Reklama

Orbán w defensywie

Orbán w defensywie

14.11.2016
Czyta się kilka minut
To nie są dobre dni dla węgierskiego premiera: w sprawie uchodźców i migrantów Viktor Orbán zalicza ostatnio same przegrane.
M

Miesiąc temu referendum dotyczące udziału Budapesztu w mechanizmie podziału uchodźców między kraje członkowskie UE okazało się nieważne po tym, jak wzięło w nim udział tylko 40 proc. uprawnionych. Choć 98 proc. głosujących opowiedziało się przeciwko unijnej inicjatywie (byli to głównie zwolennicy rządzącej prawicy; opozycja wezwała do bojkotu referendum), niska frekwencja była zaskoczeniem – zwłaszcza w obliczu wielomiesięcznej kampanii antyimigranckiej, podczas której w kraju rozwieszono tysiące billboardów z hasłem „Czy wiecie, że…” i następującymi po nim zapowiedziami niemal apokaliptycznego najazdu migrantów (w rzeczywistości Unia zobowiązała Węgry do przyjęcia tylko 1294 osób).

Choć Orbán i tak uznał referendum za swoją wygraną, równocześnie rozpoczął realizację planu B: jego rząd złożył w parlamencie projekt ustawy, która miała zakazać osiedlania się na Węgrzech cudzoziemców. W minionym tygodniu posłowie ów projekt odrzucili. Wyczuwając szansę na zatrzymanie spadających sondaży popularności, politycy skrajnie prawicowego Jobbiku zażądali, aby prawo dotyczyło wszystkich obcokrajowców (rząd chciał wprowadzić „poręczenie majątkowe”, które umożliwiłoby np. zagraniczne inwestycje w nieruchomości). Kiedy Orbán odmówił, zagłosowali przeciw, a w parlamencie wywiesili transparent z hasłem „Zdrajcami są ci, którzy wpuszczają terrorystów dla pieniędzy” oraz z logo Fideszu stylizowanym na alfabet arabski.

Potencjał antyimigranckich haseł, dzięki którym przez ostatnie półtora roku premier cieszył się wysokim poparciem obywateli, powoli się wyczerpuje. Przeprowadzony przed kilkoma tygodniami sondaż wykazał, że 64 proc. Węgrów uważa, iż pomoc uchodźcom należy do ich obowiązków. Stawiając zasieki na południowej granicy kraju rząd w Budapeszcie niemal zastopował napływ przybyszów i coraz bardziej abstrakcyjne postulaty Orbána – jak ten o budowie „miasta dla migrantów” w Libii – są przyjmowane z coraz większą rezerwą. Fidesz wciąż cieszy się wprawdzie poparciem 37 proc. społeczeństwa, ale autorytet premiera bywa podważany coraz śmielej. 23 października, w rocznicę rewolucji z 1956 r., z powodu protestu niewielkiej grupy przeciwników musiał na chwilę przerwać swoje przemówienie. Koalicja organizacji pozarządowych rozwiesiła zaś własne billboardy, parodiujące hasła rządowej kampanii przed referendum. „Czy wiecie, że – głosił jeden z nich – jabłka spadają z drzewa?”. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]