Przyszły amerykański sekretarz ds. zdrowia głosi nie tylko antyszczepionkowe bzdury. W kwestii żywności przetworzonej ma rację

Kennedy Jr. długo nie porządzi. Koledzy z pola golfowego poproszą Trumpa, żeby nie psuł im biznesu. Prezydent elekt już przeczołgał przyszłego ministra, każąc mu wspólnie spożyć burgery i frytki z McDonalda.
Czyta się kilka minut
fot. SNeG17 / Shutterstock
fot. SNeG17 / Shutterstock

Trzynaście par żeber – czy po tym poznać psa? Ależ skąd, tyle mają też owca i koza. Miałem to w liceum, ale przepadło w niepamięci razem z wakuolą pantofelka. Podstawy anatomii ssaków przypomniała mi polityka. Oto rzeczone żebra miały, wedle poważnych mediów, być dowodem, że Robert F. Kennedy Jr., wybrany przez Donalda Trumpa na przyszłego sekretarza ds. zdrowia, na szeroko kolportowanym zdjęciu zjada psa upieczonego na rożnie.

Kandydat bronił się, że to chilijskie asado z jagnięcia i po sprawdzeniu szczegółów media musiały wszystko odszczekać. Karma wraca, przecież zarzutem o jedzenie psów jego polityczny patron szczuł w kampanii przeciwko migrantom. Pisaliśmy już wtedy z pewnym znudzeniem, że to powracający w każdej epoce argument „z ohydy”, jedno oczko na skali powyżej kanibalizmu. Wymyślcie świeższą bujdę.

A czasem wystarczy sama prawda: przecież Robert Kennedy, syn i bratanek świętych mężów z demokratycznego panteonu, dostarcza poszlak do odmalowania go jako zagrożenia dla zdrowia publicznego. Mianowanie antyszczepionkowca i wyznawcy innych teorii spiskowych („wirus wywołujący covid został tak stworzony, żeby nie chorowali Żydzi”, 5G, chemitrails itd.) wydaje się typowym dla Trumpa pokazaniem środkowego palca, żeby się pławić w bezsilnym oburzeniu „elit”. A następnie się sekretarza przy pierwszej okazji pozbyć. Zresztą tacy ludzie zwykle obiecują jatkę, a grzęzną jak żółtodzioby w machinie państwowej i sieciach sprzecznych interesów.

W przypadku niektórych postulatów Kennedy’ego będzie mi naprawdę szkoda. Bo głosi nie tylko bzdury. Konsekwentnie opowiada się za zwalczaniem wysoko przetworzonej żywności, turbodoładowanej cukrami i podrasowanej dodatkami. Powiada, słusznie, że dzieci pławią się w toksycznym morzu śmieciowego jedzenia, a cały system spożywczy jest wypaczony tak, że szkodzi każdemu, z wyjątkiem wielkich graczy. Że żadne perswazje i naciski na nich nie pomogą, że po dobroci wykonują oni pozorne, nieistotne ruchy, po czym wycofują je „pod naciskiem konsumentów” (sławny przypadek koncernu General Mills, który „musiał” przywrócić sztuczne barwniki, bo nikt nie chciał kupować bledszych chrupek śniadaniowych). Że gracze ci są w stanie kupić sobie przychylność każdej instytucji i regulatorów.

Mamy tu zresztą uboczny wątek polski, bo z 20 lat temu Kennedy spotykał się z Andrzejem Lepperem, który miał mu opowiadać o naciskach i rzekomej ofercie łapówki od mięsnego giganta Smithfield. Kennedy, wspominając tamte kontakty, miesza fakty z fikcją, myli albo zmyśla szczegóły – to zresztą metoda, jaką stosował Lepper, nasz pierwszy nowoczesny populista. Łatwo wzruszyć ramionami, ale większość waszych kabanosków i paróweczek pochodzi od tego producenta.

Przyzwyczailiśmy się do pojęcia katastrofy klimatycznej, zgadzamy się – choć w różnym stopniu – że jej łagodzenie musi zakładać interwencję z góry, narzucanie rozwiązań, które się nikomu nie podobają. To samo dotyczy wielkiej katastrofy metabolicznej, z której próbujemy się wywinąć, kupując za coraz większe pieniądze połowiczne rozwiązania – ostatnio np. najnowszej generacji leki zapewniające łatwe chudnięcie. Skala tej katastrofy jest taka, że jestem skłonny uważać, iż i tutaj brutalne interwencje państwa i szokowe uderzenie w system są w pewnym zakresie niezbędne.

Jasne, wolałbym, żeby to robił polityk rozsądny, a nie zanurzony w oparach niesympatycznych utopii (jak np. „powrót do pierwotnego rolnictwa”). Ale będę kibicował Kennedy’emu. Krótko zresztą, jak sądzę. Koledzy z pola golfowego poproszą Trumpa, żeby nie psuł im biznesu. Prezydent elekt już przeczołgał przyszłego ministra, każąc mu wspólnie spożyć burgery i frytki z McDonalda. Pierwsza awantura i dymisja to tylko kwestia czasu. Jeszcze bardziej epickie będzie na pewno rozstanie z Elonem Muskiem. Popcorn już mam kupiony.

Domowa granola

Jako sekretarz ds. katastrofy metabolicznej zakazałbym sprzedaży przemysłowych słodkości, czipsów i chrupek, ale nie jedzenia tego rodzaju rzeczy. Szkodliwe, napakowane pustym cukrem płatki i preparaty śniadaniowe można np. zastąpić pyszną domową granolą. 

  • 400 g chleba pszenno-żytniego
  • 2 łyżki oleju roślinnego
  • 3 łyżki miodu
  • nasiona, suszone owoce itd.

Kruszymy w palcach miękisz czerstwego chleba pszenno-żytniego, mieszamy w misce z solą, płynnym miodem (polskim! nie kupujcie mieszanek z czterech stron świata, są przeważnie złej jakości) i olejem, wykładamy na papier do pieczenia i pieczemy w 180 st. C przez kilka minut, aż się dobrze zrumieni. Potem mieszamy z nasionami słonecznika, dyni, suszonymi owocami itp., jeśli mamy pod ręką, posypujemy szczyptą tartej tonki albo cynamonem i kardamonem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Bladość chrupek