Nagroda Literacka GDYNIA – od lat plasująca się w ścisłej czołówce najważniejszych literackich laurów w Polsce – wkracza w swoje trzecie dziesięciolecie. Kapituła Nagrody, pod kierownictwem dr hab. Doroty Kozickiej, wskazała dwadzieścia nominacji do tegorocznej edycji spośród polskich książek wydanych w ubiegłym roku.
Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi podczas oficjalnej gali w gdyńskim Teatrze Muzycznym im. D. Baduszkowej, zaplanowanej na koniec sierpnia. Laureaci otrzymają słynne Kostki Literackie oraz nagrody finansowe w wysokości 50 tys. zł.
Gala wręczenia nagród będzie kulminacyjnym wydarzeniem festiwalu Miasto Słowa, podczas którego publiczność będzie miała okazję spotkać się z nominowanymi autorami oraz uczestniczyć w licznych wydarzeniach literackich, przysłuchując się najnowszym głosom w literaturze polskiej.
Po raz drugi, obok głównych nagród, autorkom i autorom nominowanym do Nagrody Literackiej GDYNIA przyznane zostaną również cztery miesięczne rezydencje literackie w Gdyni.

Nominacje w kategorii ESEJ
Szymon Drobniak, Gęsi odpoczywają na Gotlandii, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
Wyspy na Bałtyku słabo zaistniały w polskiej świadomości kulturalnej. Gotlandia to nie Sycylia, toteż „Gęsi odpoczywają na Gotlandii” Szymona Drobniaka to wyłom w polskiej tradycji i w gruncie rzeczy skandal. Jak można poświęcić tak namiętną, wręcz miłosną książkę skrawkowi skalistej ziemi? Otóż można, jeśli ujrzy się w nim jedną z mitycznych Wysp Szczęśliwych.
Książka pulsuje tym szczęściem, zmieniając Gotlandię w krainę poezji pastoralnej – tej, do której wzdychał Auden. I spisał na wpół serio regulamin krainy poetów (bez przemocy, wyzysku, kapitału, nienawiści i niszczenia przyrody), a nasz autor tę krainę znalazł. Drobniak to ornitolog, botanik, mitograf, historyk kultury materialnej, wybitny obserwator. I poeta.
„Gęsi…” to w opisach tego, co na Wyspie kwitnie, fruwa i przemija istny poemat prozą, uderzający wyrafinowaną prostotą i głęboko poruszający. Autor spędził na Wyspie dwadzieścia wypełnionych pracą sezonów wiosenno-letnich – jako badacz życia ptaków i ich środowiska. O zgrozo, jak pokazują fotografie prasowe, unikalne siedliska Wyspy zadeptywane są dziś butami żołnierzy i rozjeżdżane kołami pojazdów wojskowych. Czytajmy więc tę książkę jako elegię, która oby nie stała się skargą.
Michał Herer, Nowoczesność na haju. Kapitalizm, mieszczaństwo i użytek z narkotyków, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2025
Esej Michała Herera to błyskotliwie pomyślane studium roli, jaką narkotyki odgrywały w mieszczańskim świecie późnej nowoczesności. Autor przygląda się trzem czasoprzestrzeniom – są to, kolejno, Paryż w połowie XIX wieku, Berlin w czasach Republiki Weimarskiej i okresie III Rzeszy, wreszcie Stany Zjednoczone lat 60. XX stulecia.
W tych czasoprzestrzeniach wybiera sobie środowiska i pojedynczych bohaterów, którym bada z uwagą, by wyodrębnić trzy strategie radzenia sobie z udrękami mieszczańskiej egzystencji – strategię dystansu, ucieczki do przodu i wielkiej odmowy – dla których narkotyki stanowiły zasadniczy instrument.
Owo wsparte wielką erudycją, a zarazem doskonale przejrzyście napisane trój-studium to zapis fascynującej medytacji nad możliwymi sposobami sobą-bycia w żywiole coraz bardziej rozpędzonej nowoczesności.
