Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Off Festival na zakręcie?

Off Festival na zakręcie?

09.08.2016
Czyta się kilka minut
Katowicki Off Festival od lat chce pokazywać to, co alternatywne, nieoczywiste, wykraczające poza to, co dziś pozostaje poza głównym nurtem muzyki. Chce też dotrzymać kroku zmieniającym się czasom. Tegoroczna, jedenasta już edycja festiwalu pokazuje, że nie jest to łatwe zadanie.
Artur Rojek, twórca OFF FESTIVAL. Fot: JAKUB WOSIK/REPORTER
P

Pewna eklektyczność zawsze była znakiem rozpoznawczym katowickiego festiwalu. Z czasem jego program zaczął przypominać coraz bardziej skomplikowaną układankę. Na Off Festivalu znalazło się miejsce dla różnych odmian rocka, jak i metalu, elektroniki, hip-hopu, czy zespołów inspirowanych muzyką ludową. Wspólnym mianownikiem miało być tytułowe „Off”, alternatywność.

Rozmaitą twórczość udawało się objąć tą wspólną definicją. Dzisiaj jednak alternatywność coraz bardzie się rozmywa, a wiele zjawisk, niegdyś pozostających na marginesie, staje się częścią mainstreamu. Muzyka, którą niedawno można było usłyszeć na Offie, jest grana na festiwalach głównego nurtu, czego dobrym przykładem jest tegoroczna edycja Open'era. Lista artystów, którzy tam się pojawili, a „pasowaliby” do katowickiego festiwalu była całkiem spora.
Artur Rojek, twórca Offa, zdaje sobie sprawę z tych wszystkich pułapek. „W świecie, w którym praktycznie wszyscy są już hipsterami, offowy będzie moim zdaniem jakiś normals” – mówi, trochę przewrotnie, w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. „Zauważyłem – dodaje, że publiczność trochę mi dorosła. Myślę o tym, jak przyciągnąć na OFF kolejne pokolenie”. Pozostaje jednak pytanie, w jaki sposób nadążyć za tym zmianami? Jak, aktualizując festiwal, nie zagubić tego, co było jego istotą, i nadawało Off-owi wyróżniającą i docenianą, także poza Polską – tożsamość?

Tegoroczna edycja festiwalu pokazuje, że nie jest to łatwe. Zwłaszcza, że – czego nie ukrywa Rojek – musi liczyć się z finansowymi ograniczeniami. Off Festival zawsze był adresowany do wyznawców bardzo różnej muzyki. Zachęcał do wychodzenia poza własne przyzwyczajenia, czasami przesadnie mieszając style i gatunki. W tym roku było inaczej, mimo różnorodności propozycji, odczuwało się dominację muzyki elektronicznej – poświęcono jej nawet odrębna sceną. Jest to wynik rozpoczęcia współpracy z T-Mobile, która od lat prowadzi projekt Electronic Beats.

Na scenie T-Mobile Electronic Beats znalazło się miejsce zarówno dla adresowanego zdecydowanie do nastolatków brytyjskiego Kero Kero Bonito, jak i na wspólny koncert ciekawego pianisty Marcina Maseckiego i jednego z głównych przedstawicieli polskiej sceny elektronicznej Jacka Sienkiewicza (czy połączenie ich sił przyniosło coś rzeczywiście nowego, to już temat do dyskusji). Publiczności na pewno spodobał się pochodzący z Kairu Islam Chipsy, łączący elektronikę z tradycyjną, choć dość sztampowo rozumianą, muzyką arabską. GusGus, jeden z najciekawszych islandzkich zespołów, zaprezentował się od nadmiernie pop-owej strony. Pojawił się zresztą w okrojonym składzie. Dla oddanych fanów elektroniki program ten mógł być ciekawy, jednak pozostali mogli się – oględnie mówiąc – poczuć w tym roku trochę zagubieni. Pozostaje też pytanie, czy Off chce i ma szanse w konkurencji z innymi festiwalami elektroniki, które – zasłużenie – zdobyły już renomę, by wymienić chociażby płocki Audioriver czy katowicki Tauron Nowa Muzyka, na którym zresztą rok wcześniej można było usłyszeć część artystów tegorocznej edycji Offa (Kiasmos, Rysy, DJ Koze).

Off – wręcz deklaratywnie – uciekał też od muzycznych gwiazd. Program festiwalu nie opierał się wyłącznie na silnych headlinerach, choć lista artystów, którzy pojawili się w poprzednich latach była imponująca. W tym roku program był znacznie skromniejszy. I – co gorsze – zawiedli najbardziej znani, którzy mieli przyciągnąć publiczność do festiwalu. Najpierw odwołano koncert amerykańskiego rapera GZA, tuż przed samym festiwalem – The Kills, a ostatniego dnia, na kilka godzin przed, jeden z najbardziej oczekiwanych występów tegorocznej edycji – Anohni , która miała zaprezentować swój solowy debiut – również elektroniczną, mocno zaangażowaną politycznie płytę Hopelessness. To wielka strata, bo album ten już został uznany za jedną z najciekawszych tegorocznych pozycji. Powstała pustka, której w żaden sposób nie udało się wypełnić występem Devendry Banhart mogącego uchodzić za symbol hipsterki. Artystę można było zresztą już usłyszeć wcześniej – gościł już w Polsce dwukrotnie.

