Reklama

Nienasycenie. Zmarł Neville Marriner

Nienasycenie. Zmarł Neville Marriner

05.10.2016
Czyta się kilka minut
Jeszcze rok temu wydawał się wieczny – towarzyszył nam „od zawsze” i dopiero pierwszy raz uczestniczył w uroczystości nadania tytułu doctora honoris causa, w krakowskiej Akademii Muzycznej. Zmarł w minioną niedzielę. Sir Neville Marriner miał 92 lata.
Neville Marriner, 1968 rok. / Fot. Reg Wilson/REX/Shutterstock/EAST NEWS
S

Sława i popularność zaskoczyła go pod koniec lat 1950., gdy po pierwszym koncercie, jaki grupa znajomych muzyków zagrała w londyńskim kościele św. Marcina na polach (St Martin-in-the-Fields, na samym Trafalgar Square), poprowadzony przezeń zespół otrzymał propozycję nagrania płyty – ta zaś nagle zebrała świetne recenzje i pociągnęła za sobą szereg zaproszeń. Jednorazowa rozrywka grona kolegów stała się nagle sposobem na życie. Życie długie i, mówiąc eufemistycznie, bardzo, ale to bardzo owocne. Ilość nagrań Marrinera wraz z orkiestrą Academy of St Martin-in-the-Fields porównywana jest dziś wyłącznie z liczbą płyt Herberta von Karajana. Jeszcze 20 lat temu czytałem jednak, że Marrinera jest już więcej.

Skąd fenomen tej orkiestry kameralnej? Nota bene początkowo prowadzonej przez skrzypka od pulpitu koncertmistrza, nim za sugestią i naukami Pierre'a Monteux nie przeniósł się na podium dyrygenta? Przecież nie ona pierwsza sięgnęła do muzyki dopiero w tamtym czasie odkrywanej i zdobywającej estrady – mistrzów włoskiego baroku. Grały ją wówczas z powodzeniem zespoły o podobnym składzie, profilu i estetyce, I Virtuosi di Roma czy I Musici. Owszem, ale żaden z włoskich zespołów nie trafił na rozwijającą się błyskawicznie wytwórnię płytową, która swój sukces oparła na repertuarze muzyki dawnej – jaką była założona właśnie L'Oiseau Lyre – ani też żaden nie okazał się równie elastyczny, gotowy poszerzać spektrum zainteresowań. Corelli czy Torelli dobrzy byli na początek, ale potem bez oporów doszedł Händel, Mozart, nawet Beethoven.

Okazało się, że Academy of St Martin-in-the-Fields to nie tylko muzyka instrumentalna, ale i oratoria, i opery. A także nie tylko muzyka dawna, lecz i klasyczna, czyli ówczesna domena wielkich orkiestr symfonicznych – i że również w tym repertuarze przynosi ze sobą nową jakość, właściwą tylko dla siebie. I co ważniejsze – nowoczesną, atrakcyjną dla ówczesnego ucha. Czyli? Dynamikę i wypolerowaną, błyskotliwą precyzję, interpretację opartą na naturalnym pędzie do przodu i przejrzystości faktury, pozwalającej odkrywać głosy zakrywane przez masę brzmienia w orkiestrach o większym rozmiarze i nadającej zespołowi Marrinerowi zwinność gazeli.

Nagle okazało się, że baroku, a może nawet Haydna i Mozarta już nie sposób słuchać w symfonicznym tumulcie, co pociągnęło za sobą światowy wysyp podobnych zespołów – by wymienić w samej tylko Polsce wszystkie Capellae (Bydgostiensis, Cracoviensis, Gedanensis...), Kameralistów Filharmonii Narodowej Karola Teutscha, wrocławską Leopoldinum czy wreszcie, najważniejszą, Polską Orkiestrę Kameralną Jerzego Maksymiuka.

Sukces niebywały. A jednak, gdy Marriner nagrywał na początku lat 1970. „Koncerty brandenburskie”, które miały stać się jedną z jego sławnych rejestracji, współpraca z Thurstonem Dartem, najważniejszym pionierem muzyki dawnej w Wielkiej Brytanii, nie wystarczała już, by przejść do historii. W tym już czasie koledzy Marrinera, jak Christopher Hogwood, szybkimi krokami posuwali się naprzód w odkrywaniu stylistycznej specyfiki muzyki baroku i historycznych instrumentów, jakie były dla niej właściwe. Dziś to ich myśl i dokonania – historically informed performance – wyznaczają standard wykonawczy. Marriner, któremu przyświecały inne cele, został z tyłu, a w konsekwencji został wyparty z repertuaru barokowego – podobnie jak rzesza orkiestr kameralnych wyrosłych wedle wzorca z Trafalgar Square. Okazało się, że albo potrzeba zmienić repertuar (jak na naszym podwórku Leopoldinum), albo instrumenty (jak Capella Cracoviensis). Także Academy of St Martin in the Fields (po drodze zgubiła w swej nazwie dywizy) musiała przenieść się na inne pola – od dawna wykonuje wielką symfonikę, sięga też swobodnie po XX wiek. I mało kto tak cudownie grywa neoklasycznego Strawińskiego.

A jednak muzycy od św. Marcina bez trudu wymknęli się porażce. Przeciwnie – lata 70. i 80. zdają się być czasem ich największych sukcesów, kiedy to nagrywają intensywnie, z udziałem najwybitniejszych solistów, jak idealnie korespondujący z ich estetyką Alfred Brendel czy równie klasyczny Henryk Szeryng.

Kulminacja przychodzi ze sławną rejestracją ścieżki dźwiękowej do filmu „Amadeus” Milosa Formana. Błyskotliwy wybór utworów Mozarta pozostaje do dziś jednym z największych hitów w dziedzinie muzyki klasycznej. I do dziś, jak mówił Marriner parę lat temu w wywiadzie, przynosi orkiestrze tantiemy – czyli wciąż się sprzedaje.

W 2011 r. sir Neville przekazał kierowanie zespołem w inne ręce, również skrzypka, choć tym razem wirtuoza-solisty, Joshui Bella (sam Marriner długo był muzykiem orkiestrowym i kameralistą), i został mianowany jego dożywotnim „prezydentem”. W międzyczasie jednak zdążył zrobić międzynarodową karierę dyrygenta symfonicznego, dyrektorując kilku znaczącym zespołom i prowadząc gościnnie orkiestry z całego świata. Niezależnie od powodzenia trzeba jednak przyznać, że nigdzie nie udało mu się osiągnąć efektów równych pracy z własną orkiestrą. Mimo wszystko pozostanie więc twórcą potęgi Academy of St Martin-in-the-Fields, z którą jego nazwisko związało się nierozerwalnie. I która, choćby w znacznej części swych osiągnięć została zastąpiona przez następców, nie przestanie być legendą.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Smutna wiadomość. Pamietam wywiad telewizyjny z nim i Maksymiukiem z okazji goszczenia Akademii w Polsce (kiedy to było? Pewnie wieki temu...:))) Panowie wymieniali się opiniami na temat, jak należy grac barok. Maksymiuk chciał błyszczeć i zachwycac, Mariner preferował brzmienie aksamitne z pomocą altówek. I tak brzmiały takze inne zespoły angielskie grające na instrumentach z epoki: miękko i "głucho". Kiedy nawet Simon Standage szalał podczas koncertów na swoich skrzypcach, nigdy jego instrument nie brzmiał ostro, a przez to prostacko. Kocham takie brzmienie, choć coraz rzadziej mam okazję go słyszeć.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]