Potrzeba cudotwórcy

Po jednej z wizytacji mających na celu ocenę słynnego zakonnika „Święte Oficjum uznało, że problemem nie jest sam ojciec Pio, ale to, co się wokół niego dzieje” (zob. tekst pt. „Świętość nieokrzesana”).
Czyta się kilka minut

Włoski kapucyn był postacią ogromnie barwną i – jak się łatwo zorientować, czytając zamieszczony obok jego portret – bardzo kontrowersyjną. Tym niemniej równie, a nawet bardziej kontrowersyjne jest to, co się działo – i dzieje się nadal – wokół tego świętego: z jednej strony poważne oskarżenia, z drugiej kult, który otaczał go już za życia, a po śmierci został oficjalnie zaakceptowany w ramach procedury kanonizacyjnej.

Kult ten bowiem, co do skali wyjątkowy, co do istoty jest zjawiskiem znacznie bardziej powszechnym i niezwiązanym tylko ze stygmatykiem z San Giovanni Rotondo. Praktycznie w każdej kulturze i religii można się spotkać ze zjawiskiem „ubóstwiania” konkretnych ludzi – tj. traktowania ich jako swego rodzaju „inkarnacji” sacrum w świecie. Rozumienie tego „ubóstwienia” może być różne; zależy w dużej mierze od szerszego kontekstu doktrynalnego. W niektórych tradycjach religijnych istnieje dobrze określone miejsce dla takich osób – jako guru, lamy, cadyka – w których przejawia się rzeczywistość transcendentna i związek z którymi jest dla innych wyznawców właściwie konieczny. W chrześcijańskiej dogmatycznej wizji świata miejsce to zarezerwowane jest dla Jezusa. Ale, jak się okazuje, także dla wielu chrześcijan postać Mistrza z Nazaretu jest zbyt odległa i nieuchwytna, by zaspokoić potrzebę namacalnego kontaktu z „Bożym człowiekiem”.


ŚWIĘTOŚĆ NIEOKRZESANA

Plotki i manipulacje służyły tak chwale, jak i zniesławianiu ojca Pio. Mija 130. rocznica urodzin świętego, który wciąż budzi kontrowersje - weź, czytaj tekst o o. Pio.


Traktowanie ojca Pio przez jego niektóre adoratorki i niektórych adoratorów jako „nowego wcielenia Chrystusa” jest zapewne skrajnym przejawem zjawiska. Tym niemniej nawet ci, którzy dalecy byli od utożsamiania ojca Pio z Chrystusem, przybywali do niego z daleka i z wielkimi oczekiwaniami, wiążąc się z nim relacją pełną czci i emocji. To zaś, że przypadek ojca Pio jest objawem czegoś szerszego i cały czas obecnego, widać choćby w tym, że podobny fenomen dotyczy także innych osób (choć w różnej skali): tysiące ludzi ciągną na spotkania z o. Johnem Bashoborą, o. Jamesem Manjackalem, setki – z o. Danielem Galusem.
Ktoś powie: na spotkaniach z każdym z wymienionych zdarzają się cuda (a przynajmniej: wydarzenia za takie uznawane). Chodzi zatem po prostu o ludzką potrzebę cudu – o niezgodę na świat „odczarowany” przez nauki przyrodnicze, o to, by empirycznie doświadczać bezpośrednich interwencji Boga w bieg natury. Zapewne. Lecz, moim zdaniem, chodzi tu o coś jeszcze. Inny jest klimat pielgrzymek do „miejsc cudami słynących”. Temperatura i charakter osobistych emocji kierowanych ku ludziom takim jak ojciec Pio wskazuje, że nie chodzi o potrzebę cudu, lecz cudotwórcy, o sacrum namacalnie uosobione.

Można się zżymać na taki przejaw religijności. Lepiej jednak spróbować go głębiej zrozumieć: być może bowiem mówi on o czymś bardzo istotnym dla naszego człowieczeństwa. Co to takiego? Nie jestem pewien. Ale zjawisko, któremu można by nadać nazwę „ojciec Pio”, jest dla mnie ważnym pytaniem. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2017