Piętnaście lat batalii o dwa tygodnie urlopu

Szwajcaria, jako jeden z ostatnich krajów Europy, wprowadzi gwarantowane świadczenie dla ojców. Ale nadzieje, że „tacierzyńskie” zmieni tu model rodziny, są marne.

12.10.2020

Czyta się kilka minut

 / BRITTA PEDERSEN / DPA / EAST NEWS
/ BRITTA PEDERSEN / DPA / EAST NEWS

Ja! Oui! Si! To kamień milowy w szwaj- carskiej polityce rodzinnej – Adrian Wütrich nie kryje emocji. Cieszy się jako ojciec dwóch synów i parlamentarzysta partii socjaldemokratycznej, a zwłaszcza jako inicjator referendum, w którym w ostatnią niedzielę września większość Szwajcarów i Szwajcarek dała zielone światło dla Papi Zeit, czyli płatnego urlopu dla ojców.

Dzień przeszedł do historii jako ten, w którym długoletnie starania o uznanie opiekuńczej roli ojca w rodzinie zakończyły się jeśli nie sukcesem, to przynajmniej wypracowanym w pocie czoła kompromisem. A może to dopiero początek?

Wielojęzyczny entuzjazm jest uzasadniony: w Szwajcarii, kraju praktykującym demokrację bezpośrednią, tym razem wyjątkowo ważne były głosy mieszkańców tzw. Szwajcarii łacińskiej: francusko- i włoskojęzycznej, zwykle bardziej przychylnych rozwiązaniom socjalnym.

To duże zaskoczenie, że większość opowiedziała się – i to w kryzysowym dla gospodarki czasie pandemii – za dodatkowym świadczeniem rodzinnym, którego roczny koszt szacuje się na 220 mln franków (równowartość ok. 840 mln zł). Oznacza to bowiem podniesienie składki na świadczenia uzupełniające, którą płacą po połowie pracownik i pracodawca.

Przeciwnicy urlopu ojcowskiego – jest ich sporo wśród liberalnych polityków i pracodawców – zwykli nazywać go niepotrzebnym „państwowym gorsetem”, który dusi wolność rynku. Przed głosowaniem ostrzegali, że skorzystają nieliczni, a zapłacą wszyscy.

W pogoni za Europą

Włączając mężczyzn do systemu świadczeń rodzinnych Szwajcarzy gonią Europę. Choć robią to w swoim, bardzo powolnym tempie.

Wystarczy spojrzeć na sąsiadów. Francja wprowadziła 14-dniowy urlop ojcowski już w 2002 r., a teraz idzie o krok dalej i wydłuża go o kolejne dwa tygodnie. W Niemczech istnieje dzielony między rodziców urlop o długości do 24 miesięcy, a Austria wprowadziła niedawno Papa Monat (miesiąc dla taty). Najmniej hojni są Włosi, którzy z okazji narodzin dziecka dają ojcom tylko siedem pełnopłatnych wolnych dni.

W Szwajcarii Papi Zeit ma od przyszłego roku wynosić dwa tygodnie. To duża zmiana w porównaniu z tym, na co dziś może liczyć większość pracowników: narodziny dziecka są przez pracodawców traktowane jak przeprowadzka i zwyczajowo przysługuje do dwóch dni wolnego.

Dlaczego Szwajcarzy tak długo zwlekali z wprowadzeniem rozwiązania, które od dawna jest w Europie standardem?

Choć ogólnokrajowe referendum doszło do skutku dopiero teraz, temat był obecny w debacie publicznej od lat. Właściwie od chwili, gdy – też późno, bo dopiero w 2005 r. – uznano prawo kobiet do urlopu macierzyńskiego. Objęcie matek systemem zabezpieczeń społecznych było priorytetowe, zanim zaczęto w ogóle zastanawiać się nad włączeniem do tego systemu ojców. Dwa lata później pojawił się więc pierwszy projekt 4-tygodniowego urlopu ojcowskiego, który został jednak odrzucony przez Radę Federalną (tutejszy odpowiednik rządu). Później jej los podzieliła wersja skrócona do dwóch tygodni: parlament uznał ją za zbyt kosztowną.

Droga do konsensusu

Ponieważ szwajcarski system polityczny opiera się na konsensusie – który ma pogodzić interesy nie tylko różnych partii, ale znaleźć też balans między dobrem pracodawców i pracowników – mijają długie lata, zanim jakieś rozwiązanie, wypracowane z mozołem, trafi pod osąd ogółu obywateli.

Na mobilizację przyszedł więc czas dopiero w 2016 r. Wtedy to dwieście organizacji społecznych skrzyknęło się we wspólnej inicjatywie: cztery tygodnie urlopu dla ojców. Tym razem grunt był podatny, gdyż w ostatnich latach dyskusja na temat „tacierzyńskiego” nabrała tempa. W czerwcu 2019 r. kobiety w Szwajcarii wyszły masowo na ulice, żądając poprawy warunków pracy, zrównania zarobków oraz uznania wartości pracy opiekuńczej i domowej. Przy tej okazji na aktualności zyskała też debata o zaangażowaniu mężczyzn w życie rodzinne.

