Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Piękny człowiek z ludu

Piękny człowiek z ludu

23.12.2011
Czyta się kilka minut
Początek pierwszego listu Miłosza do Alberta Camusa brzmi: "Nie jest pan moim mistrzem, ale mógłby się pan stać uzasadnieniem mojej egzystencji".
U

Urodzili się w tym samym czasie: Miłosz był od Camusa o dwa lata starszy. Dwa obszerniejsze teksty, jakie napisał o Camusie, dzieli przeszło 30 lat. Pierwszy z nich jest nekrologiem, który powstał zaraz po śmierci pisarza (1960), drugi nosi datę 1995, impulsem do jego stworzenia było opublikowanie "Pierwszego człowieka", niedokończonej powieści, którą Camus miał przy sobie w momencie śmiertelnego samochodowego wypadku. Zetknęli się z sobą w świecie idei, które ich otaczały, ale też w świecie materialnym. Wydawać by się mogło, iż ślad biograficznej wspólnoty jest wątły i przelotny. Nie jest tak przecież do końca.

Symbolicznym miejscem dla ich związku mogłoby być mieszkanie Simone Weil przy Ogrodzie Luksemburskim. Tam udał się Camus po otrzymaniu Nobla, by odbyć intymny seans duchowy przy stole, przy którym pracowała Simone. Tam też odwiedzał matkę Weil Miłosz, budując podstawy swej nowej umysłowej fascynacji. W późnej książce "O podróżach w czasie" Miłosz umieszcza Camusa w kręgu XX-wiecznych wielkości, znajdujących się po stronie dobra. Używa języka wzniosłego, czyniąc minione stulecie okresem podziałów czarno-białych: "Wiek XX pozostanie dla nas wiekiem wielkich zbrodniarzy, ale też nielicznych jasnych postaci, których myśl twórcza, być może, przechyla szalę zwycięstwa dobra nad złem. Wśród tych postaci widzę Simone Weil i Alberta Camus, ale też Tomasza Mertona".

Dwóch chłopców

Miłosz odczuje biograficzne pokrewieństwa późno i wtedy napisze o "Pierwszym człowieku". Spotkanie z człowiekiem z krwi i kości nastąpiło znacznie wcześniej: w latach 50. Camus jest u szczytu sławy, ale też w apogeum konfliktu z Sartre’em. W Paryżu zjawia się mało znany polski pisarz, który do legendy paryskiego Lewego Brzegu odnosi się krytycznie bądź ironicznie, choć jest też rozdarty pomiędzy niechęcią wobec Sartre’a jako osoby i aprobatą dla jego dzieła a emocjonalnym podziwem dla Camusa.

W archiwum Gallimarda zachował się list Miłosza do Alberta Camusa, lektora i redaktora wydawnictwa. Jego pierwsze zdanie (dające do myślenia, bo nie wydaje się tylko grzecznościowe ani przypadkowe) brzmi: "Nie jest pan moim mistrzem, ale mógłby się pan stać uzasadnieniem mojej egzystencji". Z kolei przyjaciel Miłosza, Konstanty Jeleński, pisał do poety: "Czy nie jesteś bardziej podobny do małego Poulou (bohater powieści Sartre’a "Słowa") niż do Camusa, jak sądzą niektórzy?". Z Camusem miałaby łączyć Miłosza według Jeleńskiego "przystojność" i "pływalnia", czyli upodobanie do ćwiczeń fizycznych. Czy fizyczne wyróżnienie było przekładalne na "sferę ducha"?

Co ciekawe, wątek "dwóch chłopców" podejmie sam Miłosz, choć w innym kontekście. Nazwie mianowicie Sartre’a "brzydkim mieszczaninem", zaś Camusa "pięknym człowiekiem z ludu". Jaką urodę i jaką brzydotę ma na myśli? Znajdujemy się niespodziewanie, wraz z tymi aluzjami, w świecie powieści Balzaca. Camus to młodzieniec, który - jak Rastignac - wkracza na paryskie salony wyposażony w urodę i rychło je podbija, choć potem związkiem wstrząsać będą liczne konflikty. Sartre w tym świecie istnieje, nie musi się wkradać w jego łaski. Drogi dwóch chłopców się rozchodzą - ten motyw tkwi mocno w Miłoszowej wyobraźni. Tak jak mijają się Mickiewicz i Słowacki, albo przechodzą obok siebie Conrad i Wyspiański.

