Olej w kościelnych trybach

Niekiedy wspominam na tych łamach ks. Bronka Bozowskiego. Może nie wypada mi o nim pisać, bo przecież znałem go zaledwie dwa lata, ale sprawił, że odnalazłem klucz do własnego życia. Był legendą warszawskiego duszpasterstwa. Szukał chuliganów, dając im schronienie. Spędzał godziny na słuchaniu spowiedzi aktorów. Potrafił przysiadać się do zakochanych na ławeczkach parku na Powiślu, zadając pytania o miłość. Nie bał się nawet rozmawiać publicznie z milicjantami, co w reżimowej Polsce uchodziło za kontakt podwyższonego ryzyka.
Czyta się kilka minut

Po warszawskich parafiach krąży anegdota o tym, jak kardynał Wyszyński zaproponował kiedyś "Wujciowi" ustatkowanie się i zostanie proboszczem. "Moja diecezja jest jak maszyna, w której wszystkie tryby muszą na siebie zachodzić. Każdy kapłan to taki trybik i on musi mieć swoje konkretne miejsce. Nie możesz być księdzem bez parafii". Ksiądz Bronek z wrodzonym sobie uśmiechem sapnął: "Księże Kardynale, to ja będę jako olej między tymi trybami". Nie otrzymał nominacji proboszczowskiej, ale w rezultacie został proboszczem niezwykłej parafii, której jedyną kartoteką były tysiące zdjęć ludzi, którym pomógł odnaleźć drogę do Boga.

Wiele fragmentów w Biblii można nazwać tekstami niewygodnymi. Dla duchownych takim niewygodnym tekstem jest mowa o Dobrym Pasterzu. Niewygodnym, gdyż zmusza do rachunku sumienia. Czym kierujemy się w naszej codziennej pracy? Czy interesuje nas dobro ludzi i dawanie im nadziei, czy raczej "posługa duszpasterska" rozumiana jako zawoalowana forma troski o zaspokojenie wyłącznie własnych potrzeb, a nie potrzeb tych, których szuka Dobry Pasterz? Czy rozmawiając z kimś, dajemy mu klucze do otwarcia tajemnicy jego życia, czy raczej odruchowo szukamy kluczyka do zamknięcia się w świętym spokoju własnej egzystencji?

Ktoś pewnie jęknie, że to kolejny moralizatorski banał napisany przez teologa zza biurka. A ja poprzez pryzmat tej banalnej oczywistości czytam dwa wyznania Jezusa: "Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody, lecz trzeba, abym je przyprowadził" oraz "Życie moje oddaję za owce". Niektórzy egzegeci za św. Augustynem twierdzą, że chodzi tu o podkreślenie, iż zagrodą jest Izrael, a owce spoza tej zagrody to albo Żydzi niewierzący w Jezusa, albo poganie. Inni dowodzą, że przez "inne owce" powinno się rozumieć rozprzestrzenienie się herezji w pierwotnym Kościele.

To z pewnością ważne, ale nie jedyne tropy. Bo dziś ludzie tęsknią za dobrymi pasterzami i trzeba to zdanie odczytać jako zachętę do pracy tam, gdzie o Bogu się milczy albo z bólem się Go szuka. Nie przed ołtarzem, ale w kruchcie kościelnej i jeszcze dalej. Właśnie tam znajdują się owce spoza naszej zagrody. I właśnie tam trzeba zrobić to, co przychodzi najtrudniej. Oddać im własne życie.

Na szczęście sporo we współczesnym Kościele takich pasterzy, którzy zamiast być jeszcze jednym trybem w maszynie, decydują się być błogosławioną oliwką w kościelnych trybach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2009