Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pochwała wyobraźni

Pochwała wyobraźni

04.04.2016
Czyta się kilka minut
Do czego możemy wykorzystać wyobraźnię? Co nam po fikcyjnych opowieściach? W czym nam mogą pomóc? Gdzie nas zaprowadzą?
Próba medialna spektaklu „Siódemka” Ziemowita Szczerka w Teatrze Zagłębia, Sosnowiec, 1 kwietnia 2016 r. Fot. Dawid Chalimoniuk / AGENCJA GAZETA
C

Chwaląc wyobraźnię, sławiąc jej zbawienny wpływ na nasze życie i afirmując jej sprawczą moc, należy zawsze odwoływać się do przykładów. Nie ma bowiem nic gorszego niż wyobraźnia ujęta w sidła teorii, złapana w kleszcze akademickich pojęć, przyszpilona filozoficznym wywodem.

Mając w pamięci powyższą przestrogę, zamierzam zaprezentować poniżej pewien literacki tekst, w przypadku którego rzeczywistość ustąpiła miejsca fikcji, choć nie została przez tę ostatnią całkowicie zasłonięta. Pozwoli mi to odpowiedzieć na trzy pytania. Jak zamienia się strzelbę lepażewską na szynel? Czy opłaca się wymieniać przyzwoitą lepażówkę na ciepły płaszcz? I dlaczego bez wzmożenia wyobraźni nic (ani strzelba, ani płaszcz) nie ochroni nas przed upadkiem formy życia?

Na polowanie czy do krawca?

W krótkim szkicu pt. „Jak powstał typ Akakiusza Akakiewicza?” Wasilij Rozanow przedstawia genezę słynnego opowiadania Gogola pt. „Szynel”. Historia tekstu prezentowana jest w nietypowy sposób, który przypomina nieco narrację z Platońskiej „Uczty”: jeden z bohaterów przywołuje zdarzenia, o których dowiedział się od innego bohatera, który to bohater wszystko usłyszał od kogoś, kto co prawda nie był naocznym świadkiem, ale takiego świadka spotkał i wysłuchał jego opowieści. Zatem Rozanow przywołuje słowa niejakiego N. S. Tichonrawowa, który wiedzę na temat tekstu Gogola pozyskał z pisemnej relacji P. W. Annienkowa. Ów Annienkow – czytany u Rozanowa – znał pisarza, przyjaźnił się z nim, a od czasu do czasu pomagał mu nawet w przepisywaniu rękopisów niektórych dzieł, co jest wyraźnym sygnałem dla czytelnika, że tej relacji można zaufać.


CZYTAJ CAŁY MAGAZYN LITERACKI "KSIĄŻKI W TYGODNIKU"


A było tak. W mieszkaniu Gogola odbywały się regularne spotkania grupy intelektualistów (pisarzy, literaturoznawców, krytyków i artystów), podczas których dyskutowano na bieżące tematy polityczne i kulturalne, nie stroniąc przy tym od opowiadania dowcipów i anegdot. Jedno z takich posiedzeń odbyło się w 1834 r. Właśnie wtedy na świat przyszedł Akakiusz Akakiewicz Kamaszkin, bohater „Szynela”. Nie rodził się w bólach, ale nadużyciem byłoby stwierdzenie, że wyłonił się od razu w postaci gotowej. Jeden z uczestników spotkania opowiedział anegdotę o ubogim urzędniku, który przez długi czas odkładał pieniądze na zakup strzelby lepażewskiej (myśliwskiej broni odtylcowej, która w XIX w. produkowana była we francuskiej rusznikarni Jeana Le Page’a). Zaraz po nabyciu upragnionego artefaktu bezimienny ów kancelista wybrał się na polowanie: wypłynął łódką na Zatokę Fińską, by zasadzić się na ptactwo. Nie wiadomo, co nim powodowało, gdy ułożył strzelbę na dziobie swojego czółna (łódka była naprawdę maleńka), a następnie przymknął oczy (być może chciał nacieszyć się chwilą?). Gdy je otworzył, jego ukochanej pukawki odtylcowej na przedzie drewnianej łajby już nie było, ściągnęła ją bowiem w wodne odmęty trzcina, obficie porastająca pas przybrzeżny. Na próżno nasz urzędnik nurkował za swoją zgubą. Był tak przygnębiony, że po powrocie do domu z miejsca się rozchorował. Sczezłby marnie, gdyby nie koledzy z kancelarii, którzy postanowili zrzucić się dla niego na nową lepażówkę.

