Władimir Putin jest elastyczny. Wprawdzie nie co do celów strategicznych – te są niezmienne. Cele polityki Moskwy wobec Zachodu, ogłoszone jeszcze w grudniu 2021 r., tuż przed atakiem na Ukrainę, to nadal wypchnięcie Stanów z Europy, osłabienie NATO, zniszczenie europejskiej solidarności i odzyskanie strefy wpływów w Europie Środkowej.
Elastyczne są za to narzędzia: Putin dostosowuje instrumentarium do zmieniających się warunków i graczy. Podbój Ukrainy, który miał być blitzkriegiem, ślimaczy się, generując coraz większe ryzyko i koszty. Ale Putin nie składa broni. Ugrywa niewiele, niemniej zbiera ziarnko do ziarnka.
Rosyjski dyktator z nadzieją patrzył na wstrząsaną niepokojami Amerykę. Liczył, że wreszcie uśmiechnie się do niego szczęście i lokatorem Białego Domu zostanie Donald Trump, z którym będzie można się dogadać. Nie tylko w sprawie Ukrainy, ale szerzej: nowego otwarcia w światowym układzie sił, z mocniejszą pozycją Rosji. Za dobrą monetę przyjmowano w Moskwie buńczuczne przechwałki Trumpa, że gdy zostanie prezydentem, błyskawicznie zakończy wojnę w Ukrainie (dodajmy, że to atrakcyjnie brzmiący ogólnik, za którym nic nie stoi).
Scenariusze od nowa
Już na początku amerykańskiej kampanii wyborczej celowniki machiny propagandowej Rosji wymierzono więc w Joego Bidena. W codziennych seansach nienawiści, jakie serwuje rosyjska telewizja (nie pada tam ani jedno słowo bez porozumienia z odpowiedzialnymi za propagandę urzędnikami Kremla), zastępy „ekspertów” wylewały na Bidena wiadra nieczystości. Wyśmiewano jego podeszły wiek, przejęzyczenia i potknięcia, wyszydzano nieudaną debatę z Trumpem, powtarzano insynuacje dotyczące domniemanych szemranych interesów jego samego i członków jego rodziny. No i krytykowano w niewybrednych słowach jego politykę wsparcia dla Ukrainy.
Decyzja o rezygnacji, ogłoszona przez Bidena 21 lipca, była dla Moskwy zaskoczeniem. Gotowe już scenariusze trzeba będzie pisać od nowa. „Swoją rezygnacją Biden zepsuł grę i pomieszał szyki nie tylko Partii Republikańskiej, ale także rosyjskiej agenturze, usiłującej pod pozorem negocjacji pokojowych zmusić Ukrainę do kapitulacji” – twierdzi emigracyjny socjolog Igor Ejdman.
Ejdman wskazuje, że „wynajęci przez Kreml zwolennicy rozmów próbowali przekonać Ukraińców do ustępstw na rzecz Putina, zanim do władzy dojdzie Trump i sytuacja Ukrainy ulegnie pogorszeniu. Teraz szantażowanie Trumpem mija się z celem, bo jego szanse na wygranie wyborów są mierne”.
Niezmienne żądanie kapitulacji
Tymczasem również cele Kremla wobec Ukrainy pozostają niezmienne.
Miesiąc temu Putin ponownie określił, jakich ustępstw oczekuje od Kijowa. Po pierwsze, o statusie Krymu nie ma mowy: Krym jest rosyjski na wieki. Po drugie, konieczne jest przekazanie Rosji tych części obwodów zaporoskiego, donieckiego, ługańskiego i chersońskiego, których rosyjska armia nadal nie zdobyła (brytyjscy eksperci wojskowi szacują, że na ich podbój – jeśli wojna toczyć się będzie w takim tempie jak teraz – Rosja potrzebuje co najmniej pięciu lat i złożenia w ofierze półtora miliona zabitych i rannych).
„Co do pozostałych warunków, trudno powiedzieć coś konkretnego. Można założyć, że Rosja zażąda, aby Ukraina nie została przyjęta do NATO, domagać się będzie wyznaczenia limitu liczebności ukraińskiej armii czy określenia (uprzywilejowanych) praw ludności rosyjskojęzycznej” – ocenia politolog Władimir Pastuchow z University College London.
Czy to poważne przygotowanie do rozmów pokojowych z Ukrainą i jej partnerami? Przecież to – niezawoalowane – żądanie kapitulacji. Kto się nabierze na Putina jako gołąbka pokoju? Dla niego prowadzenie wojny jest dziś narzędziem sprawowania władzy. Utrzymanie się u steru rządów jest nadrzędne wobec wszystkich innych celów, jakie realizuje.
Testowanie zachodnich polityków
Wojna w Ukrainie jest postrzegana przez obsługę Kremla jako szansa na osiągnięcie bardziej dalekosiężnych celów. Jeden z nadwornych autorów koncepcji bezpieczeństwa, Siergiej Karaganow, mówi wprost (w wywiadzie dla portalu Ukraina.ru): „Będziemy zwalczać armię ukraińską, bo to armia najemna, ale naszym głównym celem jest otrzeźwienie i zmuszenie do wycofania się Zachodu, póki jeszcze jest to możliwe. W przeciwnym razie to my będziemy musieli się wycofać z ogromnymi stratami. To będzie hańba”.
Karaganow to zwolennik zmiany doktryny użycia broni jądrowej (obniżenia progu jej potencjalnego zastosowania w celu odstraszania wroga i sprawdzania jego reakcji). Takie wypowiedzi – a specjalizuje się w nich nie tylko Karaganow, ale też były prezydent Dmitrij Miedwiediew – są powtarzanym od czasu do czasu testem wobec zachodnich polityków.
