Niedługo będzie lepiej – Kropka? Pytajnik? Wykrzyknik?

Putinowska umowa społeczna z lat "zerowych" naszego nowego, wielce obiecującego tysiąclecia - opierająca się na ideologii drogich i wiecznie drożejących węglowodorów i prostym równaniu: społeczeństwo oddaje swobody obywatelskie za stabilność w wypłacie pensji i emerytur i nie bawi się w politykę - odeszła do lamusa historii.
Czyta się kilka minut

Kryzys - to brzydkie słowo na sześć liter, którego używania w mediach zabraniały rządowe okólniki jeszcze jesienią zeszłego roku - dziś coraz częściej pada z ust najwyższych urzędników. Rządzący tandem prezydent--premier w pocie czoła pochyla się nad programem antykryzysowym.

Ale ludzie "na dole" nie bardzo rozumieją, dlaczego gospodarkę kraju ma uratować przelewanie strumyka pieniędzy ze "zbiorników retencyjnych" (funduszy stabilizacyjnych) do kieszeni ludzi stojących najbliżej władzy.

Ludzie "na dole" liczą pieniądze we własnych portfelach i miny mają niewesołe: już 35 proc. Rosjan ma kłopoty z otrzymywaniem pensji, a przewiduje się, że do końca roku pracę straci dziewięć milionów ludzi.

Mitologia stabilności usadowionej na ropie i gazie rozpada się jak domek z kart. Naczelny polityczny hipnotyzer, Władimir Władimirowicz Putin, traci wiarygodność z dnia na dzień (może dlatego na ekrany telewizorów powrócił pośród braw Anatolij Kaszpirowski). Zawalił się mit, budowany przez ostatnie osiem lat, polegający na przekonaniu, że pod rządami Putina (a potem Putina-Miedwiediewa) będzie tylko lepiej i lepiej, że ceny na ropę będą stale rosły, Rosję będą cenić w świecie, jej przywódców wszędzie kochać i słuchać tak, jak kocha ich i słucha własny naród, rubel stanie się opoką światowych finansów, a pracować Rosjanie będą jedynie dla przyjemności, bo czarną robotę zrobią za nich inni, którym los nie zesłał petrodolarów i genialnych menedżerów na czele państwa.

Teraz rosyjska elita przypomina gniazdo pełne żarłocznych piskląt, które - drąc się rozpaczliwie - rozdziawiają dzioby i czekają, aż z góry spadnie życiodajny ochłap pomocy. Chętni do uratowania się z topieli kryzysu kosztem państwa przepychają się coraz bardziej nerwowo.

A wiadomo przecież, że słodkich pierników dla wszystkich nie starczy. Jak pisze jeden z rosyjskich politologów: głodne lwy, karmione w ostatnich tłustych latach u kremlowskiej "karmuszki", są coraz bardziej rozdrażnione. Czy nie rozszarpią tych, którzy władają ochłapami?

Na czym polegać będzie nowa umowa społeczna? Władze skupiają się dziś najwyraźniej na budowaniu kolejnego mitu: że kryzys potrwa niedługo, władza da sobie z nim radę, a kiedy minie, życie wróci w stare koleiny. A skoro wszystko potrwać ma, jak zapewniają politycy, niedługo, więc nie warto nic zmieniać - z władzami na czele.

Czy Rosjanie uwierzą w nowy mit?

Amerykanie wierzą, że Obama wyprowadzi ich z bagna. Rosjanie na razie wysłali tandemowi Putin-Miedwiediew pierwszy sygnał, że fasada się sypie: w badaniach opinii odnotowano znaczny spadek zaufania do najwyższych władz. Współczynnik zaufania do Putina spadł poniżej psychologicznej granicy 50 proc. - i dziś aż 40 proc. Rosjan uważa, że kraj idzie w niewłaściwym kierunku.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2009