Reklama

Powrót do lat pięćdziesiątych

Powrót do lat pięćdziesiątych

20.04.2020
Czyta się kilka minut
Jak koronawirus zmienił życie Polek i Francuzek? „Równość” w czasie epidemii to tata w pracy, a mama na trzech etatach.
ALVARO CALVO / GETTY IMAGES
K

Koronawirus zaatakował nie tylko górne drogi oddechowe. W unieruchomionych społeczeństwach problemy zaczęły nagle puchnąć do nowych, nieznanych wcześniej rozmiarów. Także w rodzinach, pozamykanych na małych przestrzeniach mieszkań. Rosnąca przemoc domowa to tylko jeden z najbardziej jaskrawych przykładów konsekwencji pandemii, działającej jak studnia pogłosowa społecznych problemów. Pokazuje ona wszelkie istniejące już dysproporcje z dokładnością mikroskopu. Na przykład nierówności płacowe między płciami, które w momencie, gdy darmowa praca opiekuńcza staje się jeszcze bardziej niezbędna, by świat mógł dalej funkcjonować, tworzą pole nowych konfliktów. Niewidzialna praca domowa we wszystkich krajach świata wykonywana jest głównie przez kobiety. W dobie pandemii jeśli coś się zmienia, to raczej na ich niekorzyść.

W związkach dokonują się rachunki zysków i strat – ten, kto...

15962

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Oczywiście pani P to niezwykle zapracowana kobieta, pan P gdy ona haruje jak wół siedzi w pracy, może nie chleje wódy, jak to onegdaj bywało, ale się byczy bez dwóch zdań.Mam w rodzinie sporo takich wyemancypowanych kobiet, a jakże po studiach. Dwójka dzieci i harówa na całe kilka etatów, oczywiście w domu, wszak chłop jest od tego by zarobił. Siedzimy sobie nieraz przy grillu i tak słucham mimochodem o czym z nimi rozmawia żonka. A to pranie, sprzątanie gotowanie, w ogrodzie zapieprz jak cholera, w niczym chłop nie pomoże, on ciągle w pracy. Ach te zakupy i wszystkie sprawy do załatwienia, zarżnąć się idzie. Pamiętam radość mojej mamy, gdy kupiliśmy franię, pralkę wirnikową, gdyby ktoś nie wiedział. Przynosiło się ze studni wodę, robiło w kuchni ogień, no i można było robić pranie, Oj nie będę opisywał, bo pewnie autorki tekstu i tak nie ogarną tematu. Te nowoczesne niewolnice chłopów wszystkie wygody posiadają, pralki, suszarki, kuchenki takie i siakie, odkurzacze, roboty itp. Większość tego sprzętu nigdy nawet użyta nie była, ale jest i stoi jakby co. Ja pracuję na zmiany, a żona w standardowym trybie, trochę zabiera nam czasu dojazd do pracy, zawsze dzieliliśmy obowiązki tak jak komu czasu starczało. Mnie zrobienie obiadu nie zajmuje więcej jak godzinę i to dwudaniowego. Jeśli mam inną robotę, albo siedzą u mnie wnuki to gotuje zupę na kilka dni. Wnuczka najmniejsza ma 7 miesięcy a wnuki to kilkulatki, trzeba się nagimnastykować by to ogarnąć, ale nie ma problemu z odkurzeniem w międzyczasie, wrzuceniem prania do pralki, naprawą jakichś drobnych usterek w domu. Nie powiem aby nie było to męczące, nie jestem już młodzikiem, ale daje to wiele satysfakcji i zdrowy sen. Gdy pomyślę jak dawała sobie radę moją mama z nami pięciorgiem, prowadząc dom i duże gospodarstwo rolne, w czasach walki z kułakami, właśnie w latach 50 ubiegłego wieku, to w tym świetle, wypociny bohaterek tekstu wypadają dość komicznie. Z tego tekstu wyłania się obraz kobiety uciemiężonej pracą, rodziną, mężem i dziećmi. Dziećmi przede wszystkim, bo z chłopem to można się zabawić, kupi coś fajnego, jest komu zrobić awanturę, w sumie ciężko bo ciężko, ale da się wytrzymać. Dzieci to straszliwy problem, najpierw ten okropny brzuch i rozstępy, potem poród, pieluchy, wrzask, ciągle czegoś chcą i same problemy, a ile to pieniędzy kosztuje, pies jest o wiele lepszy. Gdy synowi urodziło się trzecie dziecko, sekretarka oddziałowa spisując jakąś tam ankietę, pyta go o wykształcenie, robi wielkie oczy gdy musi wpisać wyższe dla ojca i matki. Dzieci zamiast kariery, to się w głowie nie mieści. Ojcowie mają godzinną szychtę, co niewątpliwie jest czynem heroicznym i pilnują by dzieciaki grając w berka się nie dotykały. Przyznam, że w tym świetle, ja funkcjonuję w jakimś matrixie, może w berka to w przedszkolu się dzieciaki bawią, moje szkraby nieustannie walczą o dominacje, to dość brutalna zabawa, bez dotykania raczej niemożliwa. Medal zarobionej Matki Polki,ma również drugą stronę. Kobieta wolna, bez zobowiązań, żyjąca dla kariery. Mam też takie w mym otoczeniu. Jedna z tych wyzwolonych, niezależnych i samowystarczalnych, menadżer sporego pensjonatu w Szwajcarii, ucieka przed zamknięciem granic do kraju, tu kwarantanna i wyrozumiała matka, która ją niańczy w depresji i zagubieniu. Byłaby finansowo ustawiona, gdyby miała oszczędności, ale nie ma, bo single żyją z dnia na dzień, swą samotność topią w gadżetach, w życiu ponad stan. W pracy złośliwie traktują swe koleżanki z poukładanym rodzinnym życiem, bo facet i kochająca się rodzina to niekoniecznie źródło kobiecej martyrologii.

