Reklama

Putin: Ukraina nie ma podstaw, by uważać się za państwo niepodległe

Putin: Ukraina nie ma podstaw, by uważać się za państwo niepodległe

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
24.02.2022
Czyta się kilka minut
W nocy Putin wystąpił z orędziem, w którym porównał Zachód do Hitlera i ostrzegł, że w razie wmieszania się w konflikt, Rosja, jako mocarstwo jądrowe, odpowie.
Atak Rosji na Ukrainę, płonące okolice Charkowa 24 lutego 2022 r. FOT. ARIS MESSINIS/AFP/East News
M

Minister spraw zagranicznych Rosji i wieloletni szef Służby Wywiadu Zagranicznego Jewgienij Primakow, zaprawiony w wywiadowczych bojach jeszcze w czasach sowieckich, miał zwyczaj mawiać, że dzień bez spojrzenia na mapę jest dniem straconym. Władimir Putin najwidoczniej uświadomił sobie, że dla niego dzień stracony to dzień bez spojrzenia na kalendarz.

W połowie grudnia nagle, bez jasnych przesłanek, Putin zaczął się szaleńczo spieszyć. Wystosował ultimatum do Zachodu z żądaniami nie do spełnienia: szlaban dla Ukrainy w NATO, cofnięcie stanu infrastruktury Sojuszu do stanu sprzed 1997 r. i inne postulaty mające zdemolować ustanowiony po zimnej wojnie układ bezpieczeństwa w Europie. Kazał sobie na to ultimatum odpowiedzieć w trybie natychmiastowym. Otrzymawszy stanowczą odmowę i – jednocześnie – grzeczne amerykańskie zaproszenie do klasycznych negocjacji o pułapach broni, znowu przyspieszył i zaczął w błyskawicznym tempie rozgrywać nową partię.


KORESPONDENCJA I NAGRANIE PAWŁA PIENIĄŻKA Z CHARKOWA

Obudziły mnie huki. Usłyszany raz dźwięk jest nie do pomylenia z niczym innym. Wiedziałem, że się zaczęło.


Zanim 21 lutego Putin ogłosił decyzję o uznaniu niepodległości tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, nastąpił zmasowany rosyjski atak dezinformacyjny na Ukrainę. W każdym wydaniu programów informacyjnych i publicystycznych rosyjskiej telewizji powtarzano zaklęcia o rzekomych prowokacjach ukraińskiej armii i dywersantów w tych separatystycznych tworach. Wszystkie zmontowane nieudolnie wrzutki były fake’ami. Ale służyły zbudowaniu w rosyjskim społeczeństwie przekonania, że „banderowskie, nazistowskie, nielegalne władze w Kijowie” zamierzają dokonać rzezi w prorosyjskim Donbasie.

Czemu miałyby do tego przystąpić akurat teraz, gdy przy granicy z Ukrainą i na Białorusi zgromadziły się nieprzebrane rosyjskie hufce, tego propaganda nie wyjaśniała. Od niemal ośmiu lat na terytorium separatystycznych bytów powstałych w 2014 r. na części ukraińskich obwodów donieckiego i ługańskiego na skutek wzbudzonej (i nie do końca udanej) „rosyjskiej wiosny” w wykonaniu zielonych ludzików nie zaszły większe zmiany. Dochodziło do okresowego zaostrzenia, prowokacji, ostrzałów, ginęli ludzie. Nad ich głowami odbywała się dyplomatyczna przepychanka wokół implementacji tzw. porozumień mińskich podpisanych w lutym 2015 r. Trwały rozmowy, od czasu do czasu zawieszane. Odwieszono je nieoczekiwanie pod koniec grudnia, po rozpętaniu przez Putina wielkiego rabanu z Zachodem. Nie przyniosły przełomu.


Podkast Powszechny: Dlaczego Putin zaatakował Ukrainę


 

I nagle Putinowi przestała się podobać długa droga negocjacji. Sięgnął po oręż. Pozytywnie rozpatrzył wniosek Dumy Państwowej o uznanie niepodległości dwóch „donbaskich republik”. Ostateczną decyzję w tej sprawie poprzedził zadziwiający spektakl: posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. To grono zaufanych, najbliższych współpracowników Putina – m.in. szefowie służb mundurowych. Prezydent chciał się dowiedzieć od zebranych, co sądzą o uznaniu dwóch tworów separatystycznych za niepodległe państwa. Wszyscy zrobili się bladzi, ale posłusznie Putinowi przytakiwali. Szef wywiadu zagranicznego Siergiej Naryszkin był tak zdenerwowany, że wszystko mu się poplątało: powiedział, że bardzo popiera… włączenie Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych do Federacji Rosyjskiej. Putin go z uśmiechem napomniał, że na razie nie ma o tym mowy.

Drugim aktem spektaklu było orędzie prezydenta do narodu. Przez prawie godzinę wykładał on swoje widzenie historii i obecnej sytuacji Ukrainy. Putin nie po raz pierwszy występuje jako niespełniony historyk, który tworzy własne piramidalne konstrukcje, służące mu do bieżących celów politycznych. Wyginana na wszystkie strony wersja ma niewiele – albo zgoła nic – wspólnego z prawdą historyczną.