Historia zrobiła na Gogolu piorunujące wrażenie: słuchał jej w skupieniu, na jego twarzy malował się frasunek, jako jedyny nie śmiał się, gdy opowieść znajomego dobiegła końca. Tamtego wieczoru – pisze Rozanow za Tichonrawowem, który prezentuje całe zdarzenie wedle relacji Annienkowa – zrodził się w głowie pisarza pomysł na „Szynel”. Kancelista pozostał kancelistą, choć Gogol podkręcił kilka jego cech: ogólną pierdołowatość, przywiązanie do codziennych rytuałów i sumienność w wykonywaniu urzędniczych obowiązków. Zmiany dotyczyły tła (koledzy Akakija nie szczędzą mu złośliwości i w chwili próby pozostawiają go na pastwę losu) oraz upragnionego artefaktu: strzelba zmieniła się w szynel.

Kamaszkin odkłada pieniądze na nowy płaszcz (stara kapota jest już tak znoszona, że krawiec nie chce jej zacerować), ale gdy udaje mu się wreszcie obstalować nowy przyodziewek, los płata mu figla. Wracając z przyjęcia, które znajomi z urzędu zorganizowali na jego cześć, zostaje napadnięty przez draba i traci nowiuteńki szynel. Zdarzenie to wprawia go w tak otchłanną depresję, że niedługo później umiera. Gogol wprowadza jeszcze jeden fabularny chwyt: sugeruje mianowicie, że w mieście pojawiło się widmo Kamaszkina, które straszy przechodniów. Ale w to uwierzą wyłącznie nieuważni czytelnicy.

Co zrobił pisarz? Uruchomił wyobraźnię, by przekształcić rzeczywistość w fikcję. Albo inaczej: za pomocą fikcyjnych narzędzi wydobył z rzeczywistości to, co w niej najciekawsze i/lub najdotkliwsze. Gdybyśmy się odwołali do klasycznych ustaleń Arystotelesa, który w „Poetyce” kreśli różnicę między historykiem a poetą, moglibyśmy powiedzieć, że Gogol – niczym klasyczny poeta – zajął się nie prawdą, lecz prawdopodobieństwem. Nie pozostał wierny zdarzeniom, lecz poddał je pracy fantazji, która niecnie się z rzeczywistością obeszła, wykorzystując ją do swych sekretnych celów. Nie znaczy to wcale, że opowieść nabrała przez to cech fantastycznych. Perypetie przedstawione w opowiadaniu wciąż przypominają realne wydarzenia, mimo że nie pozostają w bezpośrednim związku z tym, co uchodzi za oryginał całej historii. Piszę: „uchodzi”, bo – podobnie jak w przypadku dialogu Platona – nie możemy mieć pewności, że wyobraźnia nie zadziałała również na wcześniejszych etapach. Przecież opowiadacz z grupy Gogola mógł dorzucić do tej historii coś od siebie, Tichonrawow mógł niedokładnie zacytować Annienkowa, a temu mogło się przydarzyć jakieś inne „nieszczęście”, osłabiające pamięć i odkształcające rzeczywistość.

Nie ma zatem znaczenia, czy idziemy z kancelistą na polowanie, czy do krawca – w obu przypadkach rzeczywistość została już pochwycona przez wyobraźnię. Ważna jest odpowiedź na inne pytanie: do czego Gogolowskie dzieło wyobraźni może nam się przydać? Jak możemy się nim posłużyć? Co nam po fikcyjnym szynelu?

Osiemnasty wielbłąd

Pytanie ma charakter praktyczny. Na pozór nie musimy sobie tego nawet tłumaczyć! Przecież każde dziecko wie, że wymyślanie historii pozwala na stworzenie innego – alternatywnego, paralelnego – świata, w którym niejednokrotnie dzieją się ciekawsze rzeczy niż w tzw. prawdziwej rzeczywistości.

Bohaterka powieści Linn Ullmann „We mgle” tłumaczy córce, czym jest wyobraźnia i dlaczego warto ją rozwijać. Jej mąż – ojciec dziecka – jest pisarzem, więc zadanie wydaje się banalne: wystarczy odwołać się do jego doświadczeń, by wyjaśnić dziewczynce sekret fantazji. Córka reaguje jednak irytacją i zniecierpliwieniem. Nie rozumie, dlaczego dorośli przekonują ją, że powinna porzucić świat, w którym żyje, w którym jest zadomowiona i w którym czuje się bezpieczna. Nie chce dłużej na ten temat rozmawiać. Być może błąd polega na tym, że bohaterka Ullmann opowiada o wyobraźni zbyt abstrakcyjnym językiem. Owszem, wspomina o pracy pisarskiej męża, czyli przywołuje przykład z życia, ale jej ascetyczna narracja nie jest w stanie rozbudzić w dziecku fikcjotwórczych pragnień.

