Nad kalendarzem

Wystarczy popatrzeć: w tym roku wigilia Bożego Narodzenia wypada w środę. Po dwóch dniach świętowania wolna sobota, a więc mamy wolne aż cztery dni. Potem zaraz środa sylwestrowa. Kto oprze się pokusie potraktowania jej jako wolnej (a w związku z tym zagarnięcia i poniedziałku z wtorkiem), na pewno ulegnie przekonaniu, że piątek po Nowym Roku nie nadaje się na dzień pracy, skoro zaraz znów wolna sobota i niedziela. W sumie - wymarzony czas na coś, co ciągle jeszcze skromnie nazywa się "długim weekendem", a jest porą na wyjazd (narty?) sposobną w sposób najbardziej oczywisty.
Czyta się kilka minut

Kiedy przyglądałam się w telewizji posłom tak gorąco popierającym projekt dołączenia do tego kalendarza jeszcze święta Trzech Króli (w tym roku byłby to wtorek zaraz po ostatniej niedzieli "długiego weekendu"), zastanawiałam się, ilu z nich jest przekonanych, że rodacy, zamiast brać urlopy i pryskać gdzieś w góry albo nad ciepłe morza, rzeczywiście raz jeszcze zasiądą masowo do rodzinnych śniadań po kościele, potem ruszą w odwiedziny do swoich seniorów, a wreszcie zakolędują przy drzewku (nota bene, czy nie można było odwiedzać babci i pośpiewać Dzieciątku nawet w wieczór dnia, który się przepracowało?). I czy na pewno tych, którym narty i wojaże nie w głowie, nie wciągnie na długie godziny to jedno pudło z ekranem, powtarzające najskuteczniejsze zawołanie dzisiejsze: "zostańcie państwo z nami". Tak przecież coraz częściej świętuje się w Polsce już od wielu lat.

To jedno prawda: chcielibyśmy być jeszcze mniej zaganiani do pracy. Ale zaraz potem chcielibyśmy, by płace rosły nam dalej i dalej. I wszystko to jakoś się nam zgadza...

Jest coś bardzo pięknego w chęci zatarcia tego śladu Peerelu, jakim było skasowanie wolnego dnia w święto Trzech Króli (przeniesione wtedy przez Kościół, jak w niejednym kraju, na najbliższą niedzielę). To wspaniała uroczystość, i połączyłaby nas z braćmi prawosławnymi, bo oni wtedy dopiero obchodzą Boże Narodzenie. Projektu tej zmiany nie powinno się na pewno odrzucać w Sejmie w pierwszym czytaniu. Ale warto odważniej przyjrzeć się przewidywanym skutkom. Nie idealizując, nie spodziewając się sielanki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2008