Nie wiadomo, kto wymyślił zasady i dlaczego powinniśmy ich przestrzegać. Gramy w „Indikę”

Oto ludzie, posłuszni wobec władzy, krok po kroku przyzwyczajają się do życia w strachu. Opresyjną przestrzeń reprezentuje żeński zakon, umieszczony gdzieś na peryferiach dawnej Rosji. Czy da się stąd uciec?
Czyta się kilka minut
Indika / Materiały prasowe 11 bit studios
Indika / Materiały prasowe 11 bit studios

Od wielu lat we wsi Jelnia w obwodzie niżnonowogrodzkim działa sekta uznająca Władimira Putina za świętego. Od czasu do czasu informuje ona o cudach, które dzieją się za sprawą prowadzącego kraj ku światłości prezydenta. Zresztą nie tylko sekta Matki Fotiny, także rosyjska telewizja doskonale wie, po której stronie opowiada się dzisiaj Bóg.

Splot przeróżnych okoliczności i zdarzeń doprowadził do tego, że rosyjskie prawosławie charakteryzuje niebezpieczny, także pod względem teologicznym, alians z władzą. Jak wielokrotnie referowała na tych łamach Anna Łabuszewska, miksowanie prawosławia i sowieckiej doktryny to wzięty chwyt propagandowy Kremla. Po wybuchu pełnoskalowej wojny z Ukrainą Cerkiew stała się wyjątkowo ważnym narzędziem politycznym, a patriarcha Cyryl – sprzymierzeńcem Putina.

„Kapłani mówią, że powinieneś umrzeć za ojczyznę. To szaleństwo” – złości się Dmitry Svetlow, architekt, scenarzysta i założyciel studia Odd Meter, który dwa lata temu wyemigrował z Rosji do Kazachstanu. Tam – przy wsparciu warszawskiego 11bit studios – ukończył grę komputerową, będącą w dużej mierze krytycznym komentarzem zaangażowania Cerkwi w zbrodnie Putina. Svetlow odważnie i wprost skrytykował też wojnę z Ukrainą w nagraniu na YouTubie, obnażając kłamstwa władzy oraz język, jakim się posługuje, uzasadniając swoje działania.

Jego gra „Indika”, dostępna w sklepach internetowych od ponad dwóch miesięcy, opowiada w gruncie rzeczy o tym, jak ludzie, posłuszni wobec władzy, krok po kroku przyzwyczajają się do życia w nieustannym strachu. Opresyjną przestrzeń w „Indice” reprezentuje żeński zakon, umieszczony gdzieś na peryferiach dawnej Rosji. Przełożone traktują młode siostry obcesowo, zlecając im wykonywanie ciężkich, często bezsensownych prac, które – gdy wcielamy się w postać głównej bohaterki – stają się także naszym udziałem.

Indika / Materiały prasowe 11 bit studios

Trwa zima, przez okolicę przetacza się wojna, być może jesteśmy blisko frontu. Przemierzając połacie skrzypiącego pod stopami śniegu dostrzegamy ślady niedawnych starć: wysadzony most, płonącą lokomotywę, rannych albo martwych żołnierzy. Jest strasznie, a jednocześnie pięknie, bo scenografia gry i jej grafika przywodzą na myśl filmy Pawła Pawlikowskiego, szczególnie „Idę”. Nie bez znaczenia jest tu wykształcenie Svetlowa – dbałość o architektoniczne szczegóły sprawia, że często mamy ochotę po prostu się zatrzymać i rozejrzeć, by podziwiać okolicę. Ale przekraczając rzeki, wioski, cmentarze i opuszczone domy w ciele samotnej, drobnej Indiki, czujemy lęk, który nieodmiennie towarzyszy bohaterce, ale też każdej kobiecie w czasie wojny.

W zarzuconym na plecy worku mamy tylko modlitewnik i list, który należy dostarczyć we wskazane miejsce – co w nim jest? Czy siostry przełożone nie wysłały nas tak naprawdę na pewną śmierć? Czy sprawa, z którą idziemy, jest ważna? A może to tylko kolejne z wielu niedorzecznych poleceń?

