Pawełek

Często zwracaliśmy się do niego używając zdrobnienia: Pawełku!. Może dlatego, że rozbrajał łagodnością, chęcią zrozumienia głośnych i napastliwych, powściąganiem emocji, zwłaszcza tych złych, których świat nie oszczędzał mu, jak każdemu.
Czyta się kilka minut
 /
/

A może dlatego, że było w nim coś z dziecka? Marzycielstwo. Dążenie do utopijnego celu, którym był jakiś doskonały teatr, obojętne gdzie Paweł go urządzał. Życie w zgodzie z powinnościami inteligenckimi, nawet jeśli ten model okazywał się coraz bardziej anachroniczny i nieskuteczny w rzeczywistości obliczonej na skuteczność. Pawełek, pozostając wierny temu, co staromodnie nazywa się przyzwoitością, potrafił zabijać smoki.

Paweł Konic był oddany teatrowi. Spędzał życie w podróży, stale jeżdżąc po Polsce w poszukiwaniu ważnych i dobrych przedstawień. Czasami szukał ich tylko dla siebie, czasem po to, by skorzystać z nich w teatrze, z którym współpracował. Poznaliśmy się kilkanaście lat temu w Poznaniu. Nie pamiętam nawet, co to był za festiwal. Królowały na nim Ósemki, powoli ściągające do kraju z emigracji, i Provisorium. Czasy były euforyczne, zaczynała się nowa Polska, także teatralna. Razem jechaliśmy maluchem z Poznania do Tarnowa. Dla Pawła tak było zawsze. Ktoś nazwał go złośliwie madonną slee-pingów. A przecież bez tych podróży nie byłoby na pewno świetnego Teatru Małego w Warszawie.

Mały zaczął się w 1994 roku, równolegle zresztą z Teatrem im. Jaracza w Łodzi. Początkowo Pawełek był doradcą literackim Mieczysława Marszyckiego, który zarządzał Małym i wciąż jeszcze istniejącymi Warszawskimi Spotkaniami Teatralnymi. W pewnym sensie Paweł spowodował, że Spotkania trwały cały sezon, bo do Małego ciągle przyjeżdżały najciekawsze spektakle spoza Warszawy. Paweł urządzał też koncerty i dyskusje. To było żywe miejsce, w jakiś sposób alternatywne, przyklejone do ohydnego bingo w Domach Centrum. Miało swoją wierną publiczność, która, podobnie jak Paweł, poszukiwała mądrego i szczerego teatru. Publiczność niepokorną, a taka dla teatru jest najlepsza. Pawłowi udało się ściągnąć ją do Małego i zyskać jej zaufanie.

Mały walczył dziesięć lat. Walczył, bo ciągle komuś przeszkadzał. Potem Paweł przeniósł się do telewizji, gdzie został dyrektorem Teatru Telewizji. Nadawał się do tej pracy idealnie. Ze swą znajomością rzeczy, doświadczeniem i pomysłami. Z chęcią odtelewizyjnienia - czy inaczej - reteatralizacji teatru telewizji. Rzecz w tym, że nie miał partnerów do rozmowy. Czuł się jak dyrektor powołany do zarządzania instytucją w likwidacji.

Mam wobec Pawełka osobiste wdzięczności. Pierwszy wpadł na pomysł, żebym ułożył książkę z recenzji. To był początek “Ojcobójców". Paweł i jego żona Basia zawsze pomagali podjąć ważne decyzje i zważyć wszystkie za i przeciw.

Teraz Basia została sama, po wspólnej z Pawłem kilkumiesięcznej walce o jego wyzdrowienie i życie. Paweł Konic miał 51 lat. Zmarł w nocy z 10 na 11 listopada w Warszawie. Żegnaj, Pawełku.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2005