Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Numery w kolorze lila

Numery w kolorze lila

31.03.2009
Czyta się kilka minut
Trafiły tam zróżnych powodów, wróżnym czasieiwieku: kobiety dojrzałe, matki, aczasem nastoletnie dziewczyny. Auschwitz, Ravensbrück, Majdanek. W ich wspomnieniach jest coś, co odróżnia je od wspomnień mężczyzn: wyczulenie na cielesność, kolory izapachy, potrzeba wyrażania uczuć, nieustępliwość wzachowaniu pozostałości dawnego życia. Iposzukiwanie najdrobniejszych okruchów piękna.
Fotografia z akt personalnych Elżbiety Bednarczyk /fot. ze zbiorów Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu
M

Może to dziwne, ale mało kto zajmował się dotąd specyfiką relacji kobiet-więźniarek w niemieckich kacetach. W zachowanych zbiorach dominują relacje mężczyzn, choć kobiet do obozów trafiało bardzo wiele. - Historia kobiet w obozach koncentracyjnych i obozach zagłady jest do tej pory zbadana fragmentarycznie. Kobiety i mężczyźni w obozach znaleźli się w tych samych warunkach egzystencji, jednak stopień terroru, jaki tam zapanował, odnosił się nie tylko do poszczególnych kategorii więźniarskich, również płeć determinowała sposób, w jaki był on przeżywany - mówi Elżbieta Pasternak, autorka polsko-niemieckich warsztatów "Auschwitz i Holokaust z perspektywy kobiet" oraz pedagog z Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.

- Badaczka historii kobiet w czasach Holokaustu, Joan Ringelheim, zauważa, że z gett do obozów zagłady zostało deportowanych znacznie więcej kobiet niż mężczyzn - mówi Pasternak. - A jednak wśród osób, które przeżyły obóz, kobiety stanowiły tylko jedną trzecią.

Powodów, zdaniem Elżbiety Pasternak, jest kilka: np. fakt, że w porównaniu z mężczyznami kobiety miały mniejsze szanse przydziału do komand roboczych, a co za tym idzie, mniejsze szanse uniknięcia śmierci. Również w czasie selekcji na rampie, po przybyciu do obozu, posiadanie dziecka oznaczało często wyrok śmierci i dla niego, i dla matki. Poza tym w wielu obozach - np. w Birkenau - warunki w tzw. obozie kobiecym były najgorsze.

Dlaczego opowieści tych, które przeżyły, pozostają często nieznane? Nie chcą mówić? Ich opowieść jest mniej ciekawa? Wolą zapomnieć? A może po prostu zbyt rzadko były - i są - o to pytane? Może w codzienności powojennego życia, wśród domowych i rodzinnych obowiązków, nie miały na to czasu?

- W Polsce obozy to dzisiaj temat niemodny - także dlatego, że mocno wyeksploatowany w PRL. Nie ma właściwie na ten temat nowych książek, innej niż wspomnieniowa literatury - mówi Piotr Filipkowski z Programu "Historia Mówiona" Ośrodka Karta, autor pracy doktorskiej "Doświadczenie obozu koncentracyjnego w perspektywie historii życia. Analiza narracji biograficznych". - W Niemczech natomiast pojawiło się nowe pokolenie badaczy i nowe ujęcia tematu - skupione bardziej na pamięci tego doświadczenia, na opowieści o nim, na sposobach upamiętniania. Jednocześnie nastąpiło mocne wyeksponowanie doświadczeń wcześniej marginalizowanych - wśród nich także kobiecych.

Kobiety obok

Jaka jest ta pamięć kobieca? Czym różni się od pamięci mężczyzn?

- To opowieść gęsta od szczegółów, a autorki często same chowają się na drugi plan, opowiadając o ojcach, braciach, o innych osobach - mówi Filipkowski, który przeprowadził wiele wywiadów z byłymi więźniarkami. - Dużą rolę odgrywają w niej też międzyludzkie relacje, emocje, sympatie.

***

Wspomina Genowefa, więźniarka Ravensbrück: "Ja miałam łóżko przy oknie wychodzącym na blok 10. Na tym bloku były same gruźliczki i psychicznie chore. Tym psychicznie chorym kobietom zabrali wszystko, chodziły tylko w koszulach i na plecach miały duże numery w liliowym kolorze. Były bardzo chude. Blokowa i Sztubowa wyganiały je do łazienki i tam oblewały je zimną wodą. (...) One się bały i nie chciały później wychodzić z tej łazienki. Blokowe miały takie kije, jak nogi od stołu. Okładały je tylko tymi kijami i koce na nie rzucały. (...)

