Niepotrzebne cierpienie

Prawdopodobnie muszek owocowych nie boli przeprowadzanie doświadczeń naukowych. Mimo to kilka lat temu studenci Uniwersytetu Łódzkiego zaprotestowali na zajęciach z genetyki przeciwko ich usypianiu. Choć po wybudzeniu mogły latać, studenci twierdzili, że niepotrzebnie narażają je na cierpienie. W przypadku doświadczeń na kręgowcach sytuacja jest jednoznaczna: żaby ogłusza się uderzeniem łebka o brzeg umywalki; rozkrojone szczury zamiast uśmiercić wyrzuca się do kosza na śmieci; psy i koty miesiącami przetrzymywane są w ciasnych klatkach zwierzętarni przy labolatoriach. To, oczywiście, nie jest norma. Ale też, jak alarmują pracownicy towarzystw opieki nad zwierzętami, wcale nie wyjątki.
Czyta się kilka minut

Według ostatniej nowelizacji ustawy o doświadczeniach na zwierzętach, kontrolę nad eksperymentami będą sprawowali wyłącznie inspektorzy weterynaryjni, już bez udziału komisji etycznych. Sejm zdecydował, że przedstawicieli nauki (m.in. humanistyki) oraz towarzystw opieki nad zwierzętami trzeba odsunąć od oceny traktowania zwierząt doświadczalnych, ponieważ żądają opłat za pracę (Katarzyna Turzańska z krakowskiej komisji etycznej podważyła tę “oszczędność", argumentując, że jej komisja nigdy gratyfikacji nie żądała) oraz nie sprecyzowano warunków współpracy komisji z inspekcją (dlaczego więc ich nie opracowano przy okazji nowelizacji?). Tworzenie komisji bioetycznych przy uczelniach i labolatoriach jest zgodne z wymogami europejskiej konwencji o ochronie zwierząt doświadczalnych z 1986 r. Trudno dociec, na jakie zapisy prawa europejskiego powoływali się posłowie, uzasadniając nowelizację właśnie wymogiem dostosowywania prawa polskiego do unijnego.

W niektórych rzeźniach, które też powinny być kontrolowane przez weterynarzy, wrzuca się żywe świnie do wrzątku i sprawą zaczyna się ktoś zajmować dopiero po nagłośnieniu jej przez media. Czego można się spodziewać po kontrolach inspekcji weterynaryjnych w laboratoriach? Wiele z nich dotychczas w ogóle nie zdawało sobie sprawy, że ma taki obowiązek, a losem zwierząt de facto interesowała się grupa zapaleńców z komisji etycznej właśnie.

I jeszcze jedno: w katalogu sytuacji, w jakich ustawa dopuszcza doświadczenia na zwierzętach, uwzględniono też cele dydaktyczne. Czy naprawdę studenci biologii albo medycyny muszą kroić zwierzęta pod narkozą, aby zobaczyć pracę ich narządów wewnętrznych? Uczyć się na nich pobierania krwi czy wprowadzania sondy? Poza przytępieniem wrażliwości nie nauczą się chyba więcej, niż gdyby zobaczyli eksperyment, np. korzystając z prezentacji komputerowej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2003