Reklama

Pasztet

Pasztet

24.02.2020
Czyta się kilka minut
Dzień dobry, mam wiadomość: żaden kraj nie chroni odpowiednio dzieci, ich środowiska i przyszłości.
T

Tak przynajmniej wynika z raportu opublikowanego w ubiegłym tygodniu przez komisję złożoną z ponad 40 światowych ekspertów ds. zdrowia dzieci i młodzieży, powołaną przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), UNICEF i czasopismo naukowe „The Lancet”. Oczywiście jestem spokojna, że takie grono może nie być dostatecznie wiarygodne dla wielu, w końcu każdy ma prawo wyboru autorytetów i tego, komu i w co wierzy. Przyjmijmy jednak roboczo na potrzeby tego krótkiego tekstu, że eksperci WHO tym razem się nie mylą. Dajmy szansę tej hipotezie i idźmy z nią dalej, słuchając głosu byłej premier Nowej Zelandii Helen Clark, obecnie współprzewodniczącej wzmiankowanej eksperckiej komisji, która powiedziała: „Pomimo poprawy stanu zdrowia dzieci i młodzieży w ciągu ostatnich 20 lat obecnie postęp ten zahamował, a wszelkie dokonania w tym zakresie mogą pójść na marne. Szacuje się, że około 250 milionów...

4875

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dziś, nieco z przekąsem mogę mówić, dawno dawno temu gdy byłem małym brzdącem. Przepraszam, raczej nie brzdącem - szkodnikiem. Tak, tak, przeciętna rodzina miała po czworo, pięć dzieci, jak sobie z tą gromadką radzili rodzice, bez bieżącej wody w kranie, z wychodkiem gdzieś tam, bez pralki… . Kiedyś w gronie znajomych wypłynął temat i doszliśmy do wniosku, że wedle dzisiejszych standardów, dorastaliśmy w rodzinach patologicznych. Jedliśmy może i zdrowo, ale byle jak i byle co, ubrania łatane i po starszym rodzeństwie, albo od sąsiadów, którym pociechy wyrosły. Musieliśmy pomagać, pracować, a podstawową metodą dyscyplinowania było bicie. Dziwny jest ten świat, nic nie wiedzieliśmy o tolerancji i poszanowaniu cudzej godności. Każdy odmieniec, a wtedy wystarczyło być grubaskiem, albo rudzielcem, był prześladowany przez rówieśników. Pięściami zdobywało się szacunek i pozycję w grupie. Dziś patrzę na wnuki i ich rówieśników, same zdechlaki, takie wypielęgnowane i wycyckane. Nie mają nawet możliwości samemu, bez ingerencji dorosłych, organizować sobie zabaw i czasu, rozwijać społeczne relacje w grupie i aktywnie poszaleć. Zgłupieć na pięć minut, jak powiada żona. Organizujemy im zajęcia, basem, balet, gra na instrumentach, języki obce … wszystko dla ich świetlanej przyszłości. Ten kierunek stosowany był już za mojego pokolenia i nie bardzo się sprawdził. Tych co zbyt mocno się starali dopadła samotność i rozgoryczenie, dzieci pouciekały i mają żal za zmarnowane dzieciństwo. Ale i one powielają dzisiaj ten kierunek, jeszcze mocniej dociskając śrubę. Nie sądzę aby był sposób na oddanie dzieciom beztroski dzieciństwa. Trudno powiedzieć, co tak naprawdę nakręca nasze działanie, coś w nas siedzi i zmusza do wzajemnego poganiania się, może zbyt dużo czasu mamy na rozmyślania, zbyt podatni jesteśmy na zewnętrzną presję i za mało pewności siebie w podążaniu za własnym głosem.

Przez 5 lat w GB miałem okazję się napatrzeć jak w praktyce wygląda realizacja pięknych haseł. W fitness clubie gdzie chodziłem się relaksować po pracy pracowały kolorowe dziewczyny, które musiały kupić przychylność kolegów z pracy aby zachować swoje etaty - no wiadomo jak. Gdy się zorientowałem co jest grane i próbowałem jakoś przeciwdziałać to mnie z tego klubu usunięto. A polowanie na rudych jest wciąż w Anglii popularne. Pamiętam tekst w angielskiej prasie gdzie ojciec pewnej dziewczyny się żalił, że już trzy razy przenosił córkę ze szkoły do szkoły z tej racji, że koledzy a zwłaszcza koleżanki się nad nią znęcały.