Aha, "studnia pogłosowa"... Domyślam się, że chodzi o używane w naukach społecznych pojęcie "echo chamber", co konwencjonalnie tłumaczy się jako "kabinę pogłosową". Dla przypomnienia zatem: to nie jest coś, dzięki czemu widać rzeczywistość lepiej, wręcz z dokładnością mikroskopu, ale wprost przeciwnie - mowa o sytuacji, w której wszystkie głosy, jakie do nas docierają, są tak naprawdę echem własnego głosu, zwielokrotnionym przez powtarzanie wewnątrz zamkniętego systemu. W "kabinie pogłosowej" otwartość na fakty i różnorodne opinie staje się fikcją, wszystko bowiem potwierdza nasze wcześniejsze poglądy, uprzedzenia i skrzywienia poznawcze. Obie panie niby wsłuchują się w głosy respondentek (? - warto byłoby wiedzieć, czy cytowane wypowiedzi pochodzą z jakiegoś internetowego badania, zostały wzięte z przypadkowych komentarzy na forach, czy też autorki po prostu obdzwoniły swoje znajome), ale słyszą ciągle to samo, co w dodatku wiedziały już wcześniej. I nie niepokoi ich, że źle jest zarówno tej, co musi chłopa znosić przez 24h w domu, jak i tej, która nie ma go wcale, bo jest po rozwodzie. Narzekają zarabiające mniej od mężów, co je niesłychanie upokarza, jak i narzeka zarabiająca więcej, zazdroszcząc bezdzietnym koleżankom wydajności w pracy. Wygląda na to, że największym problemem są dzieci. No, są. Na drugim miejscu po braku pieniędzy. Nierówności płacowe natomiast już niekoniecznie, jak tego dowodzi przykład najlepiej radzącej sobie pary, gdzie ona zarabia o połowę mniej. Może to nawet niegłupio wymyślono, żeby obowiązki dzielić równo, co niekoniecznie oznacza dokładnie po połowie każde zadanie? A we Francji najważniejszy w tym wszystkim wydaje się aptekarz. Znamienne, że nie aptekarka. Czemu, na litość boską, zagrożona kobieta musi dzwonić do apteki, a dopiero pan farmaceuta na policję? Czyżby w ojczyźnie praw człowieka wciąż poważniej traktowano kobietę, za którą wstawi się facet? Druga ważna rola aptekarza to dostarczanie środków antykoncepcyjnych. Antykoncepcja i aborcja - teraz z poluzowanym limitem czasowym - są, jak widać, najlepszym sposobem zapewnienia ładu rodzinnego i społecznego.

