Maria-Krystyna już na zawsze będzie mieć swoje 32 lata.
Gdy 24 lutego 2022 r. Rosja zaczęła inwazję, Maria-Krystyna rzuciła się ratować zwierzęta. Zawoziła karmę do wyludnionych wsi, gdzie żyją gromady porzuconych psów i kotów. Zabierała je, by miały nowy dom. Potem zaczęła ratować ludzi: zgłosiła się do jednostki medycznej „Hospitaliery” („Szpitalnicy”) i została sanitariuszką. Przybrała odzwierzęcy pseudonim „Alpaka” – tu każdy ma pseudonim, to pozostałość z czasu wojny w Donbasie
„Hospitaliery” są ochotnikami; jednostka powstała jeszcze w 2014 r., gdy Rosja zaczęła działania wojenne na wschodniej Ukrainie (początkowo maskowane jako „powstanie ludu Donbasu”). W minionej dekadzie jej członkowie mieli w swoich rękach życie 25 tys. ludzi (większość przez ostatnie trzy lata), opatrując ich i ewakuując na tyły. Cena to 37 zabitych i 225 rannych „Szpitalników”.
Wśród nich jest Maria-Krystyna Dwojnik: zginęła, ewakuując rannych, w środę 13 listopada. „Kochała to, co robiła. Miała swoje plany, marzenia. Rosjanie odebrali jej życie” – napisała jej komendantka (kobiety są dobrymi duchami i liderkami „Hospitalierów”).
Ukraina broni się nadal mimo ofiar i zniszczeń
Przerwane życie Marii-Krystyny to epizod tej wojny. Jeden z niezliczonych, z jakich kiedyś składany będzie jej obraz, jej monografia (gdy przyjdzie czas, by ją pisać). W ciągu tysiąca dni inwazji – dzień tysięczny to wtorek 19 listopada – Rosjanie odebrali życie być może stu kilkudziesięciu tysiącom ukraińskich żołnierzy, mężczyzn i kobiet, a także kilkudziesięciu tysiącom cywilów.
Pomimo ofiar ludzkich i zniszczeń materialnych (najnowszy akapit w tym rozdziale wojennej monografii Rosja napisała rankiem 17 listopada, wypuszczając 120 rakiet wymierzonych w ukraińską energetykę) – opór militarny i społeczny trwa. Choć wtedy, tysiąc dni temu, powszechna była opinia, że zorganizowana obrona potrwa parę tygodni, a potem pozostanie to, co tak znamy z polskiej historii: dalsza walka w podziemiu, w partyzantce.

Punkt wyjścia dla obecnej wojny to wydarzenia sprzed 11 lat
Gdy mówimy dziś o dniu tysięcznym, ta liczba nie powinna przesłonić faktu, iż agresja Rosji nie zaczęła się 24 lutego 2022 r. Punktem wyjścia dla obecnej „wojny egzystencjalnej” (wojny o istnienie niepodległego państwa i narodu z własną tożsamością) były wydarzenia sprzed 11 lat.
Wtedy, w listopadzie 2013 r., ludzie wyszli na kijowski Majdan, żądając prawa do wyboru własnej drogi: ku Europie, jej instytucjom i wartościom. W lutym 2014 r. protesty przerodziły się w rewolucję. Kilka miesięcy później uzyskała ona legitymizację suwerena – została potwierdzona w wyborach prezydenckich i parlamentarnych (uzyskując w nich większość nawet na wschodzie kraju).
Właśnie wtedy Ukraina zaczęła być wyzwaniem dla Putina. Nie dla Rosji, lecz Putina i jego totalitarnego systemu. Bo Ukraina, która idzie własną drogą, mogłaby stać się zachętą i dla Rosjan: że oni też mogą wybrać, jak chcą żyć. Nie chodziło o żadne NATO „szczekające u bram Rosji”. Putin nie chciał pozwolić, by ukraiński eksperyment udał się na poziomie wartości (wolność, demokracja) i praktyki (spokojne, dostatnie życie).
Trzy lata temu Rosjanie sądzili, że podbiją Ukrainę w kilka dni
To, co się stało w ciągu kolejnych ośmiu lat (2014-22) – zabór Krymu, gorąca wojna w Donbasie i hybrydowa przeciw całej Ukrainie, destabilizująca system polityczny i gospodarkę – miało skłonić Ukraińców, by poniechali tej drogi, a Zachód, by przestał pomagać, choć była to wtedy pomoc boleśnie skromna – wielu na Zachodzie nie było świadomych, o co idzie gra.
Ponieważ przez osiem lat strategia ta okazała się nieskuteczna, w grudniu 2021 r. Putin postawił ultimatum Ukrainie, a także Europie Środkowej, USA i NATO. Gdy nic nie uzyskał, 24 lutego 2022 r. „fajką na mapie strzałki ruszył” (przywołując fragment o Stalinie z songu „17 września” Jacka Kaczmarskiego). Jego żołnierze wieźli ze sobą policyjne pałki i tarcze (widziałem je w muzeum tej wojny, które powstaje na poligonie pod Kijowem). Rosyjscy dowódcy sądzili, że w kilka dni ukraińska armia się rozpadnie i głównym problemem będą uliczne protesty.
Jakie ustalenia pokojowe mogliby zaakceptować Ukraińcy?
Mija tysiąc dni oporu i cierpienia, i znów jesteśmy w punkcie zwrotnym. Po wygranej Trumpa powszechny jest pogląd, że prędzej czy później dojdzie do rozmów. Kto z kim, na jakich warunkach? Wszystko jest otwarte. Na razie minister Siergiej Ławrow przypomina, że cele Rosji z grudnia 2021 r. są aktualne. Jej armia zaś tworzy fakty: na lądzie (na wschodzie do granicy z Dniepropietrowszczyzną zostało jej 7-8 km) i w powietrzu (terroryzując ludzi i niszcząc kraj). Decyzja Bidena, który właśnie dał zgodę na użycie przez Ukraińców zachodnich rakiet przeciw celom w Rosji, ułatwi obronę przed tym rosyjskim terrorem, ale nie zmieni sytuacji na poziomie strategicznym.
Z rozmów z ukraińskimi przyjaciółmi można wnioskować, że jeśli w efekcie tych negocjacji Ukraina otrzyma gwarancję, iż zachowa niepodległość i będzie mogła sama wybierać swoją drogę, to większość społeczeństwa zaakceptuje nawet utratę tej jednej piątej kraju, którą Rosja zagrabiła od 2014 r. do dziś. Gwarancje musiałyby być jednak uwiarygodnione, być może obecnością zachodnich wojsk na linii demarkacyjnej.
Jakkolwiek by się takie rozmowy skończyły, mogą one określić przyszłość nie tylko Ukrainy, lecz także Europy i NATO. Również dlatego warto nastawiać się już – także w Polsce – na działania nieszablonowe i ryzykowne. Udział w nich będzie w naszym własnym interesie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