Miłosz i Camus... Każdy z tych dwóch przybywa z zewnątrz do miejsca centralnego: są nimi Warszawa i Paryż, zaś początek wędrówki to Wilno i Oran. Wilno z wczesnych tekstów Miłosza jest "miastem zamkniętym i niezrozumiałym dla kogoś z zewnątrz". Esej Camusa o Oranie podkreśla, iż dla przybysza wszystko w tym mieście jest dziwne; podobnie dziwna jest rodzinna Europa Miłosza. Camus jest "ubogim Francuzem" z zamorskich prowincji; młody Miłosz - choć ze szlacheckim rodowodem - za ojczyznę uważa prowincjonalną Litwę i jest prowincjuszem w stolicy, zaś gdy po raz pierwszy trafia do Paryża lat 30., niewiele różni się od przybyszów z kolonii, ukrywających domowe obyczaje. Nie jest co prawda jego udziałem życie skrajnie ubogie, którego autor "Obcego" tak się wstydził.

Więzi ze światem dzieciństwa trwają poprzez głęboki, nienaruszalny związek z matkami. Czyli niepiśmienną Hiszpanką z Algieru i urodziwą szlachcianką z Litwy, na której kolanach mały chłopiec odbył swoje pierwsze wielkie podróże. Te ślady okażą się wyjątkowo trwałe i będą biegły jak wyrazisty szew przez całą twórczość ich obu. Aż po ostatnie dedykacje Camusa "dla tej która nigdy nie będzie mogła tego przeczytać", czy późne wiersze Miłosza: "Ty jedna, mądra i sprawiedliwa, umiałabyś mnie uspokoić, / tłumacząc, że zrobiłem tyle, ile mogłem"...

Kronika czasu zarazy

Świat czytanych przez nich książek okazuje się uderzająco podobny. Jak Miłosz, Camus już w szkole czyta św. Augustyna. Obaj poznają wielkie powieści: Tołstoja, Daniela Defoe, Melville’a. Klasyczna epika wciąż wydaje się najlepszym wzorem do naśladowania - co potem okaże się dyskusyjne. Miłosz pisze pod wpływem Defoe esej "Legenda wyspy", przy pomocy Tołstoja chce zrozumieć istotę "wojennego przeżycia", woli Balzaca od Conrada, gdyż mimesis jest mocnym wędzidłem potrzebnym wojennej tragedii. Camus, już w latach wojny, zrozumie, iż to Defoe inny niż autor "Robinsona Crusoe" może dostarczyć inspiracji: ważna jest dlań nie historia człowieka i bezludnej wyspy, lecz kronika czasu zarazy. Pierwsze strony "Dżumy" powstają mniej więcej wtedy, gdy Miłosz odchodzi od prozy i jej komentowania w esejach, by stworzyć nową dykcję poetycką, czyli cykl "Świat. Poema naiwne".

Wojna nie zniszczyła ich talentów. Przeciwnie: miara klęski stała się również miarą pisarskiego zwycięstwa. Również w latach wojny zaczną obaj zastanawiać się nad absurdem, egzystencją i nad jednostką w sytuacjach granicznych. Uderzająca zbieżność... W "Notatnikach", prowadzonych przez Camusa w latach 30., znajdujemy zdanie: "Prowadzi się życie trudne do przeżycia". Obok postawmy zdanie Miłosza: "Życie niemożliwe ale było znoszone", które biograf poety, Andrzej Franaszek, postawił jako motto swojej książki. Są to dwa ślady, dwa początki myślenia absurdalnego, które stało się przedmiotem zainteresowania obu pisarzy w latach wojny. Camus, zanim powstały jego główne dzieła, notował filozoficzne pomysły, które miały przybrać kształt powieściowej fikcji. Miłosz o absurdzie pisał, zanim znalazł się we Francji lat 50. Widać to wyraźnie w listach do Tadeu­sza Juliusza Krońskiego.

Miłosz wspominał: "w roku zakończenia II wojny światowej wybuchła w Paryżu moda na egzystencjalizm (...) W istocie nagłość tego zjawiska była złudzeniem, bo rozwijało się ono dzięki książkom wydanym w czasie wojny". Absurdalny Camus lat 50. nie był zatem dlań filozoficzną niespodzianką. Cała formacja, bez względu na miejsca, gdzie się kształtowała, posiadała zasób wspólnych problemów filozoficznych, zanim jeszcze zaczęły one promieniować i przemieniać się w modę.