Leżę w tym łóżku, w nocy. Blok się trzęsie, nie wiem, co się dzieje. I zaczęły się świecić takie silne reflektory. Myślę: Boże, co się dzieje? Podjechała ciężarówka pomiędzy mój blok a blok 10. Patrzę, a oni wyprowadzają wszystkie chore, wszystkie chore psychicznie. Wyprowadzają nago, tak jak stały, a to przecież było bardzo zimno. Z drugiej strony to samo. Te, które nie mogły iść o własnych siłach, to brali za nogi i za ręce, i wrzucali. (...) Wszystkie one zostały zagazowane. Blok był pusty. Rano, podczas obchodu przyszła do mnie lekarka i zapytała, jak się czuję. Ja mówię: Pani doktor, ja wszystko w nocy widziałam, ja nie spałam całą noc. Nie chcę dłużej leżeć na tym łóżku. I wtedy ona dała mi inne łóżko".

***

Wspomina Anna, również więźniarka Ravensbrück: "Potem były »króliki« [tak w Ravensbrück nazywano więźniarki poddawane eksperymentom medycznym - red.] na blokach, które głodowały, cierpiały i trzeba było je dokarmiać. Wtedy już zaczęły przychodzić paczki z domów. Nie wolno było chodzić do rewiru, ale tam udawało się nam coś dla nich przemycić. Widziałyśmy je, leżały takie biedne, jęczały rozgorączkowane, ze spieczonymi ustami, nogami obandażowanymi. Serce się krajało. Cały blok wtedy żył tymi królikami".

Ciało

Ciało - to biologia, higiena, strach.

Łaźnia - pierwsze zetknięcie z obozem, upokorzenie własną nagością - pojawia się niemal we wszystkich relacjach. To coś, co kobietom wryło się w pamięć i pod skórę. Bezbronność, wstyd, ścinane włosy, poczucie własnej brzydoty.

- To był dla kobiet szczególny rytuał przejścia - pogwałcenie tożsamości, radykalny zamach na poczucie godności, na odczuwanie własnego ciała. Mężczyźni inaczej o tym momencie opowiadają - też zapadł im w pamięć, ale nie naruszył aż tak głęboko - mówi Filipkowski.

***

Anna (Ravensbrück): "Te, co miały długie włosy, silne, dobrze utrzymane, to oni je wykorzystywali do przemysłowych celów. Innym maszynką na zero obcinali i rzucali na stos. Najpierw była kąpiel pod prysznicem, wszystkie kobiety nago. Ale zanim zaczęła padać woda, to zaszczyciła nas rozmową komendantka Langeweld. Stała z rulonem, patrzyła na nas. Ja miałam długie włosy, rozpuściłam je, bo myślałam, że będę myć głowę. Okryłam się nimi jak Ewa. Rozmawiałam z nią, a ona rozgarnęła moje włosy, popatrzyła i zapisała coś sobie. Potem ścięto mi włosy. Kwarantanna w takich aresztanckich celach. Wtedy siedziała ze mną starsza pani, też z obciętymi włosami. Patrzyłam na tę panią, ona patrzyła na mnie. Kobieta brzydko wygląda bez włosów".

***

Wspomina Urszula (Majdanek): "Rozdzielili nas, osobno mężczyzn, osobno kobiety. Nas, jako kobiety, wzięto do łaźni. Wyglądało to w ten sposób, że musiałyśmy się całkiem rozebrać i nago przejść do łaźni. To było coś strasznego, bo człowiek zawsze chroni tą swoją nagość. A tutaj mężczyźni i kobiety obce zupełnie, gdzie przepychają nas z jednego miejsca na drugie. (...) Jak się czuje 17-letnia dziewczyna, kiedy patrzą na nią mężczyźni, którzy... no w ogóle nie są mężczyznami. Człowiek sobie wmawia, że to nie są mężczyźni. Dziewczyna, która nie znała... Ja byłam jedynaczką, chowana dość tak... ciepło, przede wszystkim. (...) Człowiek czytał romantyczne powieści i zawsze uważało się, że kobieta i mężczyzna są w stosunku do siebie... z szacunkiem się odnoszą. A jak człowiek może mieć jakiś szacunek, jak stoi nago, zupełnie rozebrany. Ci mężczyźni... No wszystko jedno, ale oni taksują ciebie wzrokiem. I nie ma się czym przykryć, nie ma się gdzie schować. To jest straszne uczucie.

