Wielka Brytania skręca politycznie na lewo. Co to oznacza dla niej oraz dla Europy?

„Czas na zmianę” – obiecuje Keir Starmer, lider brytyjskiej Partii Pracy. Po 14 latach spędzonych w opozycji jej wygrana w przedterminowych wyborach, zaplanowanych na 4 lipca, wydaje się pewna.
ze Szkocji
Czyta się kilka minut
Walcząc desperacko o głosy, Rishi Sunak odwiedził też najdalsze zakątki Szkocji. Na zdjęciu: premier (w środku), szef zajmującej się energią odnawialną firmy Global Energy Roy MacGregor (z prawej) i lider szkockich torysów Douglas Ross (z lewej). Port w miasteczku Nigg, 23 maja 2024 r. // Fot. Henry Nicholls / AFP / East News
Walcząc desperacko o głosy, Rishi Sunak odwiedził też najdalsze zakątki Szkocji. Na zdjęciu: premier (w środku), szef zajmującej się energią odnawialną firmy Global Energy Roy MacGregor (z prawej) i lider szkockich torysów Douglas Ross (z lewej). Port w miasteczku Nigg, 23 maja 2024 r. // Fot. Henry Nicholls / AFP / East News

David Duguid, poseł Partii Konserwatywnej z okręgu Banff i Buchan w północno-wschodniej Szkocji, w maju wciąż przebywał w szpitalu, ale z optymizmem myślał już o postępującej rehabilitacji i rychłym, miał nadzieję, powrocie do pracy. Do szpitala trafił kilka tygodni wcześniej z powodu choroby kręgosłupa i zapalenia płuc.

Wiadomość, że przyspieszone wybory odbędą się już w czwartek 4 lipca – nie zaś w drugiej połowie tego roku, jak wcześniej sądzono – spadła na niego równie niespodziewanie, co na innych polityków i zwykłych obywateli. Duguid, który w 2017 r. odbił mandat w tym okręgu z rąk Szkockiej Partii Narodowej – po tym jak politycy SNP piastowali go przez 30 lat – szybko się jednak zmobilizował. Uznał, że mimo kłopotów ze zdrowiem będzie kandydować: „A jeśli zostanę wybrany, będę nadal służył wam wszystkim niestrudzenie i jak tylko potrafię najlepiej”.

Czekała go jednak kolejna niespodzianka: nie rozmawiając z nim wcześniej, szef szkockich konserwatystów Douglas Ross ogłosił, że Duguid nie znajdzie się na liście. Na jego miejsce wskoczy zaś on, Ross, choć jeszcze niedawno deklarował, że poświęci się Szkocji, a mandat w Londynie go nie interesuje.

TONĄCY OKRĘT |  To życie wewnętrzne brytyjskich torysów w dalekim zakątku Szkocji jest ciekawe o tyle, że jest typowe dla ich ogólnej kondycji.

Choć Partia Konserwatywna znana jest z bezwzględności, „cios w plecy” Duguida oburzył mieszkańców regionu bez względu na poglądy. Oraz miejscowych działaczy. Niektórzy zapowiedzieli, że opuszczą nawet partię. Tu trzeba podkreślić, że północno-wschodnie obszary Aberdeenshire i Moray są jednym z niewielu miejsc w Szkocji, gdzie konserwatyści mogli liczyć na przewagę. Postępek Rossa odebrano więc jako podwójnie niewłaściwy: najpierw ze względu na jego obcesowość, a po wtóre jako „skok” na okręg stosunkowo „bezpieczny”. Pod falą krytyki Ross obiecał w końcu, że jeśli uzyska mandat, zrezygnuje z przewodzenia torysom w Szkocji.

Dlaczego ten incydent mówi sporo o całej partii, również w Anglii? Okazuje się, że i tam politycy walczyli o „bezpieczne” okręgi, w innych zaś brakowało chętnych. Z ponownego kandydowania zrezygnowała też rekordowa liczba posłów, wśród nich tak znani jak była premier Theresa May czy Michael Gove, były minister.

Kolejne prognozy są bezlitosne: torysi stoją w obliczu klęski. Według sondażu dziennika „Sunday Times” z połowy czerwca mogą zdobyć jedynie 72 z 632 mandatów, podczas gdy opozycyjna lewicowa Partia Pracy aż 456. Tak złego rezultatu torysi nie uzyskali nigdy w historii (najgorzej poszło im w 1906 r., gdy mieli 156 mandatów). W 2019 r., za Borisa Johnsona, wprowadzili do Izby Gmin 365 posłów.