Maja Mozga-Górecka, Figlarnie. Przestrzenie radykalnej prywatności, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2025
W epoce radykalnie nadwerężonej prywatności Maja Mozga-Górecka prezentuje czytelnikom sześć z pozoru tylko arbitralnie wybranych „figlarni”, czyli architektonicznych konstrukcji, które miały prywatność chronić.
Wraz z Autorką odwiedzamy pałacyki, gabinety i wille, w których bohaterowie książki – od polskiego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego po fińskiego architekta Alvara Aalto – starali się skryć przed wszech-okiem świata.
Pisząc ze znawstwem a lekkością, łącząc analizy projektów architektonicznych z biograficzną anegdotą, Mozga-Górecka zastanawia się nad samymi warunkami możliwości przestrzeni prywatnej i przemianami, jakim ulegała ona przez ostatnie 250 lat. Jakkolwiek zaś Autorka – wedle własnej deklaracji – „ceni sobie prywatność”, owej prywatności bynajmniej nie fetyszyzuje: starając się zrekonstruować jej rozmaite formy w kolejnych rozdziałach swojej opowieści, zawsze pamięta również o rzeczach mniej chwalebnych, a czasem po prostu strasznych, które robimy w ukryciu.
Piotr Paziński, Obstalunki, Wydawnictwo Austeria, Kraków–Budapeszt–Syrakuzy 2025
Czym są obstalunki? To, za niemieckim Bestellungen, zamówienia, zlecenia, sprawki, co się je ma z majstrem. Oby takim od najlepszej roboty. I co tu dużo mówić: w tomie esejów, szkiców i recenzji pod właśnie takim tytułem Piotr Paziński kroi, klei, projektuje i zszywa najlepiej. Ale co to za majster – zapytacie?
Otóż jest to fachowiec bardzo rzadkiego fachu lektury. Nie obstalował na swój temat anonsów mistrzowskich, stąd Gdynia musi mu sprokurować tabliczkę. Jak następuje: „Witajcie, czytelnicy, w pracowni Pazińskiego. W pracowni najętej niewątpliwie w bocznej odnodze czasu. Stałymi klientami interpretacji są tu Jorge Luis Borges, Robert Walser, Joseph Roth, Winfried Georg Sebald, Thomas Bernhard, Stanisław Lem, jednym słowem zacna klientela, ale i nas was coś uszyje, jeśli zdołacie go zainteresować.
Paziński nie troszczy się o certyfikaty, nie poważa też metodologii cechowych, proszę zatem go tym nie męczyć. Swoje wie – a wie – i będziesz, czytelniku, zadowolony. Bo jeśli obstalujesz w tym zakładzie choćby i nie kompleksową analizę, a bardziej przygodną lekturę, to i tak rozpoznasz unikalny szew wrażliwości, krój myślenia. I może wrócisz tu ponownie już nie jako anonimowy zamawiacz, ale uczestnik dialogu żywych i umarłych za parawanem tekstu.
Kamil Piwowarski, Droga w górę i droga w dół, Wydawnictwo Austeria, Kraków–Budapeszt–Syrakuzy 2025
To książka osobna, rozwijającą się na pograniczu powieści, eseju, fikcyjnej autobiografii i literackiego komentarza do samej możliwości opowiadania. Punktem wyjścia staje się motyw poszukiwania ojca oraz miasta, którego być może w ogóle nie ma, jednak bardzo szybko okazuje się, że właściwym tematem tej prozy jest pamięć − zawodna, zapętlona, nieustannie mieszająca doświadczenie z lekturą, fantazją i cudzym językiem.
Narrator co chwila podważa własną wiarygodność, poprawia wcześniejsze wersje wydarzeń, komentuje konstrukcję opowieści i ujawnia jej zapożyczenia. Ta autotematyczność nie prowadzi jednak do chłodnej gry formalnej. Przeciwnie: z kolejnych nawrotów, dygresji i korekt wyłania się atmosfera głębokiego emocjonalnego napięcia, poczucia straty i niemożliwości odzyskania przeszłości inaczej niż przez jej nieustanne wymyślanie.