Tak było też i tym razem. Z twarzą wykrzywioną w pogardliwym grymasie mówił o Ukrainie jako państwie upadłym, pogrążonym w korupcji i rozprzężeniu, rządzonym przez pozbawione legitymacji władze, chodzące na pasku obcych mocarstw, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Dlaczego to władze nielegalne? Bo wyłonione wskutek przewrotu – tak Putin definiuje Majdan 2014. Ukraina zresztą w ogóle nie ma podstaw, by uważać się za państwo niepodległe. W optyce Putina twory powstałe po rozpadzie ZSRR nie są państwami sensu stricto. Jedynie imperium ma prawo za takowe się uważać. Ukrainę w jej obecnych granicach wymyślił Lenin i bolszewicy, „Ukraina imienia Lenina” – powiedział. Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka została na różnych etapach pozlepiana przez generalnych sekretarzy, np. Nikita Chruszczow dodał jej nie wiedzieć czemu Krym. A teraz naziści z Kijowa zagrażają bytowi „ruskiego mira” na wschodzie Ukrainy. Mieszkańcom grozi ludobójstwo, trzeba ich ochronić.


ATAK NA UKRAINĘ

Sytuację w Ukrainie śledzimy na bieżąco, w aktualizowanym serwisie specjalnym 


 

To przemówienie było strumieniem świadomości człowieka żyjącego w matriksie, tworzącego teorie spiskowe w oblężonej przez wrogi świat twierdzy. To, co powiedział Putin, w żaden sposób nie tłumaczy nagłego przypływu militarnego animuszu i chęci wyzwolenia Donbasu spod ucisku Ukraińców.

Co takiego zobaczył w swoim kalendarzu, że postanowił rzucić się gwałtownie na Ukrainę, dlaczego tak mu się nagle spieszy? Do końca kadencji pozostały jeszcze dwa lata. Przeprowadzona w ubiegłym roku manipulacja z wyzerowaniem dotychczasowych prezydenckich kadencji daje Putinowi możliwość sprawowania władzy przez następne dwie kadencje – do 2036 r. Czy źrenice sokoła dostrzegły jakieś ruchy w szeregach pretorianów, którzy zamierzali przymierzyć się do innego patrona? W hermetycznym świecie „grupy trzymającej władzę” niepodobna z zewnątrz zweryfikować takich przesunięć. Spektakl z Radą Bezpieczeństwa, która publicznie przysięgała, że popiera Putina w jego zamiarach nauczenia Ukrainy (i Zachodu) moresu, można odczytać jako pośrednie świadectwo obaw Władimira Władimirowicza o lojalność ludzi z otoczenia: teraz są wszyscy równo umoczeni w agresję przeciwko bratniemu narodowi. Wszyscy widzieli. Nikt się nie wymiga.


Wojciech Konończuk: Rzucając w grudniu wyzwanie Zachodowi i Ukrainie, Putin przekalkulował i nic nie osiągnął. Postanowił więc wykreować nową sytuację. Czego możemy spodziewać się w najbliższej przyszłości?


 

Ale wróćmy z podróży w nieznane do rzeczywistości. To, że Putin idzie na całość, pokazały przeprowadzane w ekspresowym tempie kolejne etapy operacji. Zaraz po orędziu na Kremlu zostały podpisane „układy międzypaństwowe” o przyjaźni i pomocy, w tym pomocy wojskowej pomiędzy Rosją a nowo uznanymi pseudopaństwami. Następnego dnia obie izby rosyjskiego parlamentu pokornie ratyfikowały te haniebne dokumenty. Rada Federacji udzieliła zgody na użycie rosyjskich sił zbrojnych poza granicami kraju. Wiadomo, pomoc wojskowa dla Donbasu. Gdy piszę te słowa, właśnie agencje informacyjne podały, że donbascy watażkowie poprosili Putina o „pomoc w odparciu ukraińskiej agresji”. Od kilku tygodni Putin usilnie „szukał Gliwic” na wschodzie Ukrainy, toporne prowokacje ciągle nie dawały spodziewanych efektów, ale 23 lutego wygenerowany został wygodny pretekst: apel o ratunek i pokojowe wkroczenie.

Zapowiedź rozszerzenia interwencji pobrzmiewała w słowach Putina, który oznajmił, że Rosja uznała „republiki ludowe” w granicach „ukraińskich obwodów donieckiego i ługańskiego”. W nocy z 23 na 24 lutego rano Putin wystąpił z kolejnym orędziem, w którym zapowiedział inwazję na Ukrainę „w celu jej demilitaryzacji i denazyfikacji”. Powtórzył wszystkie swoje kłamstwa dotyczące historii i obecnego statusu Ukrainy, Zachód porównał do Hitlera w 1939 r., stalowym głosem ostrzegł, że w razie wmieszania się w konflikt Rosja, jako mocarstwo jądrowe, odpowie. Wezwał armię ukraińską do złożenia broni.

24 lutego Rosja uderzyła na cele na całym terytorium Ukrainy.

Szaleństwo Putina, coraz bardziej pogrążającego się w fobiach, obsesjach i lękach, przyniesie jeszcze niejedno nieszczęście. Smok zaczął ziać ogniem.


Serwis autorski Anny Łabuszewskiej: „Tygodnikowe” obserwatorium spraw rosyjskich

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]