Procesja Bożego Ciała

Co nam każe wyjść z kościołów na ulice? Czym jest ta procesja? Manifestacją religijną? Demonstracją quasi-polityczną? Elementem folkloru religijnego? Atrakcją turystyczną dla obcokrajowców?
Czyta się kilka minut

Prawdziwe spotkanie z Bogiem generuje w nas dwa wewnętrzne zobowiązania zawarte w słowach: wierzę i wyznaję. Wierzę: przyjmuję za prawdę, akceptuję, to mój sposób myślenia, wartościowania, działania. Ale i wyznaję: nie mogę zatrzymać tylko dla siebie; chcę dać świadectwo. Uwierzyłem, dlatego przemówiłem!

Ojcowie Soboru Konstantynopolitańskiego II (553 r.) ów imperatyw wyrazili w zasadzie: „Jeśli ktoś nie wyznaje, że Ojciec, Syn i Duch Święty są jednej natury – niech będzie wykluczony”. XVII-wieczny prawosławny metropolita objaśniał: „Jeśli z pobożnością i poprawnie zachowujemy wiarę, lecz nie wyznajemy jej z odwagą – nie jesteśmy godni Bożego objawienia”.

Chcemy być godni! Chcemy doszukać się w sobie odwagi do wyznania wiary. Odwagi, która bierze się nie z nas, lecz z Niego; nie z tłumu i masy, lecz z doświadczenia prawdziwej wspólnoty wiary! Nie chcemy być z niej wykluczeni! Ekskomunikowani!

Jednocześnie, odczytywana już przy pierwszym ołtarzu Ewangelia (Mt 26, 17-19) każe nam jeszcze na moment zawrócić; Ewangelia, która pokazuje Eucharystię jako Paschę. Pascha – najważniejsze Święto wiary Żydów było (i jest!) świętem domowym! Domową liturgią. Posiłkiem przy rodzinnym stole.

Musimy się więc zatrzymać. Aby odkryć, że ta procesja nie jest znakiem skierowanym tylko do innych. Jest też potężnym pytaniem do nas samych. Może dlatego Chrystus wyprowadza nas na ulice, by zapytać, jacy jesteśmy w naszych domach, w naszej prywatności, w naszych rodzinach. Starożytni chrześcijanie przechowywali Eucharystię w domach – najczęściej w sypialniach! W najbardziej „intymnych” pomieszczeniach... Możemy się jedynie domyślać, ile to zmieniało w ich wzajemnych odniesieniach. Nie ma prostych powrotów, ale pytanie: w jakim stopniu Eucharystia określa naszą prywatność, pozostaje ważne.

Przy pierwszym ołtarzu – zanim się jeszcze rozwiniemy w wielką manifestację wiary – wracamy myślą do swych „domów”, do swego „serca”. Pytamy, jak głęboko w sercu mamy wypisaną rzeczywistość, którą wynieśliśmy na ulice. Paweł w pierwszym Liście do Koryntian mówi, że głosimy śmierć Pana Jezusa nie wtedy, kiedy opowiadamy innym o Eucharystii, lecz kiedy ją spożywamy: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie”. Nie głosimy Go, jeśli Go nie spożywamy – nawet jeśli wychodzimy na ulice z najgłośniejszym śpiewem i największymi feretronami. Głosimy ostatecznie zawsze to, co mamy w sercu. Jeśli Go nie spożywamy i nie mamy Go w sobie – głosimy tylko samych siebie!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2013