W tym samym roku Komisja Europejska zobowiązała kraje Unii do wprowadzenia minimum 10 dni urlopu ojcowskiego, płatnego w identycznym wymiarze jak urlop macierzyński, a także prawa do czterech miesięcy urlopu rodzicielskiego (z czego dwa miesiące niezbywalne) dla rodzica. Cel: poprawa równowagi między pracą a życiem rodzinnym dla obojga opiekunów. Wprawdzie Szwajcaria nie należy do Unii, ale liczne powiązania gospodarcze sprawiają, że Berno – chcąc nie chcąc – musi się liczyć ze zdaniem Brukseli.

W czasie, gdy losy gwarantowanego „tacierzyńskiego” ważyły się w Bernie (finalnie pod głosowanie trafiła wersja kompromisowa: dwa tygodnie), część pracodawców – nie czekając na koniec politycznych przepychanek – zaczęła ustalać własne reguły. Zwłaszcza międzynarodowe korporacje, zatrudniające obcokrajowców, uznały za konieczne dorównanie do standardów europejskich.

Narodziny i co dalej

Kasia i Artur są w Szwajcarii od 2012 r. Artur pracuje w firmie farmaceutycznej, która zatrudnia wielu cudzoziemców.

– Gdy urodziła się nasza druga córka, umówiłem się z szefem, że wezmę pięć tygodni urlopu, w czasie których będę doglądał swoich obowiązków przez 3-4 godziny dziennie, a resztę czasu spędzał z rodziną. To funkcjonowało bardzo dobrze. Wiem natomiast, że w korporacji, w międzynarodowym środowisku, można liczyć na większą elastyczność ze strony pracodawcy – mówi Artur.

– Jeśli nie istnieje gwarantowane świadczenie dla ojców, państwo uznaje, że obecność mężczyzny w domu po narodzinach dziecka jest jego indywidualną decyzją – uważa Isabel Valerino, badaczka z Departamentu Analiz Społecznych i Edukacji kantonu Genewa. – Takie podejście nie bierze pod uwagę faktu, że nie każdy ma możliwości finansowe i wpływy u pracodawcy, aby skorzystać z niepłatnego urlopu. Przerzuca się w ten sposób na pracownika odpowiedzialność za negocjacje z pracodawcą, wiedząc, że urlop ojcowski jest wciąż niedoceniany w naszym społeczeństwie i nie zawsze spotyka się z akceptacją na rynku pracy.

Valerino prowadziła badania wśród urzędników z Lozanny. To szwajcarskie miasto zapewnia swoim pracownikom 21 dni urlopu po narodzinach dziecka. Obserwacja rodzin wykazała, że obecność ojca w domu w okresie tuż po urodzeniu dziecka nie ma aż tak dużego wpływu na równiejszy podział obowiązków w rodzinie. Ważniejsze jest długotrwałe zaangażowanie ojca i wymienianie się rodziców w pełnieniu obowiązków wychowawczych.

„Dla budowy partnerstwa w rodzinie ważne jest to, jak rodzice dzielą między sobą czas wychowawczy po powrocie kobiety do pracy. Dlatego wiele krajów wprowadziło – niezależnie od urlopu macierzyńskiego i ojcowskiego – także urlop rodzicielski, do dyspozycji obojga rodziców” – tłumaczy Valerino w wywiadzie dla portalu swissinfo.ch.

Szwedzko-szwajcarskie porównania

Taki model obowiązuje już od 1974 r. na drugim biegunie Europy: w Szwecji. Tam obojgu rodzicom przysługuje w sumie 480 dni płatnego urlopu (w tym 90 dni dla każdego obowiązkowo, reszta do podziału). W 2019 r. pojawiła się dodatkowo możliwość skorzystania z urlopu rodzicielskiego już na 60 dni przed porodem, aby rodzice mogli wspólnie uczestniczyć w wizytach lekarskich i przygotować się na powiększenie rodziny. W Szwecji osoba, która wraca do pracy po urlopie rodzicielskim, ma też opcję zredukowania czasu pracy o 25 proc. Pracodawca ma obowiązek wyrazić na to zgodę, ale nie musi rekompensować ubytku etatu.

Szwecja podawana jest często jako przykład państwa prorodzinnego, które dba nie tylko o rozwój dziecka, ale promuje równość kobiety i mężczyzny oraz balans między życiem zawodowym a prywatnym. Czy tak jest w rzeczywistości?

Adrian (nie mylić z posłem Wütrichem) spędził w Szwecji pięć lat, tam urodziło się jego dwóch synów.