„Gorzej niż małpa z granatem”
Wróćmy do ostatnich dynamicznych wydarzeń w Stanach, gdzie na politycznym firmamencie pojawia się dziś nowa gwiazda: Kamala Harris. Namaszczona przez Bidena, nominację na kandydatkę Partii Demokratycznej ma już właściwie zapewnioną.
W Moskwie nigdy nie miała ona dobrej prasy. W polityce wobec Ukrainy grała dotąd ściśle według linii wyznaczonej przez Bidena, wielokrotnie wspomagała go w podróżach dyplomatycznych na rzecz pomocy dla Ukrainy, wypowiadała się w tym samym co prezydent duchu. Poza tym: podczas wystąpienia na konferencji bezpieczeństwa w Monachium odpowiedzialnością za śmierć Aleksieja Nawalnego obarczyła władze Rosji, udzieliła poparcia Julii Nawalnej, spotkała się z nią, napisała o niej artykuł dla tygodnika „Time”.
Grono komentatorów, którzy na co dzień opowiadają telewidzom, jak rozumieć świat, w jednej chwili przerzuciło się więc z krytykowania Bidena na dyskredytowanie Harris. W sztandarowym programie „Wieczór z Sołowjowem” dano do zrozumienia, że poważnie traktuje się wypowiedziane niegdyś przez Trumpa słowa: „Kamala Harris jest stuknięta” – i wałkowano temat jakości jej śmiechu, sugerując, że to świadectwo braku równowagi psychicznej.
Wszelkimi sposobami
Jednak zdecydowanie ponad te poziomy wystrzelił Andriej Sidorow, dziekan wydziału polityki międzynarodowej MGU: „Kamala z guzikiem atomowym to gorzej niż małpa z granatem” – oświadczył. Tak, to słowa dziekana jednego z wydziałów Moskiewskiego Uniwersytetu im. Łomonosowa. Elegancki pan, w garniturze i krawacie, oblatany w sprawach światowej polityki. Inni eleganccy panowie próbowali zaglądać pani wiceprezydent pod kołdrę. Jednocześnie nie dostrzegając nic zdrożnego w „sukcesach” Trumpa w podbijaniu niewieścich serc.
Niezależnie od tego, jak potoczą się losy kampanii wyborczej w USA i kto wygra 5 listopada, nieodmiennym celem rosyjskich władz w odniesieniu do USA pozostaje podsycanie podziałów i chaosu, utrącenie niekorzystnych dla Moskwy projektów (przede wszystkim wsparcia dla Ukrainy) i wywołanie kryzysu wszędzie, gdzie tylko się da.
Wszelkimi sposobami: cyber-podchodami, straszeniem otwartym konfliktem jądrowym, przyjaźnieniem się z państwami nieprzyjaznymi Ameryce, oddziaływaniem na nastroje społeczne w USA poprzez agenturę, uwodzeniem pożytecznych idiotów „na rosyjską duszę”, opłacaniem usług medialnych itd., itp. Przy tym oficjalnie Moskwa twardo zapewnia, że wybory są wewnętrzną sprawą USA i nie zamierza się do nich mieszać.
W krzywym zwierciadle
Czasem dowcip lepiej opisuje skomplikowane sprawy polityczne niż dogłębne analizy. A jeśli politolog połączy swoją wiedzę z żartobliwym konceptem, wychodzi z tego trafny opis sytuacji.
Iwan Prieobrażenski, niezależny rosyjski politolog żyjący dziś na Zachodzie, przeniósł amerykańską rzeczywistość w realia Rosji:
„Powiem tak: słabeusz z tego Bidena. Zrezygnował z walki o reelekcję. Czy »wielki lider narodu« tak się zachowuje? A przecież wystarczyłoby, aby zrobił pięć kroków. Pierwszy: należy rzucić hasło »Nie ma Bidena – nie ma Ameryki« [nawiązanie do hasła »Nie ma Putina – nie ma Rosji«, sformułowanego przez przewodniczącego Dumy – red.]. Tych, którzy się opierają, wsadzać na 7 lat za ekstremizm. Tych, którzy grzebali w sprawach syna Bidena, skazać na 19 lat, wysłać do łagru na Alasce i tam zabić. Krok drugi: nie dopuścić do zarejestrowania kandydatów Partii Republikańskiej w wyborach. W ogóle. Żadnych. Kto będzie protestować – wsadzić”.
I dalej: „Krok trzeci: odebrać Muskowi wszystkie aktywa, przekazać je Obamie. Muska też wsadzić, ma się rozumieć. Krok czwarty: Tuckera Carlsona [dziennikarz, który zrobił wywiad z Putinem – red.] ogłosić agentem zagranicznym i terrorystą, Fox News pozbawić licencji. W CNN najlepszy czas antenowy oddać propagandystom (…). Krok piąty: wysłać na adres domowy Pelosi worki listów zwyczajnych Amerykanów z prośbą, by Biden pozostał. Zmienić konstytucję i zatwierdzić wyzerowanie dotychczasowych kadencji. I tyle. Dalej można pleść dyrdymały o tysiącletniej historii USA, o podgryzających kraj Irokezach i Komanczach i o tym, że Kanadę wymyślił Lincoln [Putin twierdzi, że Ukrainę wymyślił Lenin]”.
Konkluzja Prieobrażenskiego: „Wszyscy będą bić brawo, a te brednie trafią do podręczników historii. Najważniejsze to rządzić wiecznie. Jak prawdziwy wódz narodu”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















