Kilkudziesięciu studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego od kilku tygodni okupuje Collegium Broscianum, jeden z budynków UJ. Oczekują, że uniwersytet potępi działania Izraela w Strefie Gazy (z premedytacją sięgam po eufemizm, który każdy z Czytelników łatwo zastąpi trafniejszym jego zdaniem rzeczownikiem) i zerwie współpracę z uczelniami, placówkami badawczymi oraz firmami i naukowcami z Izraela. Studenci domagają się także udostępnienia listy izraelskich podmiotów, z którymi UJ wszedł w jakąkolwiek kooperację. Te dwa ostatnie żądania u części pracowników Uniwersytetu o korzeniach żydowskich wywołały skojarzenia z postulatami narodowców, którzy w latach 30. XX w. doprowadzili do wprowadzenia na niektórych uczelniach tzw. gett ławkowych.
W ten sposób Uniwersytet znalazł się pod ostrzałem dwóch grup zajmujących skrajne stanowiska i wysuwających wobec niego z tych pozycji skrajnie radykalne postulaty. Jedna z nich uważa, że głos krytyczny pod adresem Izraela jest w tej sytuacji de facto głosem kwestionującym prawo Żydów do posiadania własnego państwa. Nie zabrakło nawet zarzutów o antysemityzm, którego Tel-Awiw od lat używa w polityce międzynarodowej jak pałki. Protestujący studenci oczekują z kolei, że ich uczelnia założy buty, jakich nie chce wzuć nawet państwo polskie, dotąd usilnie unikające zajęcia wyrazistego stanowiska w trudnej sprawie, którą jest – znów sięgnijmy po eufemizm – „nowy etap konfliktu izraelsko-palestyńskiego po 7 października 2023 roku”.
Być może jestem idealistą, ale w sporze, który wybuchł w twarz władzom UJ i który narasta już na kolejnych uczelniach, widzę duży potencjał społecznego zaufania do anachronicznej instytucji akademii.
Studentów boli dysproporcja między stanowczą reakcją władz UJ na agresję na Ukrainę sprzed dwóch lat – wtedy UJ szybko zerwał współpracę z uczelniami rosyjskimi – a jego wyczekującą postawą po 7 października. Nie podoba im się to milczenie, tak jak nie kupują działań polskich władz, które starają się uratować, co jeszcze się da z relacji polsko-izraelskich, które w ostatnich latach demolowali zgodnie populiści w Warszawie i w Tel-Awiwie. Protestują jednak w budynkach uczelni, a nie przed siedzibą MSZ, co zarazem dobitnie pokazuje, po kim w tym kryzysie spodziewają się klasy i odwagi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