Jak objawiają nam święte księgi, Bóg wywalił nas z raju. Być może uznał, że coś poszło nie tak w dziele naszego stworzenia, a być może jesteśmy nadal poddawani temu dziełu. Trochę jak małpy urodzone w niewoli i przywracane do prawdziwego świata w dżungli. Od czasu do czasu Bóg podsyła nam proroków, którzy mają nie dopuścić do całkowitego zdziczenia. Tak czy siak, wszystko to wymysły naszego dumania i przełożenia na naszą naturę nie mają. Powinniśmy czerpać z obserwacji natury i mechanizmów jakie w niej rządzą, a nie zawracać sobie głowy wizjami powrotu do raju własnej produkcji. Jaki jest ten prawdziwy świat? Jest piękny, brutalny i nie tolerujący słabości. Wszystkie istoty na nim mieszkające, chronią własne potomstwo w sposób bardzo racjonalny, a gdy nadchodzi czas samodzielnej egzystencji, brutalnie wypychane jest w wir prawdziwego świata. U nas jest inaczej, mamy modę na wiecznych studentów, dzieci. Ma toto ponad 30 lat i niczym rzep psiego ogona, trzymają się rodziców, ci je karmią i pielęgnują, chronią przed światem. Na czym miała by polegać ochrona państwa? Zaraz nasuwają się skojarzenia takie jak, wyeliminowanie przemocy, dostatnia egzystencja, edukacja, czyste ekologiczne środowisko, ochrona zdrowia i takie tam. Słowem akwarium z rybkami, taka oranżeria dla menażerii. Taki świat już mamy, opanował półki sklepowe z warzywami. Wszystkie piękne dorodne, bez skazy, ale niech tylko poleżą kilka godzin, więdną i są wyrzucane. Nie ma to smaku ani zapachu, ale dobrze wygląda, dziś wszystko musi dobrze wyglądać.

Niegdyś w Chinach stosowano pewną wyrafinowaną torturę. Otóż usuwano skazanemu powieki skutkiem czego odbierał on nieustannie bodźce z otoczenia. Stres stopniowo się nasilał i prowadził do ciężkiej depresji i wkrótce potem śmierci. W naszych czasach warto mieć solidne stalowe powieki aby odseparować się od fałszywych informacji. Ludzie o otępiałej wrażliwości - mam na myśli także dziennikarzy Tygodnika - którzy przekazują nam swoje "mądrości", nigdy nie przejmą się przypadkami takimi jak opisany tutaj: "Pod lupę Trybunału Praw Człowieka UE trafiły przypadki, w których po interwencji Barnevernet ( norweska instytucja rządowa ) rodzicom odbierano dzieci. Sytuacja dotyczyła m.in. norweskiej Romki, która oskarżyła urząd o utrudnianie kontaktu z córką. Po tym, jak obie zostały wyrzucone z domu ojca kobiety pomieszkiwały w przytułku, decyzją Barnevernet dziewczynka została umieszczona w rodzinie zastępczej. Adres nie został jednak ujawniony matce, której pozwolono się widywać z dzieckiem raz w tygodniu i pod nadzorem, w obawie o możliwość uprowadzenia przez nią córki. Następnie częstotliwość spotkań ograniczono do czterech w roku, a w 2014 roku stwierdzono, że dla dobra dziecka rodzice w ogóle nie powinni się z nim kontaktować. Po siedmiu bezskutecznych odwołaniach sprawa przeciwko Norwegii trafiła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Werdykt, że Barnevernet jest winne naruszenia praw człowieka, zapadł we wrześniu. " A wczoraj przedstawiciel polskich sędziów ( Iusticia ) w TVN chwalił rząd Norwegii, który zarzuca Polsce łamanie praworządności co może pociągnąć za sobą ograniczenie środków z tzw Funduszy Norweskich dla Polski. Jest w tym wszystkim jedna bardzo zabawna rzecz. Otóż Norwegowie chcieliby przekazać spore środki w ramach tych funduszy dla polskich sądów rodzinnych aby uczyły się praworządności od sławnych sądów rodzinnych w Norwegii. Niektórzy to mają niezły tupet, nieprawdaż ?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]