Bardzo istotną rolę odgrywa tu sieć literackich i artystycznych odniesień − Borges, Schwob, Bachtin, Diogenes Laertios, Piranesi czy Escher − które nie są ornamentem erudycyjnym, lecz częścią psychiki narratora, jego sposobu przeżywania rzeczywistości. Piwowarski pokazuje świat całkowicie przesiąknięty literaturą, świat, w którym pamięć działa poprzez cytaty, obrazy i cudze opowieści.
Szczególnie istotny jest tu motyw drzewa rozrastającego się ponad domem: realnego i fantasmagorycznego zarazem, będącego osią świata, drogą ucieczki, materializacją obsesji ojca i metaforą samego pisania. Autor konsekwentnie utrzymuje napięcie między konkretnością detalu a rozmyciem fabuły, między potrzebą sensu a świadomością, że każda biografia i każda pamięć są już formą konstrukcji. Dzięki temu książka staje się nie tylko opowieścią o utracie i poszukiwaniu, ale też przejmującą medytacją nad związkami życia i literatury.

Nominacje w kategorii POEZJA
Darek Foks, Z tobą to nawet na festyn pójdę, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2025
Zbiór poetyckich mikronarracji osadzonych w ostatnich miesiącach. Wiersze Foksa najczęściej przybierają formę anegdot wprost z pociągów i tramwajów, kawiarń i sal kinowych, a ich żywiołem są obserwacje; czynione zarazem z dbałością o detal, jak i intertekstualne odniesienie, umiejętnością ironicznego skracania lub wydłużania dystansu, zakorzenieniem w topograficznym konkrecie (praskim, wrocławskim, łódzkim) i aluzji do awangardowych nurtów i praktyk twórczych.
Foks, jak to on, ale także jak poeci np. z czeskiej Grupy 42, korzysta z materii codzienności, by spojrzeć pod podszewkę wiersza. Wydobywa stamtąd nie tylko humor, nierzadko czarny lub operujący wyłącznie półuśmiechem, lecz również tony całkiem serio, zwłaszcza gdy pisze o miłości i bliskości w ich najdrobniejszych przejawach. Męski, dojrzały podmiot zdradza swoje wątpliwości i fascynacje, by nie zastygnąć w koleinach dawnych losów.
Całość przypomina misternie, choć na pozór od niechcenia, skomponowany album fotografii lub kadrów z filmu – lub wielu filmów – w którym kadry raz po raz zamieniają się miejscami. Do głosu dochodzą w nim różne poetyki i gatunki, od aforyzmu po manifest oraz od paraboli po wyznanie, zaś język tej poezji nieustannie się przeobraża, korzystając z języka ulicy, obiektywistycznego skrótu, ale i zaskakując liryczną tonacją.
Jakub Głuszak, Z głębi czasu, Wydawnictwo Wspólny Pokój, Warszawa 2025
Zbiór poetyckich mikronarracji osadzonych w ostatnim ćwierćwieczu. Wspomnienia dzieciństwa spędzanego w Pińczowie sąsiadują z obrazami dorastania w Warszawie czasów transformacji. Tom przyjmuje formę specyficznego reportażu, w którym istotne są zarówno strzępy rozmów, hitów z radia i telewizji, politycznych sloganów, jak i powidoki dyskursów naukowych, próbujących – najczęściej w sarkastycznym, zjadliwym tonie – zobiektywizować prywatne doświadczenia.
To także intymna historia budowania tożsamości – nieheteronormatywnej, z dystansem, wręcz niesmakiem odnoszącej się do ciągot radykalizującego się pokolenia, balansującej między klasami społecznymi i oczekiwaniami kapitalistycznej machiny wobec jednostki. Podmiot wierszy Głuszaka równocześnie manifestuje swoją chłopacką dezynwolturę, używając zestawu zbanalizowanych haseł, figur oraz ikon, i dokonuje rozrachunków z perspektywy dojrzałego mężczyzny, który korzysta z postmodernistycznych i retroawangardowych chwytów – remiksów i przetworzeń, loopów i rebootów, przechwytów i gotowców.
