Rozmowa z dyrektorem Muzeum Auschwitz-Birkeanu Piotrem Cywińskim w 80. rocznicę wyzwolenia obozu jest lekturą wstrząsającą nie tylko w tym, co Piotr mówi, ale i w tym, jak mówi. Dla mojego, wymierającego pokolenia, sposób myślenia Piotra, czyli człowieka z pokolenia następnego, jest zaskakujący. Uświadamia, że są ludzie tak patrzący na to, cośmy przeżyli dawno temu, którzy nam mówią, czego byliśmy świadkami i czego nas uczą mury obozu, który stał się muzeum. No właśnie, muzeum czego? Auschwitz był obozem koncentracyjnym i obozem zagłady.
Kiedy piszę o odniesieniach do moich młodzieńczych doświadczeń, to nawiązuję do pamięci losów moich najbliższych. Wtedy, kiedy się to działo, nie tylko byłem już na świecie, ale dotykało mnie to w losach osób najbliższych. Do obozu koncentracyjnego w Auschwitz po powstaniu warszawskim trafiły, wśród innych, dwie siostry mojej mamy. Imola – malarka mająca za sobą studia w Polsce i we Włoszech, oraz Ida, muzyk, intelektualistka. Obie doskonale znały język francuski. Ida jeszcze angielski. Imola została potem przeniesiona do innego obozu na terenie Niemiec. Wróciły obie. Ida w amerykańskim mundurze, chyba jako pracownica Czerwonego Krzyża, Imola przywędrowała z Niemiec. O ich dziejach nie czas pisać. Tu chcę tylko podkreślić, że nigdy nie wracały do obozowych wspomnień. Imola tylko w pierwszym okresie po powrocie rysowała sceny obozowe. Pamiętam dobrze obraz, na którym sznur ludzi popycha taczki. Idą po ziemi, ale w jakimś miejscu ten pochód od ziemi się odrywa. Udręczeni ludzie idą do nieba. Nigdy ich nie pytałem o obozy. Chyba nikt nie pytał, a one nie opowiadały. Straszne wspomnienia zabrały ze sobą.
Muzeum opowiada dziś o tym, do czego jest zdolny człowiek, któremu odebrano pojęcia dobra i zła w ich elementarnym znaczeniu. Bo przecież Auschwitz było też obozem zagłady. Miejscem konsekwentnie zaplanowanego przemysłu śmierci. Rozmowa z Piotrem Cywińskim budzi wiele myśli wychodzących poza jego granice, bo znamy przecież współczesne obozy eksterminacji. Skazywanie ludzi na tortury i śmierć możliwe jest na wiele sposobów. Myślę jednak, że ostrzeżenie zawarte w tym miejscu świata do wielu ludzi przemówiło. Mnóstwo praw, jakie stworzono po II wojnie światowej, mimo działań rozmaitych przywódców i ich akolitów, odgrywa jednak w świecie, w którym żyjemy, jakąś rolę.
Niezależnie od tego, czy wszystkie wyroki uda się wykonać i bez względu na to, że przemoc nadal będzie decydowała o kształcie świata, prawa człowieka są coraz wyraźniej formułowane i, co więcej, egzekwowane. Zgoda, ten proces postępuje wolno, ale nie zapominajmy, jak długo całkiem inne prawa decydowały o losie narodów i ludzi. Nie wiem, czy przed końcem świata zdążymy uporządkować go według zasad sprawiedliwości, nie mówiąc o zasadach miłości. Ale przecież ludzi dobrej woli jest więcej.
Rocznica wyzwolenia KL Auschwitz jest dobrą okazją, by się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, dokąd idziemy. Rocznice raczej nie bywały datami zwrotnymi w dziejach, mogą jednak stać się początkiem nowej refleksji. Przynajmniej ta pełna bólu rocznica, mająca za sobą lata przemyśleń i studiów, na pewno nią jest.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















