Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Od schyłkowego sowietyzmu do narodowego postkomunizmu

Od schyłkowego sowietyzmu do narodowego postkomunizmu

08.06.2015
Czyta się kilka minut
Trzeba było dopiero rewolucji Majdanu i wojny z Rosją, by proces przezwyciężania (post)komunizmu nabrał na Ukrainie nowej dynamiki.
Choć w 1991 r. Ukraina uzyskała niepodległość, w kolejnych latach kultura polityczna wschodniej części kraju długo jeszcze była sowiecka. Na zdjęciu: po manifestacji w Sewastopolu na Krymie, maj 2008 r. Fot. Nick Hannes / FORUM
J

Jak Ukraina radziła sobie z dziedzictwem komunizmu? Nie wiem, czy to dobrze postawione pytanie. Czy problemem Ukrainy w ostatnich 25 latach było rzeczywiście – jak u nas – dziedzictwo przezwyciężonego, odrzuconego ustroju i ideologii? Czy też raczej – podobnie jak w Rosji – żywa, choć powoli słabnąca ich obecność?
Nomenklaturowa niepodległość
Ukraina była poddana sowietyzacji dłużej i intensywniej niż Polska czy inne kraje „imperium zewnętrznego”. Sowietyzm (rozumiany jako ład społeczny, nie jako ideologia) zakorzenił się tu głębiej. Także dlatego, że przed 1917 r. nie było tu w pełni ukształtowanego społeczeństwa burżuazyjnego, a Kościół prawosławny nie miał rozbudowanych struktur laikatu, nauczania społecznego ani tradycji sprzeciwu wobec władzy świeckiej. Także zachodnia część kraju, do której komunizm dotarł dopiero w latach 40., została dotknięta nim ciężej niż Polska, głównie dlatego, że straciwszy podczas wojny ogromną większość ludności miejskiej, musiała przyjąć licznych mieszkańców „starych Sowietów”.
W latach 1990-91 Ukraina walczyła o niepodległość, a nie z komunizmem. I zdobyła ją (zdobyła, ale nie wywalczyła) dzięki temu, że za samodzielnym bytem państwowym opowiedziała się komunistyczna nomenklatura. Bez tego poparcia, bez przywódczej roli Leonida Krawczuka (wtedy przewodniczącego Rady Najwyższej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, tj. głównego zwierzchnika ukraińskiej nomenklatury) niepodległości mogłoby nie być. Ale w efekcie Ukraina narodziła się jako państwo sowieckie, komunistyczne.
Rozwiązanie w sierpniu 1991 r. Komunistycznej Partii Ukrainy nie było bowiem – i być nie miało – symbolicznym przełomem, lecz manewrem mającym ułatwić rządzącym zachowanie władzy. Do dekomunizacji rozumianej jako odsunięcie nomenklatury od władzy wzywali nieliczni liberałowie, często o orientacji prorosyjskiej; dla niepodległościowców, skądinąd w większości antykomunistów, ważniejsza była niepodległość. Własne państwo. Jakiekolwiek, byle niepodległe. Dlatego poparli Krawczuka – chyba nie do końca świadomi ceny.
Niepodległość proklamowali więc komuniści i ekskomuniści (dysydenci podsunęli Krawczukowi i innym myśl o niepodległości, ale na realny udział we władzy byli za słabi), wybrana wiosną 1991 r. Rada Najwyższa działała jeszcze trzy lata, sowiecki system władz terenowych przetrwał do 1997 r. Krawczuka na stanowisku prezydenta zastąpił Leonid Kuczma, który w sowieckiej nomenklaturze zajmował wyższą odeń pozycję (jako szef zakładów rakietowych Jużmasz i jednego z najważniejszych sowieckich programów zbrojeniowych). Ciągłość elit władzy została zachowana aż do 2014 r. – bo Pomarańczowa Rewolucja w 2004 r. pod tym względem spełzła na niczym.
Tak chyba być musiało, choć pewnie nie aż tak długo. Ukraina musiała najpierw stać się państwem, zbudować struktury i mechanizmy, których nie miała jako republika sowiecka (a które miały państwa tzw. demokracji ludowej). Władze centralne, bank emisyjny, sztab generalny, dyplomację... Dopiero potem mogła stawać się „jakimś” państwem, określać swe miejsce na współczesnej mapie ustrojowo-ideologicznej.
W efekcie nomenklatura mogła nie tylko bez przeszkód uwłaszczać się na majątku narodowym, ale zachowała swe pozycje w strukturach państwa. Zachowała władzę, także nad obiegiem informacji, nad ruchem idei. Przechwyciła hasła niepodległości, demokracji, gospodarki rynkowej i potraktowała je tak, jak wcześniej traktowała idee schyłkowego sowietyzmu: jako liczmany bez znaczenia, służące tylko utrzymaniu władzy i korzyści.