– Teoretycznie osobie będącej na urlopie rodzicielskim przysługuje świadczenie w wysokości 90 proc. pensji. Są jednak limity dzienne, co w praktyce oznacza, że jeśli zarabiasz dużo, to dostajesz mało. W moim przypadku było to ok. 30 proc. wynagrodzenia. Efekt był taki, że wróciłem do pracy, a resztę przysługujących mi wolnych dni oddałem żonie – opowiada.

Szwedzkie doświadczenia sprawiły, że Adrian reaguje alergicznie na wszelkie próby ingerencji państwa w rodzinę. Dlatego w Szwajcarii, swoim kraju, głosował przeciw wprowadzeniu urlopu ojcowskiego. – Każda rodzina jest inna. Dlaczego rząd ma ustalać, ile czasu mam spędzać z moimi dziećmi? Wolę płacić niższe podatki i mieć więcej pieniędzy do dyspozycji, aby np. móc wziąć bezpłatny urlop. Zresztą w mojej firmie właśnie tak to działa: ojciec ma prawo do miesiąca bezpłatnego urlopu i to rozwiązanie funkcjonuje bardzo dobrze. Nie słyszałem, żeby któryś z moich kolegów się skarżył – mówi Adrian.

Oprócz wysokich podatków i długiego urlopu rodzicielskiego, Szwecja ma jeszcze coś, czego nie ma Szwajcaria: tanie żłobki. To dlatego kobieta po urodzeniu dziecka może, jeśli chce, szybko wrócić do pracy na pełen etat. W Szwajcarii wygląda to inaczej.

Choć aktywność zawodowa kobiet w obu krajach jest podobna, diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Szwajcaria „podwyższa” statystyki zatrudnienia kobiet. Według danych Eurostatu ponad 60 proc. zawodowo aktywnych pracuje na część etatu (w Szwecji tylko 30 proc.), pozostały czas przeznaczając na obowiązki domowe i wychowawcze. Ten model pracy kobiet upowszechnił się w Szwajcarii na tyle, że dla wielu rodzin stał się czymś naturalnym. Alternatywą dla matek, które po urodzeniu dziecka chcą wrócić do pracy na pełen etat, jest posłanie dzieci do płatnej placówki opieki dziennej albo zatrudnienie niani. Jedna i druga opcja jest niezwykle kosztowna.

Nigdzie indziej w Europie

Nadzieje, że dwutygodniowy urlop ojcowski zmieni coś w szwajcarskim modelu rodziny – w którym na co dzień ojciec pracuje na sto procent, a matka dorabia, jednocześnie zajmując się domem – są marne. Bo problem najwyraźniej leży gdzie indziej.

Artur i Kasia „przepracowali” rodzicielstwo w trzech krajach: Polsce, Słowacji i Szwajcarii. – Czego najbardziej brakuje nam jako rodzicom w Szwajcarii, to dostępny finansowo system opieki poza domem – twierdzą zgodnie.

Kasia: – Z dzieckiem poniżej piątego roku życia [w tym wieku pojawia się obowiązek szkolny – red.] w zasadzie nie za bardzo jest co zrobić. Na Słowacji prywatne przedszkole kosztowało 600 euro miesięcznie, co przy naszych zarobkach nie było dużym obciążeniem. W Szwajcarii, gdy zaczęłam studia dzienne, aby zwiększyć moje szanse na rynku pracy, zatrudniliśmy nianię. Przychodziła do dzieci trzy razy w tygodniu, a miesięczny koszt takiej opieki wynosił 3,6 tys. franków.

– Nigdzie indziej w Europie rodziny nie ponoszą tak wysokich kosztów pozadomowej opieki nad dziećmi – przyznaje Adrian Wütrich w rozmowie z „Tygodnikiem”. Zapowiada, że batalia o partnerstwo w szwajcarskich domach nie zakończyła się na tym małym sukcesie, jakim są dwa tygodnie urlopu ojcowskiego. – Zaczęliśmy już działania na rzecz wprowadzenia urlopu rodzicielskiego. To będzie nasza kolejna inicjatywa. Ale to tylko jeden z elementów polityki społecznej. Większa równowaga między pracą a rodziną wymaga poprawienia dostępności systemowej opieki nad dziećmi – mówi polityk.

W niedzielę 27 września, nieco w cieniu przełomowego dla ojców referendum, w Szwajcarii odbyło się inne głosowanie, też związane z rodziną. Chodziło o ulgi podatkowe dla korzystających ze żłobków i innych miejsc opieki pozadomowej. Propozycja zakładała podwyższenie kwoty odpisów, co miało uszczuplić budżet państwa o 330 mln franków rocznie. Jej przeciwnicy argumentowali, że z odpisów skorzysta tylko najlepiej zarabiająca mniejszość.

Poza jednym kantonem (włosko- języcznym), wszyscy propozycję odrzucili. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 42/2020