Moje nazwisko Heydrich

Stateczny pan z Niemiec odwiedził pałac w Panenských Břežanech i ciężko westchnął, widząc, jak zaniedbane jest miejsce, gdzie spędził dzieciństwo. Zaoferował pomoc w odbudowie pałacu - i wywołał tym w Czechach burzę.
Czyta się kilka minut

Heider Heydrich miał osiem lat, gdy spokój wiosennego popołudnia 1942 r.

zniszczyła wiadomość o zamachu na jego ojca. To musiał być szok dla chłopca, jak i dla rodzeństwa Klausa i Silke, a zwłaszcza dla matki, Liny, która była w zaawansowanej ciąży. Rodzina Heydrichów prowadziła w końcu idylliczne życie w pięknym pałacu w Panenských Břežanech pod Pragą i chyba nie rozumiała, dlaczego ktoś miałby zrobić coś tak strasznego.

Zamach na Reinharda Heydricha przeprowadził czechosłowacki ruch oporu.

Heydrich i heydrichiada

Lina Heydrich do końca swego życia broniła pamięci męża. Twierdziła, że nic nie wiedziała o popełnianych przez niego zbrodniach. Tymczasem było ich wiele - i gdyby nie czescy spadochroniarze, którzy go zabili, Reinhard Heydrich z pewnością byłby sądzony w Norymberdze. To zresztą paradoks: jako wdowa po osobie poległej podczas wojny, Lina pobierała w RFN generalską emeryturę. Nie dostałaby jej jako wdowa po skazanym zbrodniarzu wojennym - w pewien sposób więc czeski ruch oporu zapewnił jej dostatnie życie po wojnie.

Zanim jesienią 1941 r. Heydrich trafił do Pragi, obejmując funkcję tzw. protektora Protektoratu Czech i Moraw (tj. szefa władz okupacyjnych), dał się poznać jako zacięty nazista. To on kierował eksterminacją polskiej inteligencji w 1939 r. (tzw. operacja Tannenberg; kilkadziesiąt tysięcy ofiar), a wcześniej organizował tzw. prowokację gliwicką. I to on kierował w 1941 r.

Einsatzgruppen, wykorzystywanymi do mordowania Żydów w ZSRR.

27 maja 1942 r. czescy i słowaccy "cichociemni" Jozef Gabčik, Jan Kubiš i Josef Valčik przeprowadzili w Pradze zamach na Heydricha. Został ciężko ranny, zmarł osiem dni później, a w Czechach rozpętała się tzw. heydrichiada: akcja odwetowa na cywilach. W jej wyniku zrównane z ziemią zostały wsie Lidice i Leżaki, których mieszkańcy zostali rozstrzelani (mężczyźni) lub wywiezieni do obozów koncentracyjnych (kobiety i dzieci). W Lidicach nawet zmieniono bieg rzeki, aby nic nie przypominało o istniejącej tu kiedyś wiosce. Pozostała tylko jedna stara grusza - nawet drzewa miały zostać zniszczone. "Cichociemni" wpadli kilka tygodni po zamachu, w wyniku zdrady - okrążeni przez Niemców, popełnili samobójstwo.

Powrót syna

"Heydrichiada" to największa fala terroru, jaka w czasie wojny dotknęła Czechy. Nazwisko Heydrich do tej pory kojarzy się tu jednoznacznie. Kiedy więc Czeskie Radio podało pod koniec marca informację, że syn złowieszczego protektora, Heider Heydrich, chciałby pomóc finansowo w odbudowie pałacu pod Pragą - tego, gdzie rezydował jego ojciec i gdzie do końca wojny mieszkała wdowa z dziećmi - wzbudziło to mieszane reakcje.

Na pewno wiadomo niewiele. Wiadomo, że Heider Heydrich, dziś stateczny pan pod osiemdziesiątkę, odwiedził niedawno z żoną pałac w Panenských Břežanech i ciężko westchnął, widząc, jak zaniedbane jest miejsce, gdzie spędził dzieciństwo. Ponieważ ani właściciel, ani gmina nie ma funduszy na odnowę pałacu, pan Heydrich zaoferował staroście Liborowi Holíkowi pomoc przy pozyskaniu funduszy z Unii Europejskiej.

Starosta do pomysłu podszedł entuzjastycznie i - podkreślając, że nigdy nie zgodziłby się na umieszczenie w pałacu jakiejś instytucji propagującej nazizm (co zresztą byłoby sprzeczne z ustawodawstwem Republiki Czeskiej) - zasugerował, że mogłoby się tam znaleźć muzeum czeskiego ruchu oporu. Co prawda muzeum jest już planowane - w pobliskim zamku, gdzie w czasie wojny mieszkał współpracownik Heydricha, Karl Hermann Frank (kierował on pacyfikacją Lidic i Leżaków). Ale na razie mieści się tam dom spokojnej starości, więc mieszkańców trzeba by przenieść gdzie indziej. Perspektywa stworzenia muzeum w dawnej siedzibie protektora pozwoliłaby tego uniknąć.

