Pod chmurką. Felieton Jacka Podsiadły

19.09.2022

Czyta się kilka minut

FOT. ARCHIWUM PRYWATNE /
FOT. ARCHIWUM PRYWATNE /

Biała chmurka wygląda niewinnie. Nie zwróciłbym na nią uwagi, gdyby nas Mikołaj nie zawołał, nie popędzał i nie pokazał chmurki palcem. Dziwne było tylko, że taki samotny obłoczek pojawił się na ogromnym, całkowicie bezchmurnym niebie. Jakby pan B. pyknął z fajeczki.

Zobaczyliśmy go (obłoczek, nie pana B.) i dopiero wtedy dobiegło naszych uszu głuche „pyk”.

– Tyle zostaje z ruskiej rakiety – powiedział Mikołaj, patrząc na chmurkę.

Nie miał racji. Sami mnie z Marharytą zaprowadzili kiedyś do lasu w miejsce, gdzie spadł wraży pocisk. Nie wiadomo, zestrzelony czy źle wycelowany – byli na miejscu wojskowi, dokonali oględzin, ale nic nie powiedzieli. I tamta rakieta narobiła szkód, ale w lesie: wykopała lej, poraniła drzewa odłamkami. W powietrzu nic po takiej nie zostaje, w przestworzu to fraszka, igraszka, zabawka blaszana. Wszystko spada na ziemię.

Zaraz po pyknięciu dostaliśmy po sms-ie, że proszę się nie niepokoić, coś tam może i pyknęło, ale nasza obrona przeciwrakietowa nie śpi.

To Marharyta napisała do mnie podczas pierwszych ataków na Charków, że jest w piekle. I – z nutą żalu – że pewnie pozostaję pacyfistą. Żalu, ale nie wyrzutu: od razu wiedziała, że kto nie był w piekle, ten go nie zrozumie.

No i zostałem piewcą wojny, choć nie od razu. Sprawdziło się nie tylko to, co o wojnie przeczytałem, ale nawet to, co sam, bazując na domysłach, napisałem. Napisałem choćby, że podczas wojny wzrasta cena wszystkiego, pieczywa i każdej sekundy, a pocałunki i potrawy nabierają smaku. I że wojna to klarowna, męska przystań. Widziałem całkiem sporo zagubionych mężczyzn, którym wojna pomogła się odnaleźć. O niektórych przynajmniej słyszałem. Wira opowiadała o znajomym, który wrócił z wojska jako wrak psychiczny, fala i te sprawy. Teraz poszedł do obrony terytorialnej i odmieniło go to. Nabrał pewności, spokoju. Przestał chodzić do psychologa i wcale nie dlatego, że daleko. Z początku na każdym błokpoście widywało się miejscowych, umundurowanych w kamizele odblaskowe albo pseudokhaki, uzbrojonych w co kto miał, zadowolonych z życia jak wędkarze. Siedzieli, kurzyli i jedli, ojczyzny swojej strzegli. I widać było, że smakowało im. Teraz większość tych błokpostów porasta trawa. Taka trawa potrafi wyrosnąć wszędzie, wystarczy, że trochę piasku wysypie się na asfalt z worków z piaskiem, i już kiełkuje. Za to na błokpostach, które pozostały aktywne, przybyło wojska i jest ono prawdziwsze niż to po wsiach.

Od piewcy do piewicy droga niedaleka. Wojna straszna rzecz. Jak kogoś zabiją, to on już nie żyje. Ale dzięki wojnie zrozumiałem, że naprawdę lubię ludzi. A były w tym względzie pewne wątpliwości.

Ludzi nie lubię dopiero, kiedy się z kimś pokłócę. Z Tomkiem pokłóciłem się na fejsie. Poszło o ruskich, „puszkinistów”, ukraińską propagandę i hasła wypisywane przez żołnierzy na orężu, gorsze niż z Coelho i jeszcze mniej oryginalne („Boże, po śmierci zabierz mnie do nieba, bo w piekle już byłem”, czy jakoś tak). Doszło do tego, że w nieparlamentarnych słowach obiecaliśmy sobie trzymać się od siebie z daleka. A teraz po drodze Tomek niespodziewanie objawił się w Lublinie. Słyszał, jak rozmawiam z Olą, że tyle się nazbierało tych dronów i noktowizorów, że muszę gdzieś wyładować połowę karmy i kanistrów. Zaoferował pomoc i kiedy na uroczystej kolacji wznoszono toasty za Ukrainę i Serhija w szczególności, on jeden dygał ze mną po schodach z ciężarami. Lał się z nas pot i w jednej chwili powiedzieliśmy to samo: że nareszcie robimy coś, co ma choć trochę sensu, w odróżnieniu od siedzenia przy laptopkach i nadrapielania po klawiszkach.

Coś mi mówi, że Ukraina może przegrać wojnę przez własną biurokrację. Do tej pory udawało mi się przekraczać granicę bez papierkowej roboty, mówiłem celnikom, że jestem nikim, a pomoc humanitarną wiozę do miejsca, które musi pozostać tajne. To, co zadziałało przy psiej karmie, benzynie, kamizelkach kuloodpornych i nawet dronach, nie zadziałało przy noktowizorach. I Serhij, który odpowiadał za noktowizory od Oli, musiał zdobyć skan certyfikatu od wojskowych w Charkowie i wypełnić deklarację. Było to trudne, bo w ogromnym budynku biura na granicy nie było zasięgu sieci, nie było też ani jednego długopisu. Ostatecznie posiadaczem jedynego długopisu na granicy kraju ogarniętego pożogą wojenną okazałem się ja, a Marharyta, stojąc godzinkę ze smartfonem w górze, dała radę odebrać skan, który należało jeszcze wydrukować. A po wszystko stało się w kolejce. Kiedy odstaliśmy swoje w kolejce do drukarki, okazało się, że pieczęć na wydruku skanu nie jest dość czytelna. Celnik bezinteresownie doradził nam stanąć w kolejce do innego pomieszczenia, gdzie drukarka rzekomo drukowała lepiej, ruscy tymczasem bombardowali bezbronny bez naszych dronów i noktowizorów Charków.

Na działeczce pod Charkowem, z którego Marharyta z Mikołajem wynieśli się dla bezpieczeństwa, siedzi się wieczorami tym przyjemniej, że obowiązuje zaciemnienie. Nikt na całej Ukrainie nie potrafił mi wyjaśnić, jaką rolę spełnia dzisiaj zaciemnienie, które dawniej służyło temu, żeby lotnicy nie widzieli z bombowców, co gdzie jest na ziemi. Uznaję więc, że to dla nastroju. Pijemy herbatkę. Nocne niebo nad Charkowem różni się od naszego tym tylko, że częściej przesuwają się po nim świetlne punkciki. Drony.

– To nasz, bo leci z tej strony – mówi Mikołaj.

– A tamten? Ten, co leci w tamtą stronę?

– Też nasz – mówi z pełnym przekonaniem.©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Poeta, prozaik, dziennikarz radiowy, tłumacz i felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Laureat licznych nagród literackich, pięciokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej „Nike”. W 2015 r. otrzymał Wrocławską Nagrodę Poetycką „Silesius” za… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Pod chmurką