Dzięki tym zabiegom w utworach Głuszaka pobrzmiewa rytmiczna melodia, którą lubimy, bo dobrze ją znamy, ale i dlatego, że w atrakcyjny sposób wykorzystuje materię języka, by wydobyć na wierzch jej brzmieniowe walory.
Marcin Mokry, Solarysze, Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław 2025
To książka-eksperyment. Marcin Mokry raz jeszcze powraca w niej do awangardy – tym razem po to, by w ślad za futurystami spróbować wytworzyć język, z pomocą którego opowiedzieć mógłby zarówno o świecie najnowszych technologii i klimatycznych zagrożeń, jak i o życiowych konsekwencjach swej przeprowadzki z górnośląskiej metropolii na podlaską wieś.
Z jednej strony mamy zatem w „Solaryszach” algorytmizację, uberyzację, chatboty, aplikacje, LED-y czy wytłoczony na okładce układ scalony, z drugiej – podmokłe łąki, palenie węglem, rozterki ojca, żałobę syna, wewnętrzne rozdarcie i pragnienie scalenia się na nowo. Utraconej ciągłości wydaje się poszukiwać również forma poetycka – w „Solaryszach” konsekwentnie łączy Mokry poemat prozą z luźnymi konstelacjami rozrzuconych sylab, morfemów, liter. Uwidaczniają one rozpad języka i świata, nade wszystko jednak stanowią świadectwo podjęcia poetyckiej pracy łączenia znaków: w słowa, w zdania, w rytm i melodię intymnej opowieści.
Rozpoczynając swą książkę od słów: „Wpada słońce z owocnikami. Błyszcze. Smuży w źrenice”, Mokry przypomina, że stawką poezji nie przestała być magia brzmienia (czemu daje wyraz również w swych recytacjach, do których prowadzi zamieszczony w tomie kod QR). „Solarysze” to dopracowana w każdym szczególe, przejmująco szczera, przepełniona słowotwórczą energią wyjątkowa książka poetycka.
Laura Osińska, Jaw, Wydawnictwo Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025
Anna Adamowicz od 2018 roku promuje Laurę Osińską („awatarkę, szacherkę, maskę, kamuflaż, bałamutkę, mydło do oczu, atrapę, fasadę, mąciwodę, bohaterkę, pensjonarkę, kant, protezę, wypełniacz”). Jej/Ich najnowszy tom poetycki jest zapisem poszukiwania języka do przedstawienia własnego, unikalnego doświadczenia („mam tylko to jedno ciało, jednego żuka w jednym pudełku”) – a jednocześnie dla doświadczania miłości między kobietami.
Ta miłość realizuje się w codzienności, między ulatującym snem a jawą składania mebli z Ikei, między obieraniem pomarańczy a intymnością, malowaniem ścian i seksem. Jest tu też miejsce na wiersz miłosny do matki. Odnajdowany język staje się narzędziem rozpoznania i odczucia zmysłowej więzi z kochanką – i ze światem.
Krzysztof Pietrala, Ao Manao, Wydawnictwo Meth, Poznań 2025
Tomem „Ao manao” Krzysztof Pietrala zaprasza w podróż, z której wraca się odmienionym. Egzotyka spotyka się tu z prowincją, globalne z miejscowym, kapitalizm z konkretem, Daleki Wschód ze Starym Kleparzem. W erudycyjnej książce Pietrali poetycka gra z przestrzenią prowadzona jest konsekwentnie i finezyjnie, przy zastosowaniu nieoczywistych, wymagających uwagi środków poetyckich, na czele z licznymi odniesieniami intertekstualnymi.
Ich gęsta siatka nakłada się na siatkę geograficzną, tworząc nowe układy i umożliwiając niespodziewane połączenia. By się wśród nich nie zgubić, potrzebna byłaby nowa kartografia… Póki co jednak warto pobłądzić z nomadycznym poetą: spotkać Tajów na Spitzbergenie, spróbować sajgonek na Ziemiach Zachodnich, spod mieszkania T.S. Eliota przy Kensington Gardens przenieść się na Ladies Market w Hong Kongu, a z wietnamskim kierowcą pogawędzić o Franku O’Harze.
