Reklama

Nie mogąc obudzić się jeszcze

Nie mogąc obudzić się jeszcze

11.04.2004
Czyta się kilka minut
Liczne wydarzenia coraz dotkliwsze. Nieutulony żal. Nie, nie otwierałem oczu, przycisnąłem je powiekami jak najmocniej. A przecież należało wyciągnąć tylko rękę, nacisnąć guzik nocnej lampki, sięgnąć chociażby po książkę. Zresztą może nie trzeba byłoby nawet światła zapalać wcale, wystarczyłoby spróbować pobłądzić chwilę dłonią po wierzchu pościeli, odnaleźć wysuwające się spod kołdry, na wpół obnażone ramię Magdaleny, być może poczuć to emanujące zeń jeszcze ciepło. Albo podnieść się z łóżka, podejść do okna, otworzyć je na całą szerokość, wciągnąć w płuca do samego dna powietrze, spojrzeć odważnie w tamtą ciemność na dworze, która na szczęście nie była ciemnością zupełną, bo gdzieś tam poprzez mknące z zachodu na wschód pierzaste cyrrusy przedzierał się księżyc, niepełny wprawdzie, coraz bardziej blednący, ale przecież pozwalający ujrzeć niemalże całą okolicę. Nic jednak z tego nie uczyniłem. Wciąż czułem zatęchły oddech przeciągu na twarzy. Z tych najgłębszych tajemniczych otchłani, przepastnych i czarnych. Nie potrafiłem się oderwać od niedobrych myśli, że to się zaczyna zbyt często powtarzać, podobnie jak tam nad Wisłą przypominałem to sobie już tysiąckrotnie, przeklinałem i jeszcze raz przeklinałem. Wciąż jednak nie otwierałem oczu. Potem zasnąłem na krótko. W każdym razie świadomość znowu się urwała. A potem zbudziłem się z wielkim płaczem.
W

Wyskoczyłem z łóżka i stałem na środku pokoju dobrą chwilę, jątrząc swój dziecięcy, bezprzyczynny ból. Nie miałem odwagi podejść do drzwi, za którymi ciągnął się mroczny korytarz. Tam w dalekim jego końcu były wprawdzie drzwi do sypialni mamy, można by podejść, zapukać, obudziłaby się od razu, na pewno wyciągnęła ręce, lecz łzy nie ustawały, cóż zresztą mógłbym jej powiedzieć? Jak się wytłumaczyć? Że mam złe sny? Albo czy ja wiem, co jeszcze? Że moja zbyt długa obecność tutaj wśród innych była jedynie czczym zmyśleniem? Albo że życie potoczyło się nie tak, tylko siak...?

Teraz w okno stukała oszadziała gałąź platanu, już zupełnie bez liści, okrutnie nagiego na mrozie. Świecił znowu niepełny księżyc, gwiazdy na dalekim niebie były jak rozżarzone kamienie, gdzieś daleko wył pies; też nad marnością swojej egzystencji. I wiatr szeleścił w gontach dachu, i było...

20220

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]