A te kobiety starsze, matki dzieciom, jak one się czuły? Nie mówiąc o tym, że człowiek nagi wygląda brzydko. Musi być ktoś piękny, żeby wyglądał naprawdę pięknie. A tak, człowiek nagi, kobiety nagie, wcale ładnie nie wyglądają. To wcale nie jest ładny widok. I to, czy młodsza, czy starsza, ale to nie jest... Nie mówiąc o tym, że przecież myśmy wszystkie były przerażone. Odurzone. Człowiek nawet nie zdawał sobie sprawy, że może być tak traktowany. Naprawdę oni nas nie uważali za ludzi. I to w człowieku tkwi, że coś takiego mogło cię spotkać. To tak, jak dziewczyna zostanie zgwałcona i potem nie może z mężczyzną spokojnie przeżyć miłości, bo ciągle będzie to pamiętała. Nie mówiąc o tym, że wszystkie kobiety, myśmy przecież w ogóle tam nie miały miesiączki".

***

Stanisława (Ravensbrück): "Po kilku dniach zaprowadzono nas na rewir. Był tam taki plac otoczony z dwóch stron blokami, a tutaj od strony obozu był wysoki płot, zaś z czwartej strony były druty i siatka. Na tym placu polecono nam porozbierać się. I wchodziłyśmy pojedynczo do bloku. Tam urzędowali ginekolodzy. Stałyśmy tak zupełnie porozbierane przez parę godzin. Między nami stali żandarmi. Obserwowali każdą od stóp do głowy, krytykowali. Byłyśmy strasznie wystraszone, zażenowane, po prostu czułyśmy się jak zbite psy, bo przecież nigdy w takich sytuacjach nie znajdowałyśmy się. Gdy któraś chciała się czymś przykryć, czymś zasłonić, to podchodzili do nas i bili swoimi pałkami czy harapami. Tak, że byłyśmy zupełnie bezbronne. Do tych gabinetów wchodziłyśmy pojedynczo. Tam badano nas wewnętrznie i po tym wbijano jakieś zastrzyki".

***

W relacjach nagranych przez pracowników z Ośrodka Karta pojawia się też kwestia leków czy ziół, po których więźniarki traciły miesiączkę. Niektóre nie odzyskiwały jej długo po wojnie. Pytanie, czy rzeczywiście oprawcy byli tak przewidujący, czy też naturalne funkcje organizmu były blokowane przez stres i głód?

Ale ciało było też odskocznią: czymś, co mogło być piękne. Inne więźniarki bywały piękne. Elżbieta Pasternak opowiada: - Wspólną potrzebą kobiet w obozach było upiększanie rzeczy, w celu zmazania fizycznej i duchowej brzydoty otoczenia. Zofia Stępień-Bator, więźniarka Auschwitz-Birkenau, upiększała malowane przez siebie w obozie więźniarki i tak to tłumaczyła: "Próbowałam wszystko bardziej uprzyjemnić, ponieważ wszystko było takie brzydkie, szare, brudne. W moich portretach kobiety są ładniejsze, milsze, wszystkie mają więcej włosów - ich oczy też nie mają takiego tragicznego spojrzenia" - mówi Pasternak.

- Upiększanie portretowanych w obozie kobiet było nie tylko wyrazem potrzeby estetyzacji rzeczywistości - dodaje - ale również pomagało podnieść morale.

W potwornych warunkach wiele kobiet starało się więc za wszelką cenę zachować higienę, wyglądać schludnie. To pomagało przeżyć. Więźniarka wyglądająca źle lub chorowicie nie miała szans.

Inny świat

Każdy z więźniów i więźniarek kacetów marzył o innym świecie, o tym, który został za drutami. Krótkie chwile, gdy zdarzyło się im zobaczyć zwykłe życie, dawały siłę do przetrwania. Namiastkę zwyczajności starały się też kobiety stworzyć sobie same w obozie.

- Nieprzerwanie starały się odbudowywać porządek świata. Sprzątanie, pranie, gotowanie było próbą powrotu do tradycyjnej roli domowych gospodyń. Sprzątanie baraków miało służyć utrzymaniu kontaktu z dawnym życiem. Był to rodzaj terapii, która pozwalała czuć się potrzebną i utwierdzała w przekonaniu, że ma się pod kontrolą choćby tę niewielką przestrzeń, w której trzeba żyć - tłumaczy Elżbieta Pasternak.

Opowiada też o bardziej radykalnej ucieczce z obozowej rzeczywistości: w Muzeum w Auschwitz-Birkenau znajduje się "Kalendarz Wspomnień", składający się z 22 małych rysunków, stworzony w KL Auschwitz w roku 1944 przez Ewę Gabanyi, numer obozowy 4739. Obrazy w tym kalendarzu to fantazje, przedstawiają tańce i bale, piękne stroje i dziwne zwierzęta. Jeden tylko obraz odbiega od pozostałych i pokazuje więźniarkę ubraną w pasiak, jedzącą obozową zupę.