Bez względu na to, co miałoby znaleźć się w odnowionym pałacu, przeciwni przyjęciu pomocy od Heidera Heydricha są jednak weterani, zrzeszeni w Związku Bojowników o Wolność. "Nic o synu Heydricha nie wiem, ale nie sądzę, aby był to dobry pomysł, żeby to nazwisko z czymkolwiek znowu się w Czechach wiązało. To już wolałbym ten zamek przeznaczyć do rozbiórki" - mówił Pavel Vranský ze Związku, weteran spod Tobruku (obok Polaków walczyli tam także Czesi).

Sam Heider Heydrich ma ponoć obawy, jak jego pomysł zostanie przyjęty przez okolicznych mieszkańców. Ale jak można wnioskować z sondaży prowadzonych przez czeską prasę, zdecydowana większość ankietowanych uważa, iż syna nie można wiązać z ojcem, i nie jest przeciwna restauracji pałacu za jego pieniądze. To być może najbardziej zaskakujące w tej historii: bo w Czechach antyniemieckie nastawienie jest dużo bardziej zakorzenione niż np. w Polsce.

Cień ojca

Dlaczego Heider Heydrich wystąpił z taką propozycją? O jego intencjach wiadomo niewiele: on sam na ten temat nic nie powiedział, nie wypowiadał się też na temat swego ojca. Z opisu jego wizyty można jednak wnioskować, że powód jest banalny: sentyment do miejsca, gdzie spędził być może najszczęśliwsze lata dzieciństwa.

Oczywistym jest, że Heider Heydrich nie może być odpowiedzialny za czyny ojca. Ma też z pewnością prawo do dobrych wspomnień z dzieciństwa, nawet jeśli mieszkał w okupowanym i sterroryzowanym kraju. Niemniej sama inicjatywa nie jest jednoznaczna. Pałac nie jest bowiem rodzinną posiadłością Heydrichów, która - na przykład - w wyniku powojennego przesunięcia granic znalazłaby się na terenie innego państwa. Został on zajęty przez Heydrichów w taki sam sposób, w jaki szef Generalnego Gubernatorstwa Hans Frank zainstalował się na Wawelu. A obecność Heydrichów w pałacu kojarzy się obywatelom Czech jedynie w najbardziej tragiczny sposób.

Swoją drogą, syn Hansa Franka, o kilka lat młodszy niż syn Heydricha, poświęcił życie na rozliczenie się z przeszłością i ze swoimi rodzicami. Napisał o nich dwie książki (tytuły: "Mój ojciec Hans Frank" i "Moja niemiecka matka"), które wywołały wielkie kontrowersje ze względu na bezkompromisowość, z jaką autor potraktował rodziców.

Jeśli więc Heider Heydrich ma mieć dobre intencje, nie byłoby przesadnym oczekiwaniem, aby przynajmniej wypowiedział się publicznie - i o tych intencjach, i o ojcu.

Puenta historii

Sprawa ma jeszcze jeden dwuznaczny aspekt: chodzi o status prawny pałacu.

Jego właścicielem był Ferdinand Bloch-Bauer - zamożny żydowski przedsiębiorca, dziś bardziej znany jako mąż Adeli Bloch-Bauer. Na początku XX stulecia jej słynne portrety malował Gustav Klimt. Najsłynniejszy to tzw. "Złota Adela" z 1907 r. Jej mąż działał w branży cukrowniczej, a poza tym kolekcjonował dzieła sztuki; miał mieszkanie w Wiedniu i w Czechosłowacji. Wszystko przepadło, gdy III Rzesza zajęła Austrię, a potem Czechy. Także pałac w Panenských Břežanech, skonfiskowany w 1940 r.

Ferdinand Bloch-Bauer zmarł w Szwajcarii w 1945 r., bez grosza przy duszy. Jego bratanicy, Marii Altmann, udało się - po latach procesów z państwem austriackim - odzyskać w 2006 r. obrazy Klimta. Niestety, z pałacem w Czechosłowacji, a teraz w Republice Czeskiej, się nie udało. Został on przez państwo sprywatyzowany: sprzedany firmie, która umieściła tam swój instytut badawczy, ale - jak się dziś okazuje - nie ma środków na jego utrzymanie.

Po 1989 r. potomkowie Ferdinanda Blocha--Bauera starali się odzyskać pałac, mający dla nich zapewne znaczenie również emocjonalne. Bezskutecznie.

Pomysł, aby dziś w jego odbudowie uczestniczył syn Reinharda Heydricha - jednego z autorów "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej" - może wydać się naprawdę smutną puentą tej historii.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2011