Wyspy Galapagos

Partnerstwo z Camusem szczególnie ważne stało się w okresie słynnego konfliktu autora "Upadku" z Sartre’em. Miłosz opisuje go - częściowo znamy już ten cytat - tak: "był to dla mnie konflikt pomiędzy brzydkim mieszczaninem świadomym swojej brzydoty (nie tylko tej, o jakiej daje znać lustro) i pięknym człowiekiem z ludu, przystrojonym przez młodzież w szatę filozofa niezasłużenie. Jeżeli czego nie wybaczali Camusowi paryscy intelektualiści, tak pryncypialni, że poniżej pism młodego Marksa do nich nie przystąp, to ekstazy cielesnej, oderwania od systemów, które bledną w słońcu afrykańskich plaż (...) Nienawiść to namiętność, a środowisko paryskie do namiętności nie jest chyba zdolne, więc uprawia tylko drobną meskinerię, ale za to zmieniając ją w prawdziwy kunszt. Niszczy się czyjeś dobre imię na słodko, pomiędzy pochwałą i pochwałą. W recenzjach nie szczędzono Camusowi komplementów, po to jednak tylko, żeby zręcznie podbudować pogardę: dętol, akademik, zagubiony moralista".

Karali go, jak mówi Miłosz, bo lekceważył ich bóstwo: była nim Historia. Przypomnijmy, iż wyrok Sartre’a skazywał Camusa na "wyspy Galapagos", skoro nie podoba mu się ani Rosja sowiecka, ani Ameryka, ani Francja. Te metafory są znane w świecie francuskim i traktuje się je dziś podobnie, jak widział to outsider Miłosz: jako wyrafinowaną zemstę środowiska.

Intelektualny związek Miłosza z Camusem przybiera też postać gwałtownego ataku na Simone de Beauvoir. Jeśli sprawa Miłosza z Sartre’em nie jest bynajmniej jednoznaczna, autorka "Mandarynów" budzi w nim skrajną niechęć: postać Perrina w jej powieści, czyli pamfletowy wizerunek Camusa, zbudowany z insynuacji dotyczących życia osobistego pisarza, Miłosz słusznie komentuje jako wyraz osobistych animozji, pomieszanych z poprawnością polityczną.

"Upadek" i "Wzlot"

Te sygnały nie wyczerpują jednak umysłowej i emocjonalnej skłonności, jaką żywił Miłosz w stosunku do Alberta Camusa. Głębsza warstwa dotyczy etyki i uczuć religijnych w silniejszym stopniu niż ideologii. "Camus darzył mnie przyjaźnią" - wspomina Miłosz i relacjonuje jedną z ich rozmów: "Zapytał mnie, czy moim zdaniem stosowne jest, że on, ateista, posyła swoje dzieci do pierwszej komunii. Działo się to wkrótce po mojej wizycie u Karla Jaspersa, któremu zadałem pytanie o katolickie wychowanie dzieci. Odpowiedział, że jako protestant odnosi się do katolicyzmu niechętnie, ale dzieci trzeba wychowywać w swoim wyznaniu, byle dać im dostęp do tradycji biblijnej, a potem same wybiorą. Mniej więcej w tym sensie odpowiedziałem Camusowi". Wspólnota chrześcijańskich korzeni wydaje się w tej relacji, a także w tej radzie, oczywista.