Spróbujmy zatem inaczej. W niewielkiej książce pt. „Proteusz i radykalna wyobrażeniowość” Kristupas Sabolius, litewski pisarz i filozof, opowiada baśń o trzech synach i mistrzu o imieniu Nasreddin. Synowie próbują uporać się z problemem, który pozostawił im w spadku ojciec. W testamencie zaznaczył, że połowa jego majątku ma przypaść w udziale najstarszemu synowi, jedna trzecia średniemu, a jedna dziewiąta najmłodszemu. Kłopot nie w tym, że nie dostali po równo, lecz w tym, że schedą jest siedemnaście wielbłądów. Nie da się rozdzielić zwierząt wedle wskazówek ojca, chyba że jedno z nich zostanie uśmiercone i poćwiartowane.

Synowie udają się do mułły Nasreddina, który – dzięki niepośledniemu talentowi matematycznemu i ogromnej pomysłowości – w mig znajduje rozwiązanie: pożycza im wielbłąda (osiemnastego do kolekcji). Połowa z osiemnastu to dziewięć, jedna trzecia – sześć, zaś jedna dziewiąta – dwa. 9 + 6 + 2 = 17. A zatem osiemnasty wielbłąd może wrócić do swojego prawowitego właściciela. Wypełnił swe zadanie.

Przytoczona przez Saboliusa legenda stanowi doskonały komentarz do naszego codziennego doświadczenia. Wszystkie jej elementy – no, może poza dosłownie rozumianymi wielbłądami – pojawiają się w naszym świecie. Mamy oto do czynienia z sytuacją, w której więzy rodzinne determinują sposób postępowania bohaterów. Synowie pozostają wierni tradycji, kochają i szanują swojego ojca, pielęgnują pamięć o nim, dlatego za wszelką cenę chcą znaleźć rozwiązanie problemu. Więcej: obliguje ich do tego prawo (testament jest oficjalnym dokumentem, który reguluje kwestie związane z podziałem majątku). Jednym z tematów tej krótkiej baśni jest także ekonomia. W jaki sposób sprawiedliwie podzielić coś, co wydaje się niepodzielne? Oto pytanie, z jakim do mułły Nasreddina przychodzą bohaterowie. I wreszcie: etyka. Synowie nie chcą zabić wielbłąda, mimo że to najkrótsza droga do celu. Tradycja (obyczajowość), prawo, ekonomia i etyka – żadna z tych dziedzin nie przynosi rozwiązania zagadki. Potrzebna jest wyobraźnia, a jest nią osiemnasty wielbłąd.

Nie tylko dlatego, że po prostu trzeba mieć wyobraźnię, by wymyślić rozwiązanie takiego problemu. Przede wszystkim dlatego, że nasza władza tworzenia fikcji, wymyślania nieistniejących światów działa dokładnie tak, jak wypożyczone przez mułłę Nasreddina zwierzę. Pojawia się w polu naszej świadomości jako nadmiarowy element, który w dostępnej nam na co dzień rzeczywistości otwiera nową drogę. Sabolius sugeruje, że ów wielbłąd może nawet nie istnieć. Niezbędna jest bowiem wyłącznie jego idea, nieodzowne jest jego widmo, które pozwala nam spojrzeć na świat w inny sposób, daje nam szansę na zmianę parametrów percepcji i stworzenie nowych warunków działania. Testament pozostawiony przez ojca to w pierwszej kolejności wyzwanie dla wyobraźni bohaterów. By poradzić sobie w świecie, potrzebne są im rozmaite zdolności: znajomość prawa i obyczajów wspólnoty, ekonomiczny zmysł i etyczny kompas. Ale żaden z tych fakultetów nie starczy za wszystko. Koniecznym dopełnieniem jest wyobraźnia, czyli idea osiemnastego wielbłąda, dzięki której przenoszą się w inne – lepsze – miejsce.

Proteusz

Skoro to takie oczywiste, to dlaczego przedkładamy prawdę nad prawdopodobieństwo i dlaczego zaczytujemy się w książkach, które uwodzą nas obietnicą bezpośredniego dostępu do świata? Chcemy prawdy bardziej prawdziwej niż życie i realności bardziej rzeczywistej niż nasze codzienne doświadczenie. Dlaczego? Odpowiedzi po raz kolejny poszukam w literaturze i raz jeszcze pójdę za wskazówką Saboliusa (który, tak na marginesie, ma świetną rękę do wynajdywania literackich przykładów, ale za bardzo te historie dusi filozoficznym celofanem).