Off od dawno coraz bardziej ograniczał się do muzyki, chociaż wcześniej miał też bardziej interdyscyplinarne ambicje. Owszem, na terenie festiwalu zawisł bilbord zaprojektowany przez Marcina Maciejowskiego – dowcipne przestawienie rozmaitych figur artysty, od zaangażowanego po celebrującego bycie artystą i swój status podmywającego. Od lat znacznie ciekawsze propozycje ma Open'er, zaś przygotowana w tym roku przez warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej ekspozycja „140 uderzeń na minutę”, prezentująca związki między kulturą rave w latach 90. a sztuką współczesną w Polsce, to jedna z ważniejszych tegorocznych wystaw w kraju. Specjalnością Offu od lat została Kawiarnia Literacka, przez całe lata przyciągająca uwagę ciekawymi spotkaniami. Od ubiegłego roku Kawiarnią Literacką opiekuje się Instytut Książki. Zmiana jego kierownictwa widoczna była też w tegorocznym programie . Zaplanowano spotkania o inwigilacji pisarzy w czasach PRL-u i o żołnierzach wyklętych. Philip Earl Steele opowiadał o chrzcie Mieszka I. Były też inne spotkania, m.in. z poetami Krzysztofem Siwczykiem i Maciejem Meleckim oraz autorami komiksów Jackiem Świdzińskim i Marcinem Podolcem. Jednak najwięcej rozpisywano się o prawicowym zwrocie na Offi-e. A publiczność? Nie było specjalnych tłumów, a uwagę przykuł przede wszystkim Jaś Kapela, który podczas spotkania z Dawidem Golikiem i Wacławem Holewiński o żołnierzach wyklętych zaśpiewał „Rotę”, znacząco modyfikując jej słowa.

Nadal Off-owo

Niektórzy artyści ponownie zawitali na Off Festival, choć z innymi zespołami niż w latach wcześniejszych. Członkowie duńskiego Efterklang i finski perkusista Tatu Rönkkö zaprezentowali swój nowy projekt Liima, którego debiutancką płytę wydała w 2016 roku legendarna wytwórnia 4AD. Na Scenie Trójki pojawił się też inny tegoroczny debiut – Minor Victories – supergrupa utworzona przez muzyków Slowdive, Mogwai i Editors. Ostatnie lata to zresztą bardzo aktywny okres dla wokalistki Slowdive Rachel Goswell. Reaktywowany w 2014 roku zespół, właśnie zapowiedział nowy, pierwszy od ponad 20 lat materiał. Na Offa zawitał też ponownie Tom Barman – lider indie rockowego belgijskiego Deusa, tym razem z jazzowym projektem TaxiWars.

Off to też lekcja historii muzyki. W tym roku to przede wszystkim śląski SBB, który zaprezentował swój debiut, wydaną w roku 1975 płytę „Nowy Horyzont”. W ówczesnym czasie była to rewolucja w polskiej muzyce – bluesowo-jazz rockowe kompozycje, z elementami rocka progresywnego różniły się istotnie od popularnych w tym okresie Skaldów czy Czerwonych Gitar. Warto pamiętać, że w latach 70. SBB odnosiło wielkie sukcesy nie tylko w Polsce, ale też za granicą. Występ na Offie był jednym z mocniejszych jego punktów, a muzyka SBB, na tle dominujących na festiwalu dość sztampowych elektronicznych dźwięków, wypadła mimo upływu lat niezwykle świeżo. Na Off Festival przyjechał też reaktywowany w 2015 roku brytyjski zespół Lush, który zaprezentował polskiej publiczności przegląd swojej twórczości i przeprosił przy okazji… za Brexit. Fani ciężkiego brzmienia mogli natomiast zobaczyć legendę grindcore – utworzony w 1981 roku brytyjski Napalm Death, a grungu – amerykański Mudhoney – zespół, który od momentu powstania w 1988 roku wywierał wielki wpływ na scenę muzyczną, nie tylko w rodzimym Seattle, ale i na całym świecie.

Off to też Scena Eksperymentalna, gdzie podobnie jak w poprzednich latach można było posłuchać ciekawych wykonawców, którzy raczej rzadko goszczą w Polsce. W tym roku warto było zwrócić uwagę na niezwykle interesującą norweską wokalistkę i pisarkę Jenny Hval i jej bardzo kobiecy, ocierający się o performance występ. Świetnie zabrzmieli też muzycy z pochodzącego z Osaki eksperymentalnego zespołu Goat i ich precyzyjne transowe, hipnotyczne wręcz dźwięki – elektroniczne brzmienie bez elektroniki – tylko gitara elektryczna, bas, saksofon i perkusja. Jednym z mocniejszych punktów tej sceny był występ Williama Basińskiego – amerykańskiego kompozytora, minimalisty, który wykonał swoją nową, napisaną w hołdzie dla Davida Bowiego, kompozycję „A Shadow in Time/For David Robert Jones”.

Tegoroczny Off był wreszcie okazją do wysłuchania dość rzadko koncertującej polskiej grupy Księżyc. Zespół, działający w latach 1990-1996, został reaktywowany w 2014 roku, a rok później wydał swój drugi album „Rabbit Eclipse”, niezwykle ciepło przyjęty na zachodzie (brytyjski magazyn Uncut ocenił go na 9 w 10 stopniowej skali). Ich koncert był bliski performance, z odwołaniami do dawnych mitologii, wierzeń, przesądów.
Koncerty Jenny Hval, Księżyca czy Williama Basińskiego pokazują, że nadal na Off-ie jest miejsce na alternatywną muzykę. Czy będzie w przyszłości, to już pytanie do organizatorów festiwalu. Artur Rojek w poprzednich latach bardzo wysoko ustawił poprzeczkę i rozbudził liczne oczekiwania. Teraz musi się zmierzyć ze zmieniającą się rzeczywistością.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]