Inne sondaże są dla nich ciut łaskawsze (przewidują ponad sto mandatów), ale we wszystkich przewaga laburzystów jest miażdżąca.

LISTA PROBLEMÓW | „Teraz jest ten moment, aby Brytania wybrała swoją przyszłość” – mówił premier Rishi Sunak, ogłaszając datę przyspieszonych wyborów. Również w kampanii powtarzał, że w tym głosowaniu chodzi o przyszłość. Z kolei Keir Starmer, lider Partii Pracy, mówi, że chodzi o zmianę – to hasło laburzystów.

Trudno jednak Sunakowi skłonić Brytyjczyków, by patrzyli tylko w przyszłość, skoro konserwatyści są u władzy od 14 lat i w tym czasie składali wiele obietnic, których nie spełnili. Fakt, czas był burzliwy: pandemia, wojna w Ukrainie, podwyżki cen energii. Ale nie wszystko było determinowane przez czynniki zewnętrzne, tymczasem lista problemów rośnie – ilościowo i jakościowo, bo nowych przybywa. To np. katastrofalne w ostatnich latach zanieczyszczenie rzek i wód przybrzeżnych w wyniku zrzutów nieoczyszczonych ścieków.

Co jest najważniejszym tematem tej kampanii – pytam prof. Tima Bale’a, politologa z Queen Mary University w Londynie.

– To zależy, dla kogo. Dla polityków konserwatystów liczą się podatki, dla laburzystów gospodarka i opieka zdrowotna. Z kolei politycy Liberalnych Demokratów wskazują na temat ścieków i opiekę społeczną, a partia Reform UK na imigrację – wylicza Bale.

– Jeśli natomiast chodzi o wyborców, najważniejsze są dla nich koszty utrzymania, szeroko pojęta gospodarka i sprawy zdrowotne. Co do pewnego stopnia wyjaśnia przewagę Partii Pracy w sondażach – dodaje politolog.

Wielu Brytyjczyków chce oddać głos na laburzystów z jednego powodu: byle tylko odebrać władzę torysom.

SŁOWO NA „B” | Jest jedna kwestia, wokół której w Wielkiej Brytanii panuje osobliwe milczenie: to brexit, który miał i będzie mieć wpływ na brytyjską gospodarkę i sprawy życia codziennego.

Coraz więcej Brytyjczyków wydaje się żałować decyzji o opuszczeniu Unii Europejskiej. Za błąd uważa to obecnie 55 proc. mieszkańców Wysp. Jedyną grupą wiekową, w której większość jest odmiennego zdania, są osoby powyżej 65. roku życia: 57 proc. z nich uważa, że brexit był właściwym krokiem. Ponad połowa Brytyjczyków deklaruje, że w ciągu pięciu lat powinni mieć szansę głosować w ponownym referendum. Gdyby takie się odbyło, za członkostwem w Unii głosowałoby dziś 60 proc. obywateli.

Tymczasem żadna partia tego wątku nie porusza – poza Szkocką Partią Narodową [patrz wywiad z Iainem Macwhirterem w dziale Świat – red.].

– Nawet Liberalni Demokraci z wielką ostrożnością podkreślają, że proponują jedynie powrót do Wspólnego Rynku, ale nie do całej Unii – mówi prof. Bale. – Torysi nie mogą o tym mówić, bo wiedzą, że nie był to sukces, bez względu na to, jak udają, że jest inaczej. Z kolei Partia Pracy nie chce stracić popierających brexit wyborców. Powrót do Europy i tak nie jest możliwy w najbliższym czasie, więc po co masz ryzykować alienację wyborców przez mówienie pozytywnie o Unii czy wspominanie o oczywistych wadach brexitu? Zwłaszcza że wielu przeciwników brexitu i tak będzie na ciebie głosować.

NIGEL WRACA DO GRY | Choć zwycięzca jest niemal pewny, wiele interesujących rzeczy rozgrywa się dziś na drugim planie.

Przykładowo ugrupowanie Reform UK zrównało się w sondażach z Partią Konserwatywną lub nawet minimalnie ją prześcignęło. Jego lider Nigel Farage, który był twarzą brexitu, powtarza, że w tych wyborach rozstrzygnie się, kto będzie prawdziwą opozycją wobec przyszłego rządu Partii Pracy. Nie skrywa ambicji, aby była to jego partia.

Jak znacząca może być obecność posłów Farage’a w ławach Izby Gmin?