Miłosz nie historycznej idei poszukiwał w pismach Camusa i nie ten ich wymiar go interesował. Poszukiwał natomiast owego, wspomnianego w liście, "uzasadnienia egzystencji". I znajdował je - w ograniczonym oczywiście stopniu - w świecie uczuć religijnych i w bliskim takiemu światu uzasadnieniu czynów jednostki jej poczuciem moralnym. Myślał o czynie etycznym albo nie-etycznym, nie zaś o czynie jako konsekwencji politycznych opcji, dlatego tak ciekawa jest jego interpretacja "Upadku". Miłosz omija interpretacje biograficzne, które uprawiali zwykle francuscy krytycy. Widzi w powieści teologiczny traktat i zaczątek Hiobowej historii, a zatem również własne tematy. Lekturę umieszcza w przestrzeni augustiańskiej, ale też przestrzeni Lwa Szestowa i Simone Weil, wyjaśnia, iż twórczość Camusa jest "jakby nowoczesnym komentarzem do księgi Hioba. Był to temperament jansenistyczny, to znaczy skłonny do rozpamiętywań nad potęgą zła, od którego ratuje nas tylko tak czy inaczej pojęta Łaska, w przeciwieństwie do temperamentów o upodobaniach pelagiańskich, czyli traktujących bardziej optymistycznie ludzką wolną wolę. Ponieważ Camus cechowała wielka wstydliwość, nie docenia się długu, jaki zaciągnął u pisarzy religijnych. (...) »Upadek« można interpretować jako pastwienie się nad sobą (...) Kluczem do »Upadku« zdaje się być niebo nad Amsterdamem. Obłoki na tym niebie są porównane do gołębic krążących bez ustanku nad głowami ludzi. Nie znajdują jednak żadnej głowy godnej, żeby na nią zstąpić. Czyli: człowiek nie zdoła być prawym bez Łaski, ale Łaska go nie nawiedza".

Polska wersja "Upadku", czyli "Wzlot" Iwaszkiewicza, dedykowana jawnie Albertowi Camusowi, miała być drukowana w "Preuves". Zachwycał się nią Konstanty Jeleński, wysoko cenił Miłosz. Jego szkic, opublikowany w całości dopiero dekady później, w korespondencji obu pisarzy, przyznaje pisarską wyższość Iwaszkiewiczowi. Bohater Camusa, adwokat, który nie uratował kobiety przed samobójczym skokiem do Sekwany, nie może się oczyścić z winy. Bohater Iwaszkiewicza (człowiek z ludu, co ważne) nie uratował przed śmiercią dwóch młodych Żydówek. Polska wersja opowieści o winie i karze nosi wyraziste cechy pastiszu, a jednak Miłosz wybierał jej język, ludowy i kolokwialny, przeciw "gładkiemu" stylowi Camusa. Dlaczego?

Czyżby - jak sam domniemywał - ze względu na swoją "wschodniość", czy może przyczyna była inna, niedopowiedziana do końca? Czy dwie Żydówki i anonimowa Francuzka nie równoważą się jako zadanie etyczne, właśnie ze względu na przynależność "etniczną"? Stawiam to pytanie, nie znając na nie zadowalającej odpowiedzi. "Polską odpowiedź Albertowi Camus" Miłosz napisał w roku 1958. Nie opublikował tekstu, ale jego główne założenia są widoczne w późniejszych wspomnieniach o Camusie. Czy się wewnętrznie wycofał ze stanowiska tak mocno wspierającego Iwaszkiewicza? Skłonna jestem sądzić, że tak.

***

Dwa zakończenia nie stykają się ze sobą. Camus zginął, nie przekroczywszy 50. roku życia. Wiadomo już wtedy było, że André Malraux da mu teatr. Może przestałby uprawiać literaturę fikcjonalną, znajdując miejsce w przedstawieniu, w teatrze życia codziennego? Pochowany w Lourmarin w Prowansji, wrócił do południowej prowincji i spoczywa, można by rzec patetycznie, w jej wiecznym słońcu.

Miłosz dożywa sędziwego wieku, zostaje pochowany w panteonie narodowym, w mglistym klimacie Krakowa, nie myśli pod koniec życia o porzuceniu pisarstwa na rzecz innej działalności artystycznej. Zamiast "innej przestrzeni", jak to się mogło stać w przypadku Camusa, wybiera "drugą przestrzeń": teologiczną.

Początek listu Czesława Miłosza do Alberta Camusa trzeba również rozumieć jako rodzaj wyznania w sprawie wyboru własnego miejsca wobec francuskiego świata intelektualnego. Nie nazwałabym go opowiedzeniem się po stronie "moralizmu" Camusa, jak to się czasem czyni. Wskazuje on jednak kierunek mającego nastąpić rozwoju twórczości samego Miłosza. Odchodząc od "idei" i zamykając tym samym "wiek ideologii", Miłosz zapowiadał własne wybory. Swój głęboki namysł nad religijnymi korzeniami euro­pejskiej cywilizacji.

Marta Wyka (ur. 1938) jest historykiem literatury i krytykiem literackim, kierownikiem Katedry Krytyki Współczesnej Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Dekada Literacka". Ostatnio opublikowała m.in. książkę "Przypisy do życia" (2007).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]