Koniec języka za przewodnika? Niekoniecznie. W kosmopolitycznym świecie Pietrali mówi się wieloma językami; jego książka to istna feeria obcojęzycznych zwrotów i nazw miejscowych, konfundujących skrótowców, wielojęzycznych zagajeń. Najlepiej odnajduje się w tym Poezja.

Nominacje w kategorii PROZA
Mateusz Górniak, Ćpun i Głupek, Wydawnictwo Convivo, Warszawa 2025
Akcja powieści Mateusza Górniaka rozgrywa się w rzeczywistości wykoślawionej. To nasz świat, tyle że ostatecznie już odarty z pozorów naturalności. W apokaliptycznym mieście wszystko kręci się w głowie, płoną kosze na śmieci, a kinderterroryści zmagają się z gangami Tirowców i fioletowych Neonazistów.
W tej rzeczywistości Ćpun i Ryba starają się opiekować swoim synem Głupkiem. Ich historia to cudaczny apokryf, rozwibrowana parafraza biblijnych opowieści, których strzępki migoczą przed oczyma zdumionego czytelnika. Jest tu i dziecko znalezione w koszyku, i dziecko połknięte przez morskiego potwora, jest i ucieczka do dziwnie nierzeczywistego Egiptu. Z tych fragmentów Górniak skleja autentycznie czułą opowieść o trosce, miłości, a wreszcie – być może – o nadziei, nawet jeśli dla nas samych nie ma jej chyba zbyt wiele.
Emilia Konwerska, Rzeczy robione specjalnie, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2025
Na okładce żaba-baletnica żonglująca sztyletami, a w środku krótkie opowieści oznaczone tytułami, które – jak na rzeczy robione specjalnie przystało – zaskakują i intrygują wprowadzając nas w klimat literackiej żonglerki (Kozioł, ale o której godzinie, Nóżka po lewej, ale ta bardziej z tyłu, Krab kokosowy, na którego patrzy pies).
Co takiego robi narratorka, że jest to rozbrajająco przyciągające? Przygląda się światu i sobie w nim w sposób dalece odbiegający od tego, z czym nam się kojarzy „przyglądanie się”. Raczej tworzy ten „ja-świat” z pozornie dobrze nam znanych codziennych zdarzeń uruchamiając przy tym połączenia, skojarzenia i perspektywy, które nie przyszłyby nam do głowy.
Bez wątpienia, to wyobraźnia rządzi tymi rozpędzonymi historyjkami – pozwala narratorce balansować między rzeczywistością i absurdem, śmiechem i bólem, porażką i poczuciem przewagi. Pozwala jej panować nad rzeczywistością.
A nam – wśród rozbawienia i nieustannego podziwu dla błyskotliwości, pomysłowości i językowej wirtuozerii Autorki – zobaczyć, że wyobraźnia i język stają się tu swoistą strategią oporu wobec norm urody i sprawności, w których funkcjonujemy. Zobaczyć surrealno-poetycką odpowiedź narratorki na dojmująco-wyzwalające poczucie bycia poza nimi.
Weronika Murek, Urodziny, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
To niezwykle precyzyjnie skomponowana powieść, zamknięta w ramy dwóch scen tytułowych urodzin. Scena wydaje się tu równie ważna, jak urodziny i jak opowieść – wszystkie trzy zapowiedziane w krótkiej przedmowie, w której pojawia się również groza. Brzmi tajemniczo? Bo tak tu właśnie jest, mimo iż razem z bohaterką, Jagą Babażyną, kobietą, która ma „zbyt długą historię”, jesteśmy w rzeczywistości współczesnej Warszawy.
Jesteśmy i nie jesteśmy zarazem, bo Autorka prowadzi nas jednocześnie przez życie konkretnej aktorki, odsłaniając jej coraz bardziej – z biegiem lat - rozpaczliwe próby utrzymania się na zawodowej powierzchni. I przez życie „kobiety, która…” (jak konsekwentnie zatytułowane są wszystkie rozdziały) pokazując mechanizmy starzenia się i rozliczania z mijającym życiem, osamotnienia i poczucia nieważności.