Powolna dekomunizacja
Trudno więc się dziwić, że niewiele uwagi poświęcano w tym czasie niedawnej przeszłości, że o rozliczeniach z „czasami słusznie minionymi” nie było mowy. Kto miałby rozliczać nomenklaturę – ona sama? A przecież nikogo innego nie było.
Ukraina nie miała alternatywnych elit, zdolnych przejąć ster życia społecznego. Zanim one wyrosły, rząd ciał i dusz pozostał w rękach nomenklatury, przechodząc z czasem do jej najmłodszego pokolenia, wychowanego w breżniewowskich czasach „zastoju” i cynizmu, nieznanego wcześniej sowieckiemu światu.
Sowietyzm (komunizm) ustępował więc na Ukrainie powoli. Przeobrażał się w postkomunizm, czasem neoliberalny czy raczej pseudoliberalny, czasem populistyczny, ale zawsze „narodowy w formie”. Rozwijający się postkomunistyczny nacjonalizm w niejednym przejmował klisze starego myślenia (np. wpisując rywalizację narodów w kategorie walki klas). Przejmował też elementy ukraińskich doktryn nacjonalistycznych, również OUN-owskiej. I je „postkomunizował”, jeśli można tak powiedzieć.
Ukraina musiała samodzielnie wytyczać drogę. Obce doświadczenia, zwłaszcza polskie, nie przystawały do jej sytuacji: Polska była państwem, po 1989 r. mogła więc od razu zacząć reformę gospodarki i życia społecznego. Miała też alternatywną elitę. Ale doświadczenie Rosji, która niemal od razu zaczęła budować postkomunizm imperialny, też nie było zachęcające. W efekcie wzory polskie i rosyjskie stały się głównie narzędziem do piętnowania niewłaściwych działań władz (jednych dla jednych, drugich – dla drugich), czasem też źródłem aktów prawnych do kopiowania, mniej lub bardziej umiejętnego.
Ukraińskie rozliczenia z komunizmem skupiły się wokół narodowej martyrologii: masowych mordów z lat 30. (ich symbolem jest podkijowska Bykownia), potem Hołodomoru, katastrofalnego głodu z lat 1932-33, o którym prawdę odkrywano z przerażeniem. O dekomunizacji w polskim rozumieniu nikt nawet nie myślał. Podobnie nie było mowy o lustracji (w ustawie lustracyjnej z 2014 r. chodzi o odsunięcie ze stanowisk ludzi skompromitowanych za rządów Janukowycza).
Z tego względu dostęp do akt służb specjalnych (których kluczowa część została zresztą w 1991 r. wywieziona do Moskwy) interesował tylko niektórych historyków. Nie zmieni się to także po przekazaniu tych akt Ukraińskiemu Instytutowi Pamięci Narodowej (UIPN), zarządzonym w kwietniu. Ten krok przyniesie postęp badań historycznych – ale niewiele więcej.
Głównym elementem dekomunizacji Ukrainy było przywrócenie własności prywatnej. Nawet jeśli negatywnie oceniamy jego metody i skutki, to w procesie tym rozbito fundament starego ustroju i zasadniczo rozluźniono przywiązanie obywatela do państwa. Ten i inne procesy stopniowo zmieniały społeczeństwo, a jeśli budziły sprzeciw, to głównie dlatego, że przynosiły ze sobą pauperyzację jednych, a niebotyczne wzbogacenie innych. Ale błędy i nieprawości w toku tych procesów także były odchodzeniem od systemu i ideologii sowieckiej.
Komunizm ustępuje też w inny, naturalny sposób. Wraz z ekspansją „urodzonych obywateli Ukrainy” – ludzi, których już nie dotknęła sowiecka edukacja i ideologia: w dużej części otwartych na świat, jak żadne od paru wieków pokolenie Ukraińców, znających dziś inne niż sowieckie i rosyjskie drogi myślenia o człowieku, społeczeństwie i państwie. Różne drogi i podejścia, niekoniecznie liberalne. Co roku pełnoletność osiąga kilkaset tysięcy „urodzonych obywateli”, co roku kolejna grupa „absolwentów Związku Sowieckiego” odchodzi z życia publicznego.
Unarodowienie postkomunizmu
Na Ukrainie dominuje dziś pogląd, że komunizm był obcy jej społeczeństwu, że został narzucony z zewnątrz, przyniesiony na rosyjskich bagnetach. Ale to nieprawda. Bolszewizm był zakorzeniony w Kijowie i Odessie w podobnym stopniu, co w Piotrogrodzie czy Moskwie. A to, czy bardziej zdecydowany opór stawili mu ukraińscy chłopi spod Czerkas, czy rosyjscy spod Tambowa, wcale nie jest oczywiste.
