Reklama

Polska jedzeniem podzielona

Polska jedzeniem podzielona

05.12.2016
Czyta się kilka minut
Pojawiający się coraz częściej na naszych stołach jarmuż z pewnością nie wyeliminuje schabowego z kapustą. Obyczaje kulinarne czekają nie tylko na dobrą zmianę – czekają na dekomunizację.
Paweł Bravo jest kierownikiem działu Kraj, felietonistą kulinarnym „Tygodnika Powszechnego” i restauratorem. Fot. Magdalena Bravo
K

Kwestia jedzenia pozostaje najłatwiejszym z dostępnych mierników narodowego ducha. Nieuprzedzony obserwator dzięki niej właśnie może zyskać pewność, jak mylne są próby nazywania stanu rzeczy przez pryzmat topornych przeciwstawień tradycji i innowacji, swojskości i obcości, wschodu i zachodu.

I choć tyle się mówi o tożsamości zbiorowej, powrocie idei narodowej, tymczasem ów wymiar egzystencji, gdzie tożsamość przybiera najłatwiejszą do uchwycenia widzialną postać, pozostał poza polem zainteresowania sfer szeroko pojętej władzy. Budzi również obojętność kontrelit, wciąż dzierżących klucze do tego, co to znaczy w Polsce być nowoczesnym.

Kebab i duma narodowa

Rzetelne spojrzenie na to, co i jak Polacy jedzą, może sprawić zawód każdemu: zwolennikom tezy o istnieniu ontologicznie odrębnego polskiego żywiołu, zachowującego swą niezmienną istotę mimo...

14000

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W artykule mowa o tym, co jemy / nie jemy i dlaczego. To bardzo ciekawe. Mowa o śniadaniu, obiedzie i kolacji - mnie od lat zastanawia, kiedy jemy co, czyli pory posiłków. Śniadanie - wiadomo, rano albo przynajmniej do południa, po przebudzeniu / wstaniu z łóżka, ale dalej już nic nie jest proste. Obiad? Przeciętna polska rodzina, w której dorośli pracują na etatach, a dzieci chodzą do szkoły oraz uprawiają różne pozalekcyjne aktywności, zjada obiad późnym popołudniem, pewnie nie wcześniej niż 17 - rzadko która praca dziś rozpoczyna się przed 8, czyli kończy przed 16, trzeba do domu dojechać, a i pociechy po szkole biegną a to na basen, a to na angielski, no i trzeba ten obiad jeśli nie ugotować to podgrzać i podać. O której zatem jedzą kolację? O 20? Wcześniej? I co - kanapki? A może wcale niemała część z kolacji rezygnuje? To byłyby tylko dwa posiłki? Zaraz, zaraz - a co jedzą w pracy? Drugie śniadanie przy biurku, czyli kanapkę i herbatę? Bo przerwy obiadowej (OBIADOWEJ!) raczej się nie stosuje. Pracowałam w jednej z naszych ambasad (kraj skandynawski) w latach 90., kierująca placówka osoba chciała wprowadzić przerwę na lunch - tak przecież funkcjonowała dookolna rzeczywistość, sensowne było więc dopasowanie do niej. Eksperyment trwał krótko, bo pracownicy zdecydowani preferowali kanapkę z herbata przy biurku w pakiecie z wcześniejszym dotarciem do domu po pracy. Rozmawiam czasem z moimi koleżankami/kolegami w pracy, że fajnie byłoby mieć w ciągu dnia godzinę przerwy - jeden by coś zjadł, inny załatwił sprawy bankowe, jeszcze inna zakupy, a przede wszystkim po godzinie przerwy naprawdę inaczej się pracuje, to jest też czas, w którym mogą np. wyparować złe emocje. Nikt, ale to nikt się ze mną nie zgadza - ani starzy (do których się zaliczam) ani młodzi, wszyscy, ale to wszyscy pukają się w czoło na pomysł, że mieliby kończyć nie o 16 a o 17. Za to dzieci w szkole otrzymują... obiad, a nie drugie śniadanie, czyli w domu jedzą drugi obiad. Z tego wniosek, że część społeczeństwa je dwa śniadania, a inna część dwa obiady. Co z kolacją – pewnie różnie. Tak wygląda dzień powszedni, bo sprawa zmienia się gwałtownie w weekendy, a zwłaszcza w niedziele. W niedziele przeciętna polska rodzina jada obiad w godzinach od 13 do (najpóźniej!) 15. Rozumiem, że wtedy kolacja około 18? Dlaczego Polacy inaczej jadają w dni powszednie, inaczej w weekendy? Oczywiście każdy ma prawo jadać kiedy chce, lubi i mu wygodnie, ale ciekawi mnie - dlaczego? Kiedy o to pytam, nie dostaję sensownych odpowiedzi, najczęściej pytani dziwią się razem ze mną, to znaczy uświadamiają sobie to i się dziwią. Najczęściej słyszę, że wygodnie jest mieć obiad wcześniej "z głowy", ale bodaj nie spotkałam się ze stwierdzeniem, że skoro przez pięć dni spożywam główny posiłek dnia o 17.30, to w niedzielę o 14 zwyczajnie nie jestem głodny... To jednak nie wszystko - na wczasach z wyżywieniem, kilkudniowych szkoleniach, itp. - jadamy śniadanie, obiad (ok. 13-14) i kolację (na ciepło). Czy zatem główny posiłek "powszedni", spożywany ok. 17.30 to obiad czy kolacja? Magdalena

Szósta w południe.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]