„Nie prosimy o wiele. Potrzebujemy tylko pocisków artyleryjskich i lotnictwa. Resztę zrobimy sami”. Wysprejowane po angielsku słowa w kilku miejscach obwodu donieckiego, gdzie trwają najcięższe walki, były błagalną prośbą ukraińskich żołnierzy skierowaną do Zachodu. Nie wytrzymały próby czasu. Budynki z napisami w Czasiw Jarze lub Konstantynówce systematycznie zamieniane są w stertę gruzu za pomocą rosyjskich bomb lotniczych. Ich destrukcyjny wpływ, wprowadzający nowe zasady na polu walki, może zostać zminimalizowany przez pojawienie się po ukraińskiej stronie samolotów F-16 Falcon (sokół), dostarczonych przez Zachód.
To jedna z najbardziej oczekiwanych dostaw od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Jak podała agencja Bloomberg, liczba samolotów, które 31 lipca trafiły na Ukrainę, na razie „jest niewielka”, ale do końca roku, zgodnie z deklaracją sformułowaną na szczycie NATO, ukraińskie wojsko ma dostać 20 wielozadaniowych myśliwców F-16. Mają pochodzić z Holandii, Danii, Belgii i Norwegii.
Niszczycielska siła
Zaczęło się od kierowanej bomby lotniczej KAB 250. To 250 kg trotylu zmieszanego z heksogenem i odłamkami. To ulepszona, bo wyposażona we własny napęd i nawigację, sowiecka bomba FAB (fugazno-awiacjonnaja), potocznie zwana „głupią”. Hamzat, służący obecnie w Batalionie Szejka Mansura po stronie ukraińskiej, weteran wojen czeczeńskich, wspomina je z końca lat 90. Wówczas za pomocą m.in. FAB-ów Rosjanie obracali w gruz miasto Grozny. Radzieckie wojska używały tego typu ładunków już w latach 40. XX wieku. Znajomi żołnierze dokładnie wskazują za to miejsce i czas, kiedy jedno z poważniejszych zagrożeń zaczęły stanowić KAB-y – to Awdijiwka na początku 2023 r.
W 2023 r. takie bomby lotnicze zagrażały zazwyczaj typowym przyfrontowym miastom w obwodzie zaporoskim. Były zrzucane przez rosyjskie bombowce taktyczne. Ich zasięg i masa ładunku stale ewoluowały. 29 kwietnia 2024 r. dwa KAB-y o masie kilku ton spadły na Charków. W porównaniu z nimi pierwsza wersja, czyli KAB 250, sprawia wrażenie „niewiniątka”. Spuszczone zostały z terytorium Rosji, ponad 30 km od miasta. Od tego czasu, wyznaczającego przełom w konflikcie zbrojnym, KAB-y stały się kolejnym punktem na długiej liście zagrożeń, spędzających sen z powiek mieszkańcom nie tylko Charkowa, ale też innych dużych miast, jak choćby Mikołajów czy Zaporoże.
Największe zagrożenie
Przez ukraińskich żołnierzy KAB-y są wymieniane jednym tchem z uderzeniowymi dronami FPV. To największa plaga tej wojny. Przed dronami kamikadze, wykorzystywanymi przez Rosjan na większą skalę, niż może sobie pozwolić strona ukraińska, trudno uciec. Zwłaszcza że rozwijają znacznie większą prędkość niż biegnący przez okop człowiek czy nawet rozpędzony samochód. Ale istnieją skuteczne sposoby ich unieszkodliwiania, jak umieszczony w ziemiance lub na samochodzie REB (z rosyjskiego radioelektronnaja borba – walka radioelektroniczna), czyli wykorzystująca emisję elektromagnetyczną zagłuszarka sygnału, przerywająca łączność między dronem i jego operatorem.
Przed KAB-em nie można się uchronić. Lecącej bomby nie da się zestrzelić, przynajmniej nie siłami, jakimi dysponuje ukraińska armia. Można schować się w piwnicy, usłyszawszy zawczasu jego upiorny świst, ale w przypadku kilkutonowego ładunku nawet to może nie pomóc.
Siły się wyrównają
To stało się jedną z najbardziej charakterystycznych cech pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Klasyczną ofensywę Rosjanie zaczęli zastępować ścieraniem z powierzchni ziemi ukraińskich pozycji i całych miast leżących na kierunku natarcia. W dniach poprzedzających zajęcie przez Rosjan Awdijiwki i chaotyczny ukraiński odwrót na pozycje (należące do najsolidniejszych, bo stawiających Rosjanom czoła jeszcze od 2014 r., jak słynny „Zenit”) na atakowany region spadało po kilkadziesiąt KAB-ów na dobę, znacząc ziemię charakterystycznymi lejami. Ukraińska strona nie dysponowała siłami zdolnymi strącać samoloty Su-35, które przenoszą bomby.
Dwa dni przed przełomowym, jak się okazało, 31 lipca rozmawiałam o sytuacji z kilkoma znajomymi żołnierzami. Kręcili nosami, twierdząc, że obietnice na temat F-16 słyszą regularnie od roku.
Dostawa pierwszych F-16 nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona ani przez Wołodymyra Zełenskiego, ani gen. Ołeksandra Syrskiego, głównego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy. Choć zdjęcie nieba nad Lwowem, z widoczną sylwetką rzekomo F-16, już obiegło media społecznościowe.
Tekst powstał dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















