Gdyby spadły bomby albo przyszła jakaś katastrofa i wszystkie nasze elektrownie diabli wzięli, czy byśmy potrafili żyć? Oczywiście, że byśmy potrafili. Nie zaraz, z trudem, ale przecież tak żyliśmy – i ja to jeszcze pamiętam. Były lampy karbidowe, były lampy naftowe, były świece.
Gdyby wysiadły wszystkie urządzenia kanalizacyjne, gdyby woda przestała lecieć z kranów i gdyby nie płynęła w klozecie… Było i tak, i jakoś, ciężko, bo ciężko – ale żyliśmy. Gdyby nie było kolei albo były tylko nieliczne, jakoś byśmy się przemieszczali. Nie mówiąc o katastrofach takich urządzeń jak komputery, GPS-y, bankomaty i tak dalej.
Wymyślamy te sposoby ułatwienia sobie życia, oszczędzania czasu, lepszego docierania do wiadomości, wymyśliliśmy też sztuczną inteligencję, która zaczyna uzupełniać naszą powolną i niepewną inteligencję, roztaczając niewyobrażalne perspektywy.
Oczywiście, jak wszystkie ludzkie wynalazki, perspektywy sztucznej inteligencji są nie tylko pozytywne. Oczywiście, jej twórcy – podobnie jak twórcy mediów społecznościowych, smartfonów itd. – robią wszystko, co w swojej mocy, żebyśmy z tych narzędzi korzystali coraz więcej i więcej, żebyśmy się od nich uzależnili. Widać jednak, że coraz więcej jest ludzi, którzy tę pułapkę widzą – i którzy potrafią z nowych narzędzi korzystać rozważnie i z umiarem.
Piszemy o dobrych i złych stronach cyfrowej rewolucji niemal co tydzień, także w tym numerze, więc ja chciałbym położyć akcent właśnie na tę rozwagę i umiar.
Narzędzi i systemów ułatwiających życie jest więc coraz więcej. Nie sądzę, żeby decyzja odwrócenia się od tego wszystkiego miała głębszy sens. Oczywiście, te systemy wymagają wysiłku poznawczego, na który nie wszystkich stać. Zorientować się w rozkładzie jazdy jest stosunkowo łatwo, poznanie możliwości komputera jest bardziej skomplikowane. Są też sfery, w których uznajemy wyższość instrumentów i nawet jeżeli z nich korzystamy, nie próbujemy zrozumieć systemu ich działania. Ważne, byśmy rozumieli siebie: widzieli, co nam robi np. nadmierne z nich korzystanie.
Istnieją oczywiście kontestatorzy nowoczesnych wynalazków. Ludzie, którzy świadomie ograniczają korzystanie z komputerów, telefonów komórkowych, samochodów oraz mnóstwa przedmiotów, które po prostu ułatwiają życie. Czy są szczęśliwsi od ludzi, którzy tych przedmiotów używają? Czy wybierając życie bardziej analogowe tracą czas, którego mogliby nie tracić? A może właśnie przeciwnie: coś odzyskują? Sprawdźmy, czytając tekst otwierający bieżące wydanie „Tygodnika”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.








