Dlaczego amerykańscy studenci protestują

Od początku wojny Izraela z Hamasem na uczelniach w USA wrze. Głównym postulatem zgłaszanym przez studentów jest wycofanie się ich uczelni ze współpracy z firmami, które wspierają Izrael w wojnie z Hamasem, zwłaszcza z firmami zbrojeniowymi.
Czyta się kilka minut
Propalestyńscy demonstranci przed budynkami Uniwersytetu Nowojorskiego. Nowy Jork, 3 maja 2024 r. // Fot. Spencer Platt / Getty Images
Propalestyńscy demonstranci przed budynkami Uniwersytetu Nowojorskiego. Nowy Jork, 3 maja 2024 r. // Fot. Spencer Platt / Getty Images

Ponad 2 tys. osób zostało aresztowanych w ciągu ostatnich dwóch tygodni na amerykańskich uniwersytetach, nie tylko studentów, również profesorów. Jak twierdzi policja, połowa zatrzymanych to agitatorzy z zewnątrz. Protest rozpoczęty na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku rozlał się na 140 uczelni w 45 stanach i przybierał różną formę: od pokojowych manifestacji zakończonych negocjacjami do starć z udziałem przemocy i interwencji uzbrojonych oddziałów policji w miasteczkach namiotowych na kampusach, jak na Uniwersytecie Kalifornii w Los Angeles, gdzie szturm policji poprzedził atak aktywistów proizraelskich na demonstrantów propalestyńskich. Kolejne protesty zapowiadane są na najbliższe tygodnie w trakcie uroczystości wręczenia dyplomów na uczelniach.

Głównym postulatem zgłaszanym przez studentów jest wycofanie się ich uczelni ze współpracy z firmami, które wspierają Izrael w wojnie z Hamasem, zwłaszcza z firmami zbrojeniowymi. W jednym wypadku (Uniwersytet Browna) władze uczelni zgodziły się na przeprowadzenie głosowania w tej sprawie w zamian za likwidację obozowiska protestujących. W kilku innych doszło do porozumienia władz z protestującymi i likwidacji obozowisk.

Od początku wojny Izraela z Hamasem na uczelniach amerykańskich studenci izraelscy i żydowscy mówią o poczuciu zagrożenia, aktach przemocy przeciwko Żydom, bezradności władz wobec antysemityzmu, a nawet systemowej akceptacji tego typu zachowań przez niektórych profesorów i administrację. W styczniu dwie rektorki prestiżowych uniwersytetów Harvarda i Penn musiały ustąpić ze stanowiska po szeroko komentowanym przesłuchaniu w Kongresie, na którym nie umiały jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy nawoływanie do ludobójstwa Żydów narusza przepisy uczelni. W opublikowanym właśnie raporcie Liga Antydefamacyjna (ADL), jedna z najważniejszych organizacji żydowskich na świecie, twierdzi, że w ostatnim roku 75 proc. amerykańskich studentów było świadkami zachowań antysemickich.

Na amerykańskich uczelniach, podobnie jak w większości uniwersytetów w krajach zachodnich, dominuje ideologia lewicowa, w której Izrael występuje w roli kolonizatora. W tej narracji to powstanie państwa Izrael spowodowało wszystkie nieszczęścia na Bliskim Wschodzie, Hamas nie jest organizacją terrorystyczną, tylko zbrojną grupą walczącą o wolność dla Palestyńczyków, a Izraela w niczym nie usprawiedliwia atak 7 października, ponieważ z definicji państwo żydowskie jest nielegalne, kontynuując od 1948 r. „okupację” Palestyny i dopuszczając się „ludobójstwa” w Gazie.

Rozważanie zasadności tych argumentów mija się z celem, bo uliczne protesty nie służą debacie politycznej. Jak zwykle w takich wypadkach do głosu dochodzą postawy skrajne, wzmacniane przez niektórych polityków i media. Protesty zaszkodzą zapewne notowaniom Joe Bidena, który opowiedział się przeciwko zakłócaniu porządku. Zapytany przez reportera, czy demonstracje wpłyną na jego politykę na Bliskim Wschodzie, odpowiedział krótko: „Nie”. Donald Trump był jeszcze bardziej stanowczy: nazwał protestujących „wściekłymi wariatami i sympatykami Hamasu”.

Spora część młodego pokolenia Amerykanów popiera Hamas w tej wojnie, amerykańscy Arabowie też krytykują politykę Waszyngtonu, zwłaszcza wsparcie zbrojeniowe Izraela. Wśród amerykańskich Żydów głosy są podzielone, obok osób przerażonych wzrostem antysemityzmu w USA (według raportu ADL – ponad dwukrotnym w ostatnim roku) niektórzy usprawiedliwiają protesty, a nawet przyłączają się do nich.

Na porównywanie obecnych wydarzeń do protestów przeciwko wojnie w Wietnamie w latach 60. jest chyba za wcześnie. Tamte były zapowiedzią dojścia do głosu nowego pokolenia w Ameryce i w Europie Zachodniej. Obecne pokazują przede wszystkim, jak bardzo w amerykańskim społeczeństwie dominują skrajne postawy, co zapewne będzie się wzmagało przed listopadowymi wyborami. A także jak bardzo Izrael stał się dziś obiektem nienawiści, z której nie trzeba się tłumaczyć, można się nią szczycić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Studenci w USA protestują