrzeby, a koszty (polityczne i gospodarcze) jej użycia byłyby dla Rosji zbyt wysokie. To tania wojna psychologiczna”.

Fabryka konserw im. Władimira Putina

Putin ostatnio widziany był „na żywo” w Soczi podczas forum Klubu Wałdajskiego. Było to 7 listopada. Jak zauważyli czujni dziennikarze, od tamtego dnia służba prasowa Kremla serwuje w telewizyjnych programach informacyjnych jedynie tzw. konserwy, czyli materiały nagrane w przeszłości, pokazywane z opóźnieniem, z przestemplowaną datą ważności.

Ten numer już w kremlowskim cyrku ogrywali: Putin znikał na wiele dni, a jego obecność na scenie politycznej imitowały nakręcone zawczasu relacje ze spotkań z gubernatorami czy ministrami w zaciszu gabinetu. Opatrywano je świeżą datą, ale uważni obserwatorzy wyłapywali nieścisłości. Tak jest i teraz. Służba prasowa prezydenta podaje: 19 listopada Putin spotyka się z szefem frakcji Nowi Ludzie Aleksiejem Nieczajewem. Nieczajew informuje prezydenta, że jego frakcja popiera budżet federalny w pierwszym czytaniu. Tymczasem Duma już tydzień temu przegłosowała budżet w drugim czytaniu (pierwsze było 24 października). A zatem „konserwa” ma już blisko miesiąc.

Jak wyśledziła dziennikarka Farida Rustamowa, 19 listopada, kiedy to rzekomo spotkał się z prezydentem, Nieczajew był widziany na wystawie w Dumie. Miałby się potem szybko przebrać w inny garniturek, przystrzyc włosy i polecieć na Kreml, a tam zamiast siedzieć przez pięć dni na obowiązkowej kwarantannie przed dopuszczeniem przed oblicze cara, został natychmiast wpuszczony do najwyższego gabinetu, aby opowiedzieć dobre nowiny sprzed miesiąca.

Podobnych przykładów jest więcej.

Po co Kreml serwuje te „konserwy”? Aby zamaskować nieobecność głowy państwa na posterunku. Jakie mogą być powody absencji? Tutaj otwiera się przestrzeń do interpretacji. Zdrowie? Kłopoty zdrowotne w tym wieku, nawet przy zażywaniu kąpieli w krwi jeleni i poddawaniu się szamańskim rytuałom, mogą się przytrafić człowiekowi mimo prowadzenia sportowego trybu życia. Ale Kreml nie ma zwyczaju wydawać komunikatów o stanie zdrowia przywódcy. Obserwatorzy zauważyli, że Putin znika z radarów, gdy ma problemy, gdy nie wie, jak wyjść z trudnej sytuacji. „Właśnie wtedy, gdy wszyscy oczekują od Putina reakcji, ten wykonuje pełne zanurzenie i wpada w stupor” – pisze publicysta Anatolij Niesmijan.

Nad czym teraz zastanawia się Putin? 

Tekst ukończono 21 listopada 2024 o godzinie 12.00

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”