- Ewa Gabanyi mogła uciec od przeżyć obozowych dzięki fantazji i wyobraźni, tak jak robiły to inne artystki. Wyobraźnia dawała im możliwość uniesienia się ponad drutami kolczastymi otaczającymi obozy - mówi Pasternak.

***

Nie każda kobieta w obozie mogła być artystką. Ale chwile oderwania od potworności były ważne. Wspomina Urszula (Majdanek): "Niemcy co pewien czas robili rewizje na bloku. Wyglądało to w ten sposób, że wszystkie mieszkanki stały na placu, a Niemcy chodzili i wszystko kontrolowali. A więc jak ktoś sobie coś ciepłego [do ubrania - red.] przyniósł, to wszystko zabierali. W czasie takiej jednej rewizji na naszym bloku i sąsiednim (...) dwie ciężarówki rzeczy wywieźli. My byłyśmy załamane, bo co człowiek już trochę sobie nagromadził, żeby spokojnie tę zimę przebyć, to wszystko zabrali. (...) Więc ogólne przygnębienie w barakach, no bo nic nie ma. I kiedy tak wszyscy siedzą i myślą, co tu będzie dalej, bo przecież nie wytrzymamy zimy bez takiej »pomocy«, nagle zjawiła się między nami jedna z koleżanek, w takim meksykańskim kapeluszu. Gdzie ona go schowała? Nie wiem. Ale schowała go. I chodziła od bloku do bloku i mówiła: zobaczcie, jednak nie wszystko nam zabrali. Zupełnie inny nastrój nastąpił. Wszyscy powiedzieli: masz rację. My też sobie zorganizujemy. Nie minął tydzień, wszystkie miały to samo, co było".

Potem

Po wyjściu z obozów kobiety czasem opowiadały o swoich przejściach, czasem milczały. Zwykle niosły ciężar nadszarpniętego zdrowia i złych snów.

Te, które w obozach były długo, organizowały się w stowarzyszenia i środowiska, wspierając się nawzajem. Te, które do obozów trafiły w czasie Powstania Warszawskiego i wysiedlenia ludności miasta przez Niemców, zwykle nie potrafiły odnaleźć się ani w obozie, ani po wojnie. - Ich trauma jest większa, bo obóz był dla nich większym szokiem. Również dlatego, że obozy w 1944 r. były inne niż wcześniej. Te kobiety były całkowicie zagubione - mówi Piotr Filipkowski. Wiele lat po wojnie pozostają więc często poza zorganizowanymi grupami dawnych więźniarek.

Jednak czy opowiadają o obozach, czy też nie - wszystkie pamiętają. Numery w kolorze lila, kolor podłogi w bunkrze, mgłę jesienią, zgniły smak brukwi, kolor oczu mijanego kiedyś więźnia.

Zadają też sobie pytania. Jak Genowefa, więźniarka Auschwitz: "Sortierungów [selekcji] przeszłam setki. I dlaczego ocalałam, proszę mi powiedzieć, dlaczego ocalałam? Opatrzność boska była tylko. Bo przecież ani uroda... Bo były piękne, np. Włoszki i inne narodowości, Greczynki. Przecież masę narodowości było... Przystojne. Wszystko poszło do gazu. Tysiące poszło do gazu, a ja ocalałam. Koleżanki od lat nie żyją. Tutaj zginęły, w Oświęcimiu, na wolności. A ja żyję. Dlaczego ja żyję? Takie sobie nieraz zadaję pytanie. Nie wiem".

Cytowane relacje kobiet, byłych więźniarek obozów koncentracyjnych, pochodzą ze zbiorów Archiwum Historii Mówionej Ośrodka Karta i Domu Spotkań z Historią w Warszawie.

PATRYCJA BUKALSKA jest dziennikarką "Tygodnika Powszechnego", była współpracowniczką Muzeum Powstania Warszawskiego, współpracuje z Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Wkrótce w wydawnictwie Znak ukaże się jej książka "Rysiek z Kedywu. Niezwykłe losy Stanisława Aronsona": opowieść o polskim Żydzie i oficerze AK, który przeżył getto i walczył w Powstaniu Warszawskim, a po ucieczce przed NKWD na Zachód trafił najpierw do armii Andersa, a potem do Izraela, gdzie jako oficer armii izraelskiej walczył w kolejnych wojnach w obronie tego kraju.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]