Niedźwiedzie na celowniku

Nawet 400 misiów może zginąć po słowackiej stronie Tatr. Tamtejsza Straż Ochrony Przyrody tłumaczy, że niedźwiedzi jest za dużo i najwyższy czas zmniejszyć pogłowie o połowę.
Czyta się kilka minut

Bardzo prawdopodobne, że słowackim leśnikom brakuje dewiz, stąd bicie na alarm i zapowiedź odstrzałów. Jakich byśmy jednak uzasadnień nie znaleźli, to kolejny dowód, że opowieści o zrównoważonym rozwoju i szacunku dla przyrody, w jakich prześcigają się od dawna tzw. czynniki oficjalne, można włożyć między bajki. Przychodzi bowiem głód finansowy albo jakiś niedźwiedź-łobuz z hałasem przegania turystów ze szlaku - i mit zrównoważonego rozwoju pryska. Przyroda musi się wycofać bądź polec. W końcu człowiek jest najważniejszy, nawet w tak podobno dzikim i naturalnym miejscu jak Tatry. Słowacy nie są wyjątkiem. Ponad rok temu Niemców zelektryzowała informacja, że na ich terenie plącze się miś, pierwszy od ponad stu lat. Euforia minęła, miś narozrabiał, trzeba go było odstrzelić.

Przyroda - czy to miś, czy świstak, czy unikalne bagna - może istnieć do momentu, kiedy nie wejdzie nam w paradę. W innym przypadku: pif, paf albo piłą ją przez pień.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2007