Co widzi ta, która staje się niewidzialna? I co z tym zrobi w swoim pustym domu? Balansując między grozą, empatią i teatralnością Murek wystawia nas na bolesną, mądrą lekturę „teatru życia”.
Aleksandra Paduch, Trzewia, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
W centrum tej opowieści jest brzuch – głodny, pełny, smukły, gruby, karmiony do oporu: swój można poklepać, za cudzym się schować. Dosłownie, niemetaforycznie, wyraża splot historii wielkiej, społecznej i politycznej, historii transformacji, wojen i niedoborów, z historią małą, rodzinną, lokalną i własną. Opowieść o jednej, choć niemałej rodzinie, toczy się w latach 90. ubiegłego wieku, ale losy jej członków i ich brzuchów sięgają i wstecz, i w przyszłość.
Oto Polska: oranżada, sałatka warzywna, mięso i mięsa brak, ale też traumy przeprowadzek, wygnań i katastrof. Przemoc polityczna i przemoc codzienna – kulinarna, w rękach matek Polek gastronomicznych i dowożących zapasy mężczyzn. Ale też miłość – kulinarna, trudna, nie do strawienia, choć stale budząca głód. Narracja Aleksandry Paduch złożona jest z okruchów, osobnych całostek, niczym mozaika albo menu knajpy z kuchnią polską. Te mikrosceny i mikrobrazy układają się jednak w całość o pełnym i złożonym, słodko-gorzkim smaku, w której jedzenie wyznacza porządek życia jednostek, rodzin i społeczności.
Maciej Sieńczyk, Pijaczek, Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej, Katowice 2025
Tytułowy bohater nominowanej powieści Macieja Sieńczyka to jedna z najbarwniejszych postaci polskiej literatury ostatnich lat. Zmagając się z niedogodnościami życia w nałogu, nieśmiałością w stosunku do kobiet i ekonomiczną nędzą, Pijaczek wsłuchuje się w opery Wagnera, cytuje Gombrowicza i Joyce’a, rozważa bezsens istnienia, romantyzuje postać Hitlera, tropi zapomniane etymologie, wielbi Leśmiana, wypytuje o datę uzyskania niepodległości przez Liberię i dzieli się bogatą wiedzą na temat Republiki Południowej Afryki.
ego literacki portret okazuje się jednak portretem podwójnym. Z odnalezionej po latach taśmy magnetofonowej nagranej z jego udziałem nie dobiega złotousta mowa osiedlowego mędrca, lecz niezborny bełkot nieporadnie składającego zdania alkoholika. Autofikcyjny Pijaczek jest bowiem przede wszystkim przejmującą książką o pamięci, jej złudzeniach i jej sile. Kreśląc żywy portret mentora z młodości, pisze Sieńczyk w istocie pamiętnik z okresu dojrzewania.
To, co najważniejsze, nie zostaje tu powiedziane wprost, a jednak w lekturze dociera do nas doskonale. Może i na krzywy ryj, ale Pijaczek przebojem wdarł się na Parnas polskiej prozy współczesnej.

Nominacje w kategorii PRZEKŁAD NA JĘZYK POLSKI
Dorota Jovanka Ćirlić – Milena Marković, Dzieci, Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2025
W transowym rytmie wersów – świetnie utrzymanym w polszczyźnie – mieszczą miłość i nienawiść, złość i rezygnację, brzydotę i piękno, fascynację i wstręt, pożądanie i upokorzenie. Mówi tu kobieta – dziewczyna, matka, córka, siostra, żona, wiedźma. Kręci kołowrotkiem opowieści i łapie nas na haczyk frazy.
Ta jugosłowiańska Szeherezada, szefowa poematu, przechodzi od spraw najbardziej intymnych do historii kraju tak płynnie, jakby to była jedna fala. Dryf opowieści zagarnia trudne macierzyństwo i rodzinę Mileny, i inne rodziny, i mity tychże pomnożone przez mitologie wspólnoty. Tekst Marković – w znakomitym, dryfującym przekładzie Doroty Jovanki Ćirlić – uwodzi tempem, ale nie zwodzi łatwością prawd.