– Jest mało prawdopodobne, aby Reform UK zyskała więcej niż kilka mandatów, bo poparcie dla niej jest rozproszone, co przy naszej ordynacji jest wadą – ocenia prof. Bale, nawiązując do faktu, że w Wielkiej Brytanii w każdym okręgu mandat zdobywa tylko jeden kandydat, ten z największą liczbą głosów. – Farage to będzie raczej samotny głos przyciągający uwagę. Spodziewałbym się natomiast, że jego parlamentarzyści lub – co bardziej prawdopodobne – parlamentarzysta, szybko dołączy do Partii Konserwatywnej.

Tym jednym parlamentarzystą może być sam Farage, którego część komentatorów wskazuje nawet jako możliwego przyszłego lidera torysów. On jednak deklaruje, że nie jest zainteresowany ubieganiem się o członkostwo w Partii Konserwatywnej. „Myślę, że lepszym rozwiązaniem byłoby jej przejęcie” – stwierdził niedawno.

CI MNIEJSI | Sondaże wskazują na jeszcze jeden ciekawy trend: w tych wyborach, w przeciwieństwie do tych z roku 2019, zyskują mniejsze partie.

Dwie największe, torysi i laburzyści, mogą łącznie otrzymać najmniej głosów od czasu II wojny światowej. Z kolei poparcie dla mniejszych ugrupowań wzrosło od początku kampanii o pięć punktów – tak wynika z badania agencji Opinium (gdy w tym okresie przed poprzednimi wyborami spadło o dziesięć).

Powodem może być rosnąca frustracja i nieufność obywateli wobec formacji głównego nurtu – kryzys zaufania do polityków jest wśród Brytyjczyków faktem. W corocznym badaniu British Social Attitudes okazało się, że jedynie 14 proc. mieszkańców Wysp wierzy, iż parlamentarzyści przedkładają dobro kraju nad dobro partii. W latach 80. XX wieku uważało tak 40 proc. ankietowanych. Nieufność wobec rządu jest silniej obecna wśród tych, którzy poparli brexit.

„Kolejny rząd stanie nie tylko przed wyzwaniem, jak ożywić gospodarkę i polepszyć usługi publiczne. Będzie też musiał odpowiedzieć na obawy społeczeństwa, które jak nigdy przedtem ma wątpliwości co do wiarygodności i skuteczności systemu rządzenia krajem” – podkreślał w „The Times” doświadczony politolog prof. John Curtice.

Dodajmy, że w tym samym badaniu British Social Attitudes ponad połowa pytanych wskazała na konieczność reformy systemu wyborczego, tak aby mniejsze partie mogły zyskać więcej mandatów.

NA PÓŁNOCY | Tymczasem dawny okręg Davida Duguida nadal przechodzi wstrząsy. W połowie czerwca Partia Pracy zawiesiła tu swojego kandydata po tym, jak media przypomniały, że Andy Brown podważał sprawstwo Rosji w ataku nowiczokiem (bronią chemiczną) w brytyjskim mieście Salisbury; w 2018 r. rosyjscy agenci usiłowali zabić tam zbiegłego z Rosji funkcjonariusza jej wywiadu i jego córkę. Brown, który zarzutom zaprzecza, nadal może kandydować, ale jeśli zostałby wybrany, to jako poseł niezależny.

W sondażach na prowadzeniu jest tu na razie kandydat SNP Seamus Logan. Jeśli wygra, Szkocka Partia Narodowa odzyska ten kawałek kraju, który utraciła w 2017 r. w związku z brexitem. Bo choć większość Szkotów głosowała w referendum w 2016 r. za pozostaniem w Unii, to jednak szkoccy rybacy głosowali za wyjściem. A że rybołówstwo to jeden z filarów gospodarki tej części Szkocji, taki też był tu wynik referendum (61 proc. za brexitem). W efekcie wpłynęło to rok później negatywnie na poparcie dla proeuropejskiej SNP.

Teraz tematem przesądzającym o wyniku – obok gniewu i rozczarowania, widocznych w całym kraju – może być sprawa nowych odwiertów ropy i gazu na Morzu Północnym. Konserwatyści są za, Partia Pracy przeciw, a SNP lokuje się pomiędzy.

Gdy zaś idzie o Davida Duguida, to w połowie czerwca poinformował on, że opanował poruszanie się na wózku inwalidzkim i może już usiąść. Jego zwolennicy są przekonani, że zdobyłby mandat nawet ze szpitalnego łóżka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Brytania skręca na lewo