Dokładnie nie pamiętam, zdaje się na polki.Pl czytałem tekst, dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić. Dotyczy to tych fajnych facetów co szanują kobiety, a nie tych co przemocą je sobie podporządkowują, ci z ożenkiem nie mają problemu. Generalnie chodzi o to, że kobieta wychodzi z założenia, co jest męża to jest moje, a co moje tego nie rusz. Coś w tym jest, mam kilku takich fajnych gagatków po 30 na oku. Do tej pory myślałem, że przyspawali się do lodówki rodziców, ale może inaczej kombinują. W sumie artykuł zawiera same oczywistości, to po 35 latach małżeństwa, trochę zdziwiony odkrywam oczywistości. To facet jest zwierzyną, nie myśliwym. https://stylzycia.polki.pl/psychologia,dlaczego-mezczyzni-nie-chca-sie-zenic,7853305,artykul.html

Ratio feminizmu sprowadza się do pojęcia dwóch klas które siebie potrzebują i toczą nieustanną walkę o należną pozycję. Dziękujemy towarzyszkom za doniesienia z frontu, już je analizujemy i wykorzystamy na naszą korzyść. A tak na poważnie. Na pewno wiele cierpienia jest autentycznego, mniejsza o źródła informacji i sposób ich pozyskania. Niejeden facio umie się znakomicie dostosować do sytuacji kiedy pracuje zdalnie - jest w domu, ale nie ma go dla nikogo przez czas pracy - najlepiej jak ma własny gabinet, bo go zamknie na 8 godz i otworzy, tylko by zawołać o kawę. A na kobiecych barkach cała lista: kuchnia, pranie-prasowanie, sprzątanie, zakupy, opieka nad dziećmi i wychowanie, e-edukacja (drukowanie, sprawdzanie, korespondencja z nauczycielem) i jeszcze własna praca zdalna. W przypadku pracy kobiety-wykładowcy to już istny hardcore, bo zajęcia online często wymagają kreatywności, zaangażowania, nowej organizacji. A facet siedzi w swej kapsule i "zawija w sreberka". No i ma argument - dużo srebra znosi z góry, che...che...

Update po lekturze dzisiejszego portalu gazeta.pl. Okazuje się, że jednak nie dzwonimy do aptekarza, tylko osobiście udajemy się do apteki i podajemy tajny kod "maska 19", a personel zawiadomi policję. Ewentualnie sprytnie dopyta "na jaki adres dostarczyć, madame?", żeby policja wiedziała, gdzie ma interweniować. Pomysł jakoby zapożyczony z Hiszpanii. Zaintrygowany, wrzuciłem stosowne słowa-klucze w wyszukiwarkę. Okazuje się, że najpopularniejsza i arcylewicowa gazeta hiszpańska El Pais napomknęła o akcji "mascarilla 19" w jednym, jedynym artykule pod tytułem "Burdele gaszą światła, wykorzystywanie seksualne trwa nadal". O francuskiej adaptacji tego pomysłu "Le Monde" doniósł jako o świeżym pomyśle pani minister Castander w dwóch artykułach sprzed miesiąca, precyzując, że kodu "masque 19" kobieta powinna użyć wtedy, kiedy znajduje się w aptece ze swoim oprawcą. Skąd pewność, że ten się nie zorientuje? Może instrukcja kolportowana jest wyłącznie pocztą pantoflową między sąsiadkami? Przepraszam, ale tylko PANI minister mogła wpaść na taki pomysł.

Uderz w stół? A w sprawie "studni" - przeczytajcie, proszę jeszcze raz komentarze pod artykułem Panowie (chłopaki?).

Wystarczy wprowadzić aborcję na życzenie oraz małżeństwa jednopłciowe do polskiego prawodawstwa i wtedy podskoczymy w górę o kilka pozycji z naszym Gender Equality Index. Ten nasz katolicyzm psuje nam statystyki.

Psuje natomiast pogarda dla kobiet i niechęć do rezygnacji z patriarchalnych stosunków w rodzinie i społeczeństwie. Bóg jest mężczyzną i uczynił Adama na swoje podobieństwo, a kobietę dał mu do posługi oraz na uciechę, n'est ce pas?

Jestem mężczyzną, co nadmieniam, bo z nicka to nie wynika :D

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]