Przeciwnie: życie wkracza tu z całą intensywnością, pozwalając się afirmować i nienawidzić, odtrącać, badać, pożerać, oskarżać. Zmysłowo i cieleśnie, bez cenzury wstydu, a zarazem tajemniczo i w ciągłym niedopowiedzeniu powtarza się, rozpoznaje: „nadal nie jesteśmy ludźmi tylko/ jakimiś strasznymi dziećmi”. Dzieci nie są niewinne, nie zapominają.
Małgorzata Gralińska – Walter Kempowski, Prima sort. Powieść mieszczańska, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2025
Walter Kempowski od lat pozostaje jednym z najciekawszych kronikarzy niemieckiej pamięci. Buduje swoją prozę z resztek mowy, z cudzych głosów, półzdań, dokumentów, wspomnień, które nie tyle opowiadają historię, ile pozostają po historii niczym osad. „Prima sort” jest książką o Niemczech, ale jeszcze bardziej o niemożliwości oddzielenia życia codziennego od katastrofy, prywatnego języka od zorganizowanej przemocy.
Kempowski pisze chłodno, oszczędnie, chwilami niemal dokumentalnie, ale właśnie ta powściągliwość sprawia, że jego proza jest tak dotkliwa. Jej siła bierze się z pozornej zwyczajności: z chłodnego tonu, z fragmentarycznej konstrukcji, z narracji, która unika emocjonalnych wynurzeń, dzięki czemu jeszcze mocniej odsłania przemoc historii wpisaną w codzienny krajobraz przedwojennych i wojennych Niemiec.
Małgorzata Gralińska bardzo świadomie podąża za tym rytmem. Jej przekład zachowuje charakterystyczną dla Kempowskiego suchość tonu, unikając zarówno stylistycznego wygładzenia, jak i nadmiernej ekspresji. Szczególne wrażenie robi umiejętność oddania idiomu pamięci rozproszonej: zdań zawieszonych między relacją a niedopowiedzeniem, między zwyczajnością a ukrytym dramatem. Dzięki temu polszczyzna nie neutralizuje obcości tej prozy, lecz pozwala wybrzmieć jej dyskretnej ironii i melancholii.
„Prima sort” okazuje się więc nie tylko ważną książką o niemieckim doświadczeniu historycznym, ale też opowieścią o samym mechanizmie pamiętania − zawsze fragmentarycznego, niepewnego i uwikłanego w język.
Sebastian Musielak – Miki Liukkonen, O (albo uniwersalny traktat o tym, dlaczego sprawy mają się tak, a nie inaczej), Wydawnictwo Insignis, Kraków 2025
„O” jest drugą powieścią jednego z najciekawszych pisarzy współczesnej Finlandii (zm. 2023). To nie jest powieść „o” świecie, to powieść, która próbuje pomieścić świat w „o”. Ten graficzny – i graniczny – znak krążenia jest nie do wymówienia, to „»o«, rozbłysk bez granic…”, jak mówi jeden z bohaterów i narratorów powieści.
Współczesna tragedia rozgrywa się tu nie w wymiarze trzech jedności, ale w rozproszeniu – siedem dni, sto postaci, niezliczona liczba wątków, dygresji, scen i obrazów. Obejmuje codzienność w jej rozlicznych przejawach, błahych, przezroczystych, w mikrokrzątaninie, której opisanie gęstnieje nieproporcjonalnie do jej znaczenia, w jej absurdach i w jej grozie, tak często trudnej do udźwignięcia. Bohaterowie mają tu swoje życie i swoje obsesje, swoje zajęcia i swoje emocje.
Powieść próbuje oddać im sprawiedliwość: „Najważniejsze jest piękno języka i zwłaszcza w O tak istotny jest ten językowy przesyt, który odzwierciedla ten przesyt informacji, w którym obecnie żyjemy” – pisał jej autor. Tłumacz, Sebastian Musielak, z czułością i z czujnością oddaje ten przesyt, językowe rozproszenie i wielobarwność, pewnie prowadząc nas przez setki stron książki.
