Reklama

Powiększenie

Powiększenie

01.02.2021
Czyta się kilka minut
CHRIS NIEDENTHAL, fotograf: Domofony wszystko zepsuły, za PRL-u było ich bardzo mało. Nie da się już wejść do apartamentowca i robić zdjęć z dachu czy klatki schodowej.
BARTOSZ MACIEJEWSKI
K

KATARZYNA KUBISIOWSKA: Wkleja Pan zdjęcia do albumów?

CHRIS NIEDENTHAL: Posiadam rodzinne albumy, ale mam też pełne zdjęć pudełka po butach.

Są w nich zdjęcia zrobione ostatnio?

Odbitki robię rzadko – tego żałuję.

To dlaczego Pan nie robi?

Bo to wysiłek: zdjęcia wykonane cyfrowym aparatem najpierw trzeba wgrać do komputera, potem zgrać z komputera, w końcu zanieść do laboratorium.

Latami Pan wywoływał.

Cieszę się, że pracowałem we własnej ciemni i to całkiem sporej. To zupełnie inna rzecz niż oglądanie zdjęć w komputerze. W ciemni jest czerwone światło, płyny w kuwetach, na twoich oczach tworzy się zdjęcie. A przy komputerze można skupić się wyłącznie nad specjalnymi efektami. Magii nie ma.

Może ta magia to tylko dekoracja?

Tam gdzie jest pasja, musi być magia. Fotografia zaczyna się od magii i...

26346

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Był taki dokument (bardzo dobry) o Bercie Sternie, przedstawionym tam jako nieledwie największy geniusz fotografii komercyjnej. Mocno naciągane, ale gość rzeczywiście pracował dla największych magazynów i robił sesje aktorkom i modelkom z pierwszej ligi, m.in. jako ostatni fotografował Marilyn Monroe. Pod koniec filmu Bert mówi o nieuchronnym znalezieniu się w ślepej uliczce życia, kiedy staje się ono całe przeszłością, wielkim archiwum, które nigdy nie doczeka się uporządkowania, pogrążając się stopniowo w jakiejś entropii. Pozostają blaknące wspomnienia i coraz bardziej ograniczone plany na przyszłość: kupić nowe krzesło, zrobić przegląd auta i może zabrać się w końcu za te pudła z negatywami. Bierze do ręki jedno. "Nie wiem, co to jest" - mówi. "Nie pamiętam". To jest doświadczenie uniwersalne, które chyba od dłuższego czasu jest udziałem Chrisa N. To znaczy, jeszcze TP zrobi z nim wywiad, do jakiegoś gremium zaproszą, ale twórcze życie ma za sobą. Zostanie z niego na pewno tamto zdjęcie sprzed kina "Moskwa", przypominane przy każdej co okrąglejszej rocznicy stanu wojennego. Natomiast Elżbieta Jaworowicz to, z całym szacunkiem, nie MM i jej zdjęcia raczej nie pójdą w Sotheby's za setki tysięcy funtów. Starzenie się jednostki to jedno, a uwiąd fotografii prasowej to drugie. Zabiła ją nadpodaż i wyczerpanie zasobów. A także cyfra, smartfony i Internet. Dawniej wojny pokazywali tacy jak Nachtwey czy nasz śp. Miller, uzbrojeni w kosztowny sprzęt i wysyłani przez zamożne redakcje. Dzisiaj robią to sami uczestnicy wydarzeń i dzielą się tym w ułamku sekundy, często nie za pieniądze, a za złudę "atencji". Kogo obchodzą spóźnione i zawsze jakoś nieautentyczne, pozowane foty zawodowców? Chyba Cartier-Bresson powiedział, że kiedyś (a musiało to być naprawdę dawno) wystarczyło skierować obiektyw w dowolną stronę, żeby zrobić interesujące zdjęcie, które mógł docenić cały świat. World Press Photo czy agencja Magnum to były marki. Dzisiaj są parodią samych siebie. Cytaty z cytatów z cytatów. Któregoś roku na World Press Photo eksperymentalnie nagrodzono serię zdjęć z Google Street View i chyba tylko to pamiętam z tamtej edycji. The Guardian codziennie proponuje mi tuzin zdjęć, z których niegdyś każde warte byłoby nagrody. ;) "Jest już dosyć zdjęć na tym świecie" - mówi Stern. Stąd pewnie ta melancholia u Chrisa Niedenthala i nostalgia za niby przaśną i szarą, ale jednak "skrycie barwną" komuną, gdzie mimo niskich zarobków stoły w uginały się od żarcia. Zwłaszcza kiedy goszczono Polaka z Anglii, czyli już z definicji "kogoś". Jak wielu emerytów tęskni za światem prowincjonalnym, lecz przyjaznym, gdzie go niby inwigilowano, ale swobodnie właził na klatkę schodową każdego bloku i nie musiał pytać fotografowanych ludzi o zgodę na wykorzystanie wizerunku. A teraz jakieś RODO-srodo. "Człowiek na ulicy niekoniecznie ma prawo do swojego wizerunku – przebywa przecież w miejscu publicznym. Tak uważam". Głupio powiedziane. Człowiek w publicznej toalecie tez jest w miejscu publicznym. Wszelkie podglądanie, podsłuchiwanie, nagrywanie, fotografowanie może mu przeszkadzać. Tak uważam i takie jest prawo w całej Europie. A od zdjęć z wysoka teraz są drony.

W ostatnim momencie przed zamknięciem teatrów, w jednym z krakowskich, widziałem spektakl „Robotnica”. Na poziomie koncepcji spektakl nawiązuje do wspomnianego w wywiadzie, przemilczanego i wciąż spychanego w cień udziału kobiet w historii przemian w Polsce. Mimo, ze reżyserka jest młoda kobieta, cieszę się, ze ta krzywdząca perspektywa jest również dostrzegana przez starsze pokolenie;)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]