Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nie są gotowi

Nie są gotowi

17.05.2014
Czyta się kilka minut
Mężczyźni, a ściślej mówiąc: pisarze nie są gotowi. Podczas 19. Europejskiego Portu Literackiego Wrocław 2014 jedną z sekwencji był Port Dżender, próba wprowadzenia do rozmowy trybu żeńskiego i męskiego.
Z

Z trybem żeńskim w porządku, zwłaszcza gdy dyskutuje się z takimi pisarkami jak Natalia Śniadanko, należąca do pierwszej ligi autorek zadających sobie i nam pytania o tożsamość. Tryb męski stawia opór w momencie, gdy go wyjmiemy z abstrakcji uniwersalności. Gdy podmiot „mężczyzna” wymaga przymiotników, nie oznacza po prostu podmiotu „człowiek”, poeci i prozaicy udają, że nie wiedzą, o co są pytani.
Nie powinno mnie to dziwić, wiem, że tak jest. Sytuację tę dookreśliła Anna Marchewka, prowadząca spotkanie z Krzysztofem Jaworskim, Wojciechem Bonowiczem i Jackiem Podsiadłą. Do tej pory tłumaczenia wymagało szukanie wspólnego mianownika dla, często bardzo zróżnicowanego, pisarstwa kobiet. Kryterium kobiecości miało je i ich książki uwidaczniać, nawet za cenę chwilowej utraty indywidualności. Dokonywał się rodzaj przetasowania, przetłumaczenia z rodzaju nijakiego na żeński, równoprawny z męskim. Powiedzenie autorom: „siedzicie tu, bo łączy was płeć, porozmawiajmy o tym kryterium” – wywołuje konsternację i chęć okopania się na pozycjach.
Męska literatura i męska podmiotowość literacka, chcąc nie chcąc, korzystała z ruchu literackiej gramatyki, zapoczątkowanego w Polsce w latach 90. przez krytykę feministyczną. Owszem, bywała demaskowana jako szowinistyczna, niewrażliwa na obecność kobiet-czytelniczek, wsobna, anachroniczna, sztampowa, oderwana od konkretu społecznego. Zarazem jednak zyskiwała przyzwolenie na „niemęskie” odsłonięcia, zmierzenie się ze zmianami w podejściu do seksualności, ról społecznych i rodzinnych, uczuciowości. Jakie wyciągnęła z tego wnioski?
Punktowe. Niektórzy pisarze chętnie zrzucili maski rycerzy uniwersalizmu, z których noszenia zresztą często nie zdawali sobie sprawy. W końcu w tradycji literackiej cenimy indywidualność. Fakt, że jest rodzaju żeńskiego, miał być za każdym razem czystym przypadkiem. W naturze literatury leżało mówienie w imieniu ludzi, czyli w rodzaju męskim.
We Wrocławiu pisarze występowali jakby na dwóch scenach: własnej oraz instytucji literatury. Własnej, gdyż pytano ich, czy „piszą jako mężczyźni”. Instytucji, ponieważ ich bycie mężczyznami zostało nazwane i zamienione w program imprezy kulturalnej. Może dlatego część z nich tak się broniła? Ale przed czym – przed stwierdzeniem, że bycie mężczyzną warunkuje relacje ze światem, biografię, język? To chyba oczywiste. Gra toczy się na styku tej oczywistości i jej konsekwencji: skoro wyrażacie podmiotowość nazwaną, nie jest ona uniwersalna. Nawet wschód słońca widzicie okiem męskiej, romantycznej duszy. Ojcami bywacie, nie matkami. Bywaliście w wojsku, nie na porodówce.
Rzecz w tym, że męska, romantyczna dusza, wartości, role, przypadki biografii zajmowały większość przestrzeni w instytucji literatury, także podczas festiwali, oferujących co najwyżej okienko kobietom, które chciały się identyfikować z kategorią płci. Dlaczego pisarze mieliby więc myśleć o swojej podmiotowości jako o jednej z możliwych, nie zaś jedynej? To pytanie zadawane w przestrzeni społecznej (dlaczego mężczyźni mieliby się posunąć na ławce, skoro zajmują dobre miejsca?) dotyczy także życia literackiego. Po co pytać o bycie mężczyzną, skoro jest się człowiekiem?
Moi rozmówcy – Andrij Lubka i Ołeksandr Irwaneć – złożyli mi deklaracje, że napiszą o miłości i relacjach damsko-męskich. Moim zdaniem już napisali, choć oczywiście będę czekać na obiecane narracje. Tymczasem czytam o światach męskich bohaterów, ranionych i szukających nie tyle zrozumienia, ile odpłaty. Irwaneć, rocznik 1961, i Lubka, rocznik 1987, piszą w odmiennych poetykach, jednak ich bohaterowie mają te same rysy. Warto je odtworzyć, żeby zrozumieć współczesną Ukrainę. Nie ma w tym podstępu, tylko zaciekawienie.
Polscy poeci i prozaicy, dajcie się zapytać o swoje męskie podmiotowości! To może najważniejsze pytanie, dla którego warto zrezygnować z pozorów omnipotencji.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]