Elżbieta Sobolewska – László Krasznahorkai, A świat trwa, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
Twórczość László Krasznahorkaiego od dawna rozwija się wokół zjawiska rozpadu: rozpadu wspólnot, języka, porządku świata i możliwości sensownego opowiadania rzeczywistości. A świat trwa jest książką, w której to doświadczenie osiąga szczególną intensywność. Narracja rozwija się tutaj w stanie nieustannego napięcia, zawieszenia i powracającego poczucia katastrofy. Bohaterowie Krasznahorkaiego funkcjonują jakby po końcu historii, w świecie, który wprawdzie nadal istnieje, lecz utracił stabilność i wewnętrzną spójność.
Ogromną rolę odgrywa tu sam ruch języka: długie, meandrujące zdania, obsesyjne nawroty obrazów i rytm przypominający chwilami trans albo monolog prowadzony na granicy wyczerpania. Elżbieta Sobolewska znakomicie oddaje tę szczególną muzyczność prozy Krasznahorkaiego. Jej przekład zachowuje składniową gęstość i ciężar oryginału, nie upraszczając go tam, gdzie konieczne jest spowolnienie lektury i doświadczenie językowego oporu. Sens tej prozy rodzi się nie tylko z opowiadanych zdarzeń, lecz także z samego rytmu narracji − z jej zapętleń, spiętrzeń i powracających obsesji.
Sobolewska potrafi utrzymać ten hipnotyczny ton, a jednocześnie zachować niezwykłą precyzję polszczyzny. Dzięki temu „A świat trwa” pozostaje książką głęboko niepokojącą: namysłem nad światem, który trwa siłą bezwładu, oraz nad językiem próbującym jeszcze opisać rzeczywistość po utracie dawnego porządku.
Kacper Szpyrka – Miguel Ángel Asturias, Pan Prezydent, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2025
Mistrzowski przekład najważniejszej powieści gwatemalskiego noblisty. Na pozór mamy do czynienia z prozą o realistycznym rodowodzie, wykorzystującą lokalny kontekst polityczno-społeczny, w tym rządy dyktatorów w rodzaju Manuela Estrady Carrery czy Jorge Ubico, do stworzenia jego ponurego, dusznego ekwiwalentu w literaturze.
W istocie jednak przeplata się tutaj kilka wątków narracyjnych, łącznie z dramatyczną opowieścią o złu prowadzoną w dystopijnym stylu, biblijną alegorią walki Anioła z Lucyferem oraz surrealistyczną prozą o magmatycznych, wadzących się z logiką cechach koszmaru sennego. Asturias z niezwykłą lekkością przeskakuje z rejestru na rejestr, raz stawiając na fabularną zrozumiałość zamkniętą w prostym, minimalistycznym języku, innym razem pogrążając się w silnie zmetaforyzowanych i wyobraźniowo rozbuchanych wizjach.
Kacper Szpyrka doskonale radzi sobie z gwatemalską odmianą hiszpańszczyzny, ale i z jej historycznymi kontekstami. Umiejętnie prowadzi nas zarówno przez meandry awangardowych nurtów, jak i gąszcz intertekstualnych odniesień, nigdy nie tracąc z oczu czytelniczek i czytelników. Przede wszystkim jednak nie zapomina, że język jest materią wyjątkowo plastyczną i można prowadzić na niej eksperymenty bez szkody dla zrozumiałości tekstu, a z korzyścią choćby dla jego walorów brzmieniowych oraz rześkości składniowej i leksykalnej.
Festiwal Miasto Słowa: 26-30 sierpnia 2026 roku. Gala Nagrody Literackiej GDYNIA: 29 sierpnia.
W skład Kapituły Nagrody wchodzą: Dorota Kozicka (przewodnicząca), Piotr Bogalecki, Eliza Kącka, Jakub Kornhauser, Iwona Kurz, Adam Lipszyc, Tomasz Swoboda oraz Natalia Gromow (sekretarz).
Szczegółowe informacje na temat nominowanych książek oraz wydarzeń festiwalowych: www.nagrodaliterackagdynia.pl
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





