Są, istnieją, zdaje się, że nawet ich przybywa – w Polsce i gdzie indziej. Nie powinno to ani dziwić, ani niepokoić, bo podobne postawy istniały od zarania Kościoła. Lefebryści... gdyby całkiem nie mieli racji, gdyby nic w ich doktrynie nie odpowiadało na jakąś ludzką potrzebę czy niepokój, to dawno by już ich nie było.
Co to jest, nie mnie rozstrzygać, jedno w każdym razie wydaje mi się jasne, mianowicie to, że żywe nauczanie Kościoła jest przez nich uznawane do pewnej granicy czasowej: po Soborze Watykańskim II już nie. Czasami to mnie dziwi, bo przecież objawienie się Boga w Chrystusie nie było czymś statycznym, tylko dynamicznym. Objawione treści nie zostały wyczerpane, poznane i do wierzenia wszystkie podane, bo wciąż je zgłębiamy, lepiej poznajemy i korygujemy błędy, także z czasów, w którychśmy – mimo najlepszej woli i pomocy Bożej – coś przerysowali, dodali albo pominęli.
Tyle jest w Kościele czysto ludzkich instytucji, tyle godności i urzędów, nawet jeśli potrzebnych, to jednak w Ewangeliach niezapisanych. Jednym słowem: rozwój instytucji Kościoła niósł w sobie także ryzyko zagubienia (czy nierozpoznania) czegoś, a jednocześnie dodania elementów być może niekoniecznie zgodnych z zamysłem Założyciela.
Nie sposób zaprzeczyć, że w imieniu Chrystusa podejmowano decyzje, które od jego przesłania były tak daleko jak wschód od zachodu. Dlatego spór z lefebrystami nie toczy się o formularz mszy czy język liturgii. Spór – mówiąc najogólniej – dotyczy tego, czy pierwotne odczytanie Ewangelii jest ostateczne, czy też mamy iść dalej, wciąż na nowo ją odczytywać. Kościół, który ma opinię raczej wstrzemięźliwego w przyjmowaniu nowości, jest jednak za nieustannym zgłębianiem pomysłu Pana Boga. Bez ostentacji, nie wszystko jednocześnie, jednak zmienia (doskonali, precyzuje, oczyszcza) swoje nauczanie, sposób rozumienia człowieka i rozumienia siebie.
Jeżeli przyjmujemy, że Bóg czuwa nad swoim Kościołem, trudno wyznaczyć granice owej czujności. Ludzkie błędy, nawet ludzkie grzechy nie są dowodem przeciwnym. Jako społeczność złożona przecież z ludzi, Kościół nie jest wolny od grzechów ani tym bardziej od pomyłek. Ciśnienie aktualnego myślenia, ludzkie, nie zawsze najszlachetniejsze motywy nie omijają nawet papieży. Nie mówiąc o słabościach i grzechach. W dobrej czy złej wierze, w ciągu lat długiej historii działały w Kościele różne siły, a on mimo wszystko prowadził ludzi do świętości. Nie wchodząc w szczegóły powiem tylko, że jeśli dziś ufam Kościołowi, to właśnie dlatego, że niezależnie od błędów i odchodzenia od nauki Ewangelii, zawsze prowadził ludzi do świętości.
Wystawiona na mnóstwo prób samoświadomość Kościoła wciąż się więc oczyszcza, konfrontując swoje nauczanie z nauczaniem swego mistrza, Jezusa Chrystusa. Błędem, jak sądzę, lefebrystów jest chęć zatrzymania tego na jakimś etapie historii. Oczywiście dla tych, którzy widzą w Kościele coś w rodzaju muzeum, jest to kuszące, ale Kościół to nie muzeum – to żywy organizm, który wciąż się reformuje i zmienia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.








