Prezydent 2010

1. Jeszcze miesiąc temu prognozowanie wyników przyszłorocznych wyborów wydawało się zabawą pozbawioną elementów niespodzianki, a więc - trochę nudną. Sztab Donalda Tuska zajmował się rozdzielaniem stanowisk po zwycięstwie swojego kandydata; sztab Lecha Kaczyńskiego milczał znacząco; wszelkie inne sztaby działały w głębokiej konspiracji, uniemożliwiającej ich identyfikację.
Czyta się kilka minut

Zmiana przyszła nagle. Może wywołało ją pamiętne oświadczenie wicepremiera Schetyny; może zadziałała logika przybliżających się nieubłaganie wyborów; może kryje się za nią niespodziewane przyjście lata. Jakkolwiek by było (albo nie było): niedawne oczywistości z dnia na dzień stały się problematyczne. W powietrzu zawisł bojowy okrzyk "Hajże na Donalda!".

Polowanie na kandydata, który jeszcze niedawno wydawał się pewnym zwycięzcą, przybrało dwie podstawowe formy. Jedni skupili się na dowodzeniu, że aktualny premier nie ma szans stać się głową państwa (w tej grupie wypowiedzi ważny i reprezentatywny wydaje się felieton Jacka Żakowskiego "Dlaczego Tusk nie będzie prezydentem" w "Gazecie Wyborczej" z 6 lipca). Inni zajęli się wyszukiwaniem kandydatów, którzy mogliby włączyć się do walki Tuska z Kaczyńskim i skomplikować jej przebieg (a może nawet: ostateczny wynik wyborów). Niektórzy z tych kandydatów rzeczywiście wezmą udział w grze; inni przypominają pisarzy, o których co roku się mówi, że mają wielkie szanse dostać Nagrodę Nobla.

Na wynik gry, która właśnie się zaczęła, a skończy się przyszłorocznymi wyborami, czekam bez nadmiernych emocji. Myślę o tym, jak sam poprzednio głosowałem. W 1990 r. - w pierwszej turze na Tadeusza Mazowieckiego; w drugiej turze nie wziąłem udziału. W 1995 r. - w pierwszej turze na Jacka Kuronia, w drugiej na Lecha Wałęsę. W 2000 r. - na Andrzeja Olechowskiego. W 2005 r. - w pierwszej turze na Henrykę Bochniarz, w drugiej na Donalda Tuska. Jak widać, zawsze wybierałem przegranych.

Mój głos w przyszłorocznych wyborach oddałbym najchętniej na Leszka Balcerowicza. Wiem, że tego nazwiska nie będzie na listach i że będę musiał głosować na kogoś innego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2009