W Gwardii i Armii Czerwonej służyli wcale liczni Ukraińcy, nie brak było ich też w kierownictwie partii bolszewickiej. Aparat sowieckiej Ukrainy składał się w ogromnej części z miejscowych, zwłaszcza na niższych szczeblach. To oni prowadzili kolektywizację, a potem realizowali działania prowadzące do Hołodomoru. Nie oni je nakazali, to prawda. Ale realizowali je skutecznie i gorliwie. To jeden ze „szkieletów z ukraińskiej szafy”: coś, z czym Ukraina boi się i nie chce się zmierzyć.
Wygodniej przyjąć, że komunizm na Ukrainie był kolejną fazą rosyjskiej polityki imperialnej i rusyfikacyjnej, że Hołodomor i rzeź nowej, komunistycznej już inteligencji pod koniec lat 30. miały na celu zniszczenie narodu ukraińskiego. Tak jakby Wielka Czystka nie uderzyła głównie w elity rosyjskie, a Wielki Głód nie dotknął też (prawda, nie w takiej skali) rosyjskiej Dońszczyzny i innych regionów państwa sowieckiego. Jakby komunizm nie był zbrodniczy per se, lecz dlatego, że godził w Ukraińców.
Takie postawienie sprawy było w interesie nomenklatury, zwłaszcza tej z „sektora ideologicznego” (nauczycieli, działaczy kultury, dziennikarzy, artystów). Odsuwało pytanie o ich udział w realizacji polityki sowieckiej, dawało alibi w postaci przynależności do dyskryminowanego, a nawet eksterminowanego narodu.
Refleksja nad stanem państwa i narodu skupiła się na zagadnieniach historycznych, co znakomicie odwracało uwagę od metod, jakimi postnomenklatura i świat przestępczy budowali nową gospodarkę i ustrój polityczny. Także w ustawie o zakazie ideologii komunistycznej z kwietnia tego roku sowietyzm i jego dziedzictwo są traktowane jako coś obcego, zewnętrznego.
Upadek pomników
Po 1991 r. Galicja Wschodnia szybko uporała się z usunięciem symboliki sowieckiej: pomników, nazw ulic i instytucji etc. Ale już na Wołyniu szło to gorzej, a im dalej na wschód, tym większy i skuteczniejszy był opór. Czego zresztą żądać od społeczności lokalnych, skoro z fasady ukraińskiego parlamentu herb Związku Sowieckiego skuto dopiero w 2000 r., kijowski pomnik Kosiora (jednego z architektów Hołodomoru) usunięto w 2008 r., a pomnik Lenina w centrum stolicy dotrwał do 2014 r.
Ten sprzeciw wobec desowietyzacji przestrzeni publicznej motywowany był częściej inercją niż ideologią. Trzeba było dopiero rewolucji Majdanu i wojny z Rosją, by proces ten nabrał dynamiki, by było możliwe uchwalenie ustawy nakazującej usunięcie sowieckich pomników i innych symboli. I nieważne, czy zostanie ona zrealizowana w zamierzonym terminie – kierunek został wytyczony, a formalny zakaz ideologii (i partii!) komunistycznej będzie zmieniać świadomość narodu.
Ukraina długo nie widziała potrzeby instytucjonalizacji procesów dekomunizacyjnych. Powołany w 2006 r. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej był odpowiednikiem raczej naszej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa niż IPN-u. Jego działalność była zresztą dość anemiczna, a w latach 2010-2014 był on zredukowany do rangi placówki doradczej rządu. Dopiero gdy po Rewolucji Godności przywrócono mu rangę urzędu centralnego, zajął się także dekomunizacją. Głównie sfery symbolicznej, bo usuwanie z urzędów wyższych funkcjonariuszy partii komunistycznej jest dziś bezprzedmiotowe: ogromna większość z nich to już emeryci.
Tocząca się wojna głęboko zmieni obywateli Ukrainy. Jak? Za wcześnie dziś wyrokować. Ale z pewnością jednym z jej skutków będzie przyspieszenie wzrostu znaczenia nowego pokolenia, dla którego komunizm jest już tylko historią. Tak, pozostanie przedmiotem sporów, zapewne na pokolenia – jak w innych krajach Europy Środkowej. Ale nie będzie już bezpośrednim ciężarem. ©

Autor jest politologiem w Ośrodku Studiów Wschodnich im. M. Karpia. Autor książek „Historia Ukrainy XX w.” i „Trud niepodległości. Ukraina na przełomie tysiącleci”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]