To jeden z tych eksponatów, które nie krzyczą o uwagę, nie przyciągają wzroku natrętnym blaskiem. Zwykła szara stalówka bez grawerów i złoceń, prosta drewniana obsadka.
Narzędzie do pisania spoczywa na podstawce z kałamarzem, obłożonej grafitową okładziną z imitującymi marmur żyłkami. Co jest zatem w nim tak szczególnego? Jolanta Lamm opowiada: – To prezent od Margrit Strachwitz, ostatniej żyjącej córki grafa. Ofiarowała je nam w 1997 roku, kiedy przyjechała z Niemiec na otwarcie naszej izby. To niezwykle cenna pamiątka, bo jest dowodem ciągłości naszej historii.
Pani Lamm wspomina grafinię jako osobę niezwykle życzliwie nastawioną do lokalnej społeczności: – Pamiętam ją jako kobietę bardzo skromną, ale elegancką i wytworną. Często nas odwiedzała, kiedy jeszcze pozwalały jej na to siły i zdrowie. Dla szkoły przywoziła podręczniki języka niemieckiego, finansowała zakupy pomocy dydaktycznych. Zdarzało się też, że fundowała uczniom wyjazdy do Niemiec, by mogli tam doskonalić znajomość języka. Pióro zawsze jest czymś osobistym, dlatego ta pamiątka jest dla nas tak ważna, choć jej wartość jest tylko sentymentalna – podkreśla Jolanta Lamm. – A dla uczniów może być wspaniałym pretekstem do ćwiczenia wyobraźni: trzymał je w rękach ojciec „naszej groułfki”, jakie dokumenty nim podpisywał?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















