Niejeden krok za daleko

PiS nie zmniejsza presji na organizację majowych wyborów. Wypada mieć nadzieję, że katastrofa spadnie tylko na tę partię, nie zaś na nas wszystkich.
Czyta się kilka minut
Sortownia Poczty Polskiej w wynajętej hali w Białymstoku, październik 2019 r. / Fot. AGENCJA WSCHÓD / FORUM /
Sortownia Poczty Polskiej w wynajętej hali w Białymstoku, październik 2019 r. / Fot. AGENCJA WSCHÓD / FORUM /

Lista powodów, dla których to się nie powinno dziać, jest tak długa, że wymaga uporządkowania.

Zagrożenie zdrowiaWybory, niezależnie, tradycyjne czy pocztowe, prowadzą do liczonych w miliony bliskich kontaktów między ludźmi. Dane z Bawarii, gdzie w marcu przeprowadzono wybory lokalne, pokazują, że to śmiertelnie poważna sprawa.

Nierówna kampania. Społeczny wstrząs i ograniczenia narzucone przez walkę z epidemią uniemożliwiają opozycji prowadzenie kampanii, za to na jakiś czas uprzywilejowują sprawujących władzę. Jak widać, pokusa łatwego zwycięstwa pozbawia nie tylko moralnych hamulców, ale i rozumu.

Rokosz samorządu. PiS to nie cała władza. Dla lokalnych włodarzy pomysł przeprowadzenia wyborów w takich okolicznościach był od początku abstrakcją. Są wszak ustawowo zobligowani do troski o zdrowie nie tylko urzędników, lecz i mieszkańców. W obliczu narastającej fiksacji władz centralnych poczuli się w obowiązku zgłosić sprzeciw – w praktyce uniemożliwiający całą operację.

Prawo „poza trybem”. Spodziewając się, że opór ministra zdrowia i samorządów względem zwykłego głosowania będzie nie do przezwyciężenia, PiS wpadł na nowy pomysł: wybory mają się odbyć „zaocznie”, siłami poczty i urzędów wojewódzkich, z pominięciem samorządów. Przegłosowanie nowelizacji kodeksu wyborczego odbyło się ze złamaniem obowiązujących dotąd reguł parlamentarnych.

Standardy pocztowe. Koperty z ważnymi kartami do głosowania miałyby być wrzucane do skrzynek „w ciemno”, na podstawie danych adresowych formalnych lokatorów. Głosy miałyby być oddawane – nieważne przez kogo – przez wrzucenie ich do stojących na ulicach skrzynek. Tożsamość głosującego byłaby weryfikowana tylko na podstawie nadesłanego pocztą oświadczenia. Każdy z tych pomysłów oddzielnie obniża drastycznie wiarygodność wyników. Wspólnie robią z nich farsę.

Karkołomny kalendarz. Nowe prawo nie wejdzie w życie przed pierwszą dekadą maja – o ile w ogóle. Już teraz przeszło minimalną większością. Zanim wróci z Senatu, z powodu koronawirusa umrze kilkaset osób, zachorują tysiące. Czy nikt z 230 głosujących teraz „za” nie zmieni zdania? Wicepremier Sasin nie zawaha się, gdy trzeba będzie podjąć działania podyktowane nieobowiązującą ustawą, lecz czy zrobią tak komisarze i sędziowie z okręgowych komisji wyborczych? W 2014 r. cała PKW podała się do dymisji po kryzysie znacznie mniejszym od teraz możliwego.

Organizacyjna prowizorka. Nawet tak niewiarygodne złamanie wyborczych wyobrażeń nie daje się przeprowadzić bez jeszcze większych zmian w wewnętrznych procedurach wyborczych. Wiadomo na razie tyle, że oddane głosy miałyby być liczone przez jedną komisję na gminę – w miastach nawet kilkudziesięcioosobową. Dotąd np. w Krakowie robiło to 450 komisji, liczących w sumie 4 tys. osób. Nie podano, jak miałoby wyglądać przygotowanie pakietów wyborczych (dla Krakowa to 600 tys. sztuk, skompletowanych z 3,6 mln elementów). Nikt nie wie, jak będą wyglądać skrzynki mogące pomieścić setki kopert zwrotnych oraz kto, gdzie i kiedy je ustawi.

Każdy z tych powodów mógłby być podstawą do unieważnienia wyborów. Co byłoby dla rządzących klęską znacznie poważniejszą niż ogłoszenie stanu klęski żywiołowej i przesunięcie wyborów na spokojniejsze czasy.

Czytaj także: Jarosław Flis: Wirusowa katastrofa, wyborcza ruletka

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2020