W czwartej pieśni „Odysei” Homer opowiada o zapasach między Menelaosem, królem Sparty, a Proteuszem, morskim starcem, opiekunem fok Posejdona. Ten pierwszy chce wrócić do domu, ale jedno z olimpijskich bóstw więzi go na wyspie Faros (cisza morska trzyma okręty w zatoce; kończą się zapasy żywności; Atryda jest wyczerpany i przygnębiony). Pewnego dnia Ejdotea, córka Proteusza, litując się nad losem podróżnego, wyjawia mu sekret. Jej ojciec w południe wychodzi z morza, by na brzegu uciąć sobie drzemkę między fokami. A że jest on bóstwem posiadającym wiedzę na temat uczynków i decyzji innych olimpijskich figur, warto go schwytać i skłonić do przekazania cennych informacji, które być może pozwolą Menelaosowi opuścić Faros. Proteusz posiada dar przepowiadania przyszłości. Może też dowolnie zmieniać swą postać. Atrydzie udaje się go złapać i zmusić do mówienia, ale wcześniej obserwuje wspaniały spektakl metamorfoz. Opiekun fok najpierw wciela się – jak pisze Jan Parandowski – w bujnogrzywego lwa, następnie staje się smokiem, panterą, odyńcem, płynącą wodą, wreszcie rozłożystym drzewem. Wyczerpawszy wszystkie fortele, zmęczony walką, wraca do swojej „właściwej” postaci i udziela Menelaosowi informacji na temat jego przyszłego losu.

Sabolius sugeruje, że walka między Menelaosem a Proteuszem to starcie świadomości z wyobraźnią. Próbujemy oddzielić złudzenie od prawdy, przedrzeć się przez zasłony porozwieszane przez fantazję, by dotrzeć do fundamentu, na którym wspiera się rzeczywistość. Cel jest oczywisty: chodzi o kontrolę nad światem. Silny uścisk, w którym Atryda trzyma morskiego starca, to symbol naszego pragnienia: chcemy panować nad swym losem i przyszłością. Tradycja, prawo, ekonomia i etyka – tak, ale bez żadnej domieszki fikcji. Albo inaczej: wyobraźnia tak, ale wyłącznie na naszych prawach, w ograniczonym zakresie, jako służebnica rynku i instytucji.

Jednak wiadomości przekazywane przez Proteusza można potraktować także jako część gry. Przecież morski starzec w dużej mierze mówi to, co Atryda już wie albo czego sam może się domyślić. Owszem, nie wciela się w przerażające stwory, więc sprawia wrażenie kogoś, kto został usidlony, ale tak naprawdę wciąż prowadzi swą grę, tylko innymi środkami. Upodabnia się do swojego rozmówcy, naśladuje jego ruchy, podsuwa mu to, co świadomość interlokutora chce uznać za prawdziwe. Być może Menelaos więcej by zyskał poddając się procesowi metamorfoz, stając się częścią spektaklu przekształceń. Nauczyłby się wówczas – dzięki pracy wyobraźni – jak odmienić swój los poprzez fikcję, a to pozwoliłoby mu nie tylko opuścić wyspę, ale też inaczej zamieszkać wybrane przez siebie miejsce.

Bohater Gogola jest kopistą. Pracuje w urzędzie, a jego zadanie polega na przepisywaniu dokumentów. Powiela słowa wymyślone przez kogoś innego, pokornie naśladuje cudze wzory. Jeśli szynel jest metaforą jego formy życia (a jest to bardzo przekonująca interpretacja), to zapewne kapota przeciera się właśnie dlatego, że jest zużyta od tego ciągłego kopiowania gotowych rozwiązań. Jedyne, co Kamaszkin może zrobić, to obstalować sobie nowy płaszcz, uszyty na podobieństwo starego, w którym będzie mógł dotrzeć do kancelarii, swojego sanktuarium, gdzie po raz kolejny odda się rytuałowi powtórzenia. „Nowy” szynel nie jest tak naprawdę żadną „nowością”, nie zmienia parametrów egzystencji Akakija, pozostawia go zamkniętym w starych formach, znoszonych krojach duszy.

Żeby tę przeszkodę pokonać, potrzebna jest interwencja wyobraźni. W świecie, do którego należy Kamaszkin, musi się pojawić widmo. Ale nie to, które rzekomo widzą mieszkańcy Petersburga po śmierci urzędnika (to po prostu drab, który z Akakija zdarł płaszcz, a potem grasował w nim po mieście). Niezbędny jest osiemnasty wielbłąd! ©℗

GRZEGORZ JANKOWICZ (ur. 1978) jest filozofem literatury, krytykiem i tłumaczem. Pracownik Centre for Advanced Studies in the Humanities UJ. Juror Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Redaktor działu Kultura „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów literackich Fundacji Tygodnika Powszechnego. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. W 2016 r. kurator festiwalu Read My World w Amsterdamie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]