Nie nauczyłem się medytacji i trudno to pod koniec życia nadrobić

Teraz, gdy mój wiek i stan mówią, że w każdej chwili mogę z tego świata odejść, nie „odprawiam” medytacji, a zarazem stan medytacyjny prawie mnie nie opuszcza.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara

Najdawniejsze wspomnienie: zakonne początki. Mistrz nowicjatu, cierpliwy i mądry, i moje wysiłki, by opanować wszystko, czego nowy sposób życia ode mnie wymaga. Jedne rzeczy wydawały się łatwe, inne trudne. Trudna była właśnie medytacja – ale prowadzona przez mistrza jakoś dała się wytrzymać. 

Gorzej było potem. Jako klerycy byliśmy zdani na siebie. Dawano nam książki do rozmyślania. Przyznam, że nie bardzo się w nich odnajdywałem, podobnie jak w pismach różnych świętych autorów. Na szczęście było Pismo Święte, do którego można było się schronić – zwłaszcza do Ewangelii. Czy była to lektura, czy medytacja, nie wiem.

Potem przyszło kapłaństwo. Doskonałym sposobem medytowania przez tydzień było obmyślanie niedzielnego kazania. Nieświadomy, że pomijam mądre zasady medytacji św. Ignacego, oglądałem teksty nadchodzącej niedzieli, czytając je wielokrotnie. Wiedziałem już, że nie można tak po prostu siąść i napisać kazanie. Wiedziałem, że potrzebny jest czas. „Odprawiałem” też ranne rozmyślanie. Długie lata i chyba niezbyt dobrze. Niestety, rano nie myśli mi się najlepiej, ale tak są skonstruowane nasze zakonne modlitwy, że rozmyślanie jest ich integralną częścią. Rano albo wcale... W sumie przez te lata owego „wcale” było sporo. Mea culpa.

Czy są książki „do rozmyślań”? Oczywiście mnóstwo, wystarczy popatrzeć w ławki jakiejkolwiek kaplicy klasztornej. Czy są dobre? Pewnie tak, skoro zapełniają klasztorne kaplice. A jednak – o wstydzie – nigdy się w nie nie zagłębiałem. Ta szczerość nie przychodzi mi z trudem: nie będę udawał skruszonego grzesznika, skoro nim nie jestem. Grzesznikiem może tak, ale niestety nie skruszonym. 

Zresztą teraz, kiedy jestem stary, patrzę na to nieco inaczej. Jeśli medytacja ma być modlitwą myślną, a zakonnik ma być „mężem modlitwy”, to nie może być ona lekturą zapisu cudzych myśli. Co nie znaczy, że żadna cudza myśl się nie przydaje. Owszem, może być inspiracją, światłem, wręcz głosem Pana Boga. Zdanie zapisane przez kogoś innego może zmienić moje życie, wyprostować drogę. Wszystko jedno: w książce „do rozmyślań” czy w czymś nienabożnym.

Jakie wnioski z moich medytacyjnych doświadczeń wysnuwam? Pierwszy dotyczy własnej niedoskonałości. Nie nauczyłem się medytacji i trudno to pod koniec życia nadrobić. Drugi wiąże się z nadrabianiem braków wynikających z pierwszego. Brak umiejętności aplikowania metod medytacji nie oznacza przecież zaniedbania jej samej. Jakoś te medytacje praktykowałem – dość chaotycznie, ale jednak. Było to z pewnością rozważanie, myślenie, często modlitwa dotycząca mojego życia i spraw, którymi żyłem.

Najtrudniej napisać to, co napisać trzeba teraz. Dziś nie ma u mnie specjalnego czasu na medytację (pół godziny w pacierzach). Piszę to ze wstydem, ale nie chcę nikogo oszukiwać. Teraz, gdy mój wiek i stan mówią mi, że w każdej chwili mogę z tego świata odejść, nie „odprawiam” medytacji, a zarazem stan medytacyjny prawie mnie nie opuszcza. Po prostu tak jest, bez żadnego z mojej strony wysiłku. Jak człowiek czekający na pociąg czyta albo rozmawia, albo coś je lub się gapi, a w istocie czeka na pociąg i to jest główne jego zadanie, tak ja u schyłku życia czekam na odjazd.

Czekanie nie jest tak absorbujące, żeby nic innego nie można było robić. Więc żyję plus minus normalnie, ale nade wszystko czekam na odjazd. Czy to jest stan permanentnej medytacji? Nie wiem. Wiem, że to nowość, ciekawy sposób istnienia, całkiem inny niż te, które do tej pory znałem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Moja medytacja