Oby

Słychać w mediach coraz częstsze ostrzeżenie: tegoroczna kampania wyborcza będzie wyjątkowo brutalna. Nie bardzo wiadomo, czy to memento dla autorów kampanii, żeby się w porę opamiętali, czy raczej tylko dla odbiorców, żeby uzbroili się w dostatecznie wielką dawkę niewrażliwości. Warto również powiedzieć jasno, że samych ostrzegających nie zdaje się to zbytnio martwić. Media bezbarwne nie będą miały odbiorców - przypomniał ostatnio jeden z radiowych szefów. A ktoś z dziennikarzy wyjątkowo często goszczących na łamach ("Tygodnika" nie wyłączając), na ekranach i w głośnikach, uspokajał, że "insynuacje są normalnym zjawiskiem w demokracji" (cytuję z pamięci). Pozostaje więc tylko - bodaj dla nielicznych - myślenie życzeniowe. Oby...
Czyta się kilka minut

Tak właśnie myślę i  życzę - sobie i nam. Oby nie było tak w Polsce, oby nie było tak w "Tygodniku". To nie jest żaden argument, że tak bywa ani że tak być powinno, jeśli nie ma być nudno. Ani tym bardziej że inaczej się nie da, dlatego właśnie, że chodzi o wartości, a nie o byle zabawki. Brutalność kampanii to nie jest kwestia wagi argumentów, lecz jakości, poziomu, miary rzeczy. Granica między tym, po co sięgamy, i tym, do czego nie uciekniemy się w żadnym wypadku, pozostaje granicą, o cokolwiek sprawa by się toczyła. Tak samo jak wszelkie wyznawanie wartości musi pozostać poza takimi sferami emocji jak pogarda czy nienawiść - po prostu dlatego, że inaczej samo sobie zaprzeczy.

Tym bardziej więc nie wchodzi tu w grę jako argument obawa "bezbarwności", pod którym to terminem gotowiśmy obawiać się tak brzydkich rzeczy jak poprawność polityczna i brak zaangażowania. Zbyt często przestaje nas już ratować to zwyczajne poczucie smaku, które jako oczywiste traktuje choćby regułę milczenia na temat plotki z życia intymnego naszego przeciwnika, i nie pozwoli wpaść na pomysł, by ubarwić program gościem, który właśnie skazany został za przestępstwo obyczajowe i tym samym traci status poważnego polityka. A to się niestety zdarzyło ostatnio paru najpoważniejszym dziennikarzom...

W Polsce mamy jeszcze inne argumenty, by nie chcieć kampanii brutalnej. Najpoważniejszymi są dwa wielkie dary Kościoła, których oczekujemy: beatyfikacja Księdza Jerzego i beatyfikacja Jana Pawła II. Jak można wyobrazić sobie uczciwe przeżywanie obu tych wydarzeń równocześnie z tamtymi zapowiadanymi awanturami?

I wreszcie pro domo sua: nadchodzący marzec to będzie jubileusz pisma, w którym przepracowałam kilkadziesiąt lat, a dotąd piszę. Jak uchronić bodaj tę małą przestrzeń dobra i pamięci? A przecież trzeba.

PS Panu Andrzejowi Łukosiewiczowi z Katowic dziękuję bardzo za list i gazetki parafialne z kościoła w Katowicach-Wełnowcu. Szczególnie podobały mi się wszystkie redakcyjne pomysły umacniania wspólnoty parafialnej, także przez kronikarskie notatki z życia parafii.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2010