W rozmowie z „Tygodnikiem” Svetlow nie chce zdradzać zbyt wiele na temat bohaterki, dając graczom przestrzeń na przeróżne interpretacje:

– Historię Indiki przepisywaliśmy co najmniej cztery razy właśnie po to, by pozbyć się wszelkich wskazówek, pozwalających na zbyt łatwe objaśnienie świata gry. Zależało nam, by uczynić tę historię uniwersalną. To opowieść o człowieku, który z jakiegoś powodu pozwala poddawać się torturom. O człowieku, który żyje w świecie surowych zasad i strachu przed ich nieprzestrzeganiem. Myślę, że ostatecznie to opowieść o każdym i każdej z nas. Czy nie zadajemy sobie czasem pytań o to, czy zasłużyliśmy na miłość, którą otrzymujemy? Czy jesteśmy wystarczająco dobrzy? To są właśnie wątpliwości mojej bohaterki.

Postać Indiki z pewnością wiele mówi o samym twórcy. Dmitry wychował się w religijnym domu. Dwa razy w tygodniu odwiedzał cerkiew, chodził z mamą na pielgrzymki, a przez jakiś czas mieszkał z rodziną w klasztorze. Dziś jest krytyczny nie tylko wobec zwierzchników Cerkwi, ale w ogóle wobec kościelnej hierarchii.

Dlatego Indika w trakcie swojej wędrówki próbuje ratować się modlitwą – jeśli jej na to pozwolimy. Ale ma przy tym liczne wątpliwości, także dotyczące wiary, które powoli nam wyjawia. Nie znamy, dzięki zabiegom scenarzysty, ich pochodzenia – celem gry będzie ich rozpoznanie, bo też w trakcie czekających nas przygód przeprowadzimy wiele rozmów, zarówno sami ze sobą, jak i z towarzyszem wędrówki, którego spotkamy na szlaku. 

Bez obaw, ta gra nie polega na zbieraniu punktów. Albo inaczej: możemy je zbierać, ale ostatecznie – do niczego nam się nie przydadzą.

– Zawsze żyjemy w strachu przed utratą punktów – uśmiecha się Svetlow. – Niestety, dopiero w momencie, gdy stracimy wszystko, zrozumiemy, o co naprawdę chodzi w grze, w którą zostaliśmy wrzuceni. Tak to już jest, nie wiemy, kto wymyślił zasady i dlaczego powinniśmy ich przestrzegać. Gramy wedle nich, ponieważ wszyscy tak robią.

W pytaniach o zasady gry i pochodzenie zła nie sposób nie dostrzec wpływów Fiodora Dostojewskiego.

– Kiedy pisałem scenariusz gry, rzeczywiście po raz kolejny czytałem „Biesy” – przyznaje Svetlow. – Chciałem dostroić się do stylu pisania Dostojewskiego, specyficznego stylu rosyjskiej rozpaczy. Mam nadzieję, że da się to odczuć, grając w grę. Ale atmosfera „Indiki” ma też wiele ze stylu Mikołaja Gogola.

Całość jest tak wyjątkowa na tle innych produkcji, że wielu graczy na przeróżnych popularnych forach od kilku tygodni zastanawia się, z czym tak naprawdę mamy tu do czynienia. Jak napisał w opiniach o „Indice” jeden z komentujących, nie wiadomo, czy to „dojrzały gaming, slow-gaming, czy w ogóle anty-gaming, ale cieszę się, że komuś chce się robić takie rzeczy. To zdumiewające, że najgłębsze opowieści o wolności wciąż rodzą się w miejscach, gdzie opresja jest najdotkliwsza”. 

Indika / Materiały prasowe 11 bit studios

Dziękuję Zofii Zin za pomoc w pracy nad tekstem